Polska jest zaśmiecona ponad miarę; ludzie - wystawcie łby z waszych skipów. To nie jest żadna awantura o jakiś krzyż przed jakimś pałacem. To jest zmaganie o wyprowadzenie symboli religijnych i postaw duchowych z przestrzeni publicznej. Dociera to do Was?! Wyprowadzenie i pozbycie się na stałe tych – wydawałoby się – rudymentarnych segmentów składających się na zjawisko: „Polak”.
Z przestrzeni publicznej; polskiej przestrzeni publicznej zniknie niebawem (a jeszcze w ogóle jest?) ksiądz w sutannie podążający z wiatykiem do umierającego; menele ze śmietnika będą mieli świadomość, że władza popiera ich sprośny rechot na widok człowieka w sutannie. Znikną z polskich ulic lżone w twarz już dziś zakonnice i będziecie duchownych oglądać wyłącznie jako folklor na filmach Bromskiego.

Hańbą hierarchów Kościoła; miarą poczucia misji, odczuwaną przez nich wagą sakramentów ale także dowodem na wąskie horyzonty i doraźne aspiracje jest fakt, że nie widzą o co toczy się ta gra. A toczy się o to, by w przyszłości ich samych pozamykać w kruchtach, śmiać im się w twarz i mówić: „było-minęło cepelio-ekscelencjo”. I dopiero będzie płacz i kamień młyński u szyi. Dziś tego nie widzą – dziś usuwają się w światłocień. A że tam nie ma jasności, to chyba zrozumiałe?!
Napisałem na początku o zaśmieceniu, bo tak obrzyganego reklamami, obwieszczeniami i bilbordami kraju, to ja w Europie nie widziałem. I jeszcze śmietnisko w informacjach. I w zachowaniach, wypowiedziach czołowych polityków, w działaniach rządu. Jeden syf. Ale meczety-minarety stawiają, parady homoseksualne urządzają, flagę polską w gówno wtykają. I ten cały syf jest uprawniony, brak dyscypliny w rozumowaniu i rozmowie jest wiarygodny i pasujący do miejsca i obyczajów, ale krzyż na Krakowskim Przedmieściu – już nie jest. On jeden zaśmieca przestrzeń, on ją zawłaszcza.
I jak mówię – Kościół, który przyjmuje tę płaszczyznę dyskusji z kimkolwiek - jest zgorszeniem. Gorzej: głupotą obliczoną na doraźny zysk.
Ale: może tak właśnie ma być?! Tak, by miliony ludzi we własnym kraju były zapędzone do kościołów tylko po to, by nie psuć na ulicy humoru milionom innych. Milionom, które mają tolerancję dla wszystkich wiar i obrządków świata z wyjątkiem wiary i obrządku własnych matek i ojców.
(Zapis inspirowany rozmową z moim Bracholem).


Komentarze
Pokaż komentarze (4)