Wiele rzeczy dzisiaj się powyjaśnia z cyklu: albo rybki albo pipki i co ciekawe wygląda na to, że toksycznych możliwości nie ma. Mówię tu oczywiście o swoim życiu osobniczym i ewentualnością zasilenia nadwiślańsko-nadwarciańskiej atmosfery (względnie nadtamizianej) permanentną obecnością niżej podpisanego. (To ostatnie z moim wieśniackim akcentem północnego Dublina).
Ku chwale Ojczyzny!
A kto się chce rozpędzić poniedziałkowo i wejść w tryb myślenia o Polsce, to polecam:


Komentarze
Pokaż komentarze (5)