Dzieciaki grają na moim międzyosiedlowym boisku-trawniku na Fortlawn. Większość Anglików, ale trochę Liverpool'ów, paru Messich, jakiś Puyol (łamaga, bo postawili na budzie) i ze dwóch Oranje. Idę do sklepiku po sprawunki; wrzeszczą oczywiście, żebym też z nimi choć trochę pokopał, tym bardziej, że na grzbiecie mam pomarańczowo, ale odmachałem i odkrzyknąłem, że innym razem, że dzisiaj, to nie.
Obok osiedlowego sklepiku, w którym często-gęsto gadamy sobie o sprawach świata i Fortlawnu jest oczywiście Paddy Power czyli bukmachernia. Wchodzę: pełno! Ze 40-tu facetów na 60-ciu telewizorach ogląda. Tu konie jakieś na torze gdzieś w Anglii, tu w golfa pykają, tam psy biegną z takim zacięciem za pluszowym misiem nie przymierzając jakby jaki taki bloger grzechy świata ścigał. Nie obstawiam ani Holandii ani remisu ani Hiszpanii. To mecz nie do obstawiania.
Oczywiście z bukmachernią sąsiaduje Salmon's czyli nasz lokalny pub, gdzie też zaglądam. A jakże: po kościele przyszli, zresztą wszystkie puby otwiera się tu w niedziele i święta o 12.30, więc przyszli dopiero-co. Z sąsiadującego - z PaddyPower i Salmona i sklepu osiedlowego – kościoła. Dziś na mszy zresztą znowu gościnnie był chór gospel jakby kto pytał!
I już dzieciaki biegają po pubie, już matki, ojcowie, żony, kochanki zamawiają to irlandzkie knajpiane żarcie, już guinnessy się pienią, czipsy się walają pod stołami, już tam czterech nad stolikiem kreśli kupony zakładów na interes koński, psi i dywidendowy, ze dwudziestu pali ćmiki w drzwiach, bo w środku zakaz jak na całej Wyspie – 3 tysiące euro kary, więc respekt. A co jeden: jak mu spojrzysz w oczy – uśmiecha się do ciebie. Niedzielka.
Nie zamawiam niczego, torbę mam już wypakowaną, ciężko trochę na sercu, bo znajomy przemytnik nawalił i muszę palić ćmiki z akcyzą irlandzką, co w sumie daje prawie 9 euro za paczkę marlboro light, więc łzę to wyciska z każdego. Z kamienia by wyciskło! Starsze nieco dzieciaki podbiegają i proszą, bym wrócił do pubu i kupił im, tu są pieniądze, 12-pak budweisera. - Nie da rady, kolesie – mówię i się uśmiecham, a oni trochę burczą na mnie, żem nieużyty i ruszają swoją ławicą złowić jakiegoś innego dorosłego, co im pozwoli siąść na trawce i szyku zadać.
***
Holandia – Hiszpania.
Niech wygra lepszy. Wierzę, że będzie to ekipa Oranje.
Szkoda, że nie ma Anny, z nią się – raz lepiej raz gorzej – super komentowało.


Komentarze
Pokaż komentarze (106)