- Wszyscy katolicy są wiernymi Kościoła, ale niektórzy są wierniejszymi wiernymi – płynie nauka z teleambony. Bo oto Episkopat ponownie przemówił o przeniesieniu. Tymczasem przeniesienie krzyża sprzed Pałacu do kościoła św. Anny byłoby alogiczne. W nurcie historycznego pojmowania dziejów katolicyzmu i zarazem polskiej rzeczywistości bardziej logicznym jest już "naniesienie" kościoła św. Anny na wspomniany krzyż.
Episkopat apeluje o przeniesienie krzyża. Ale Episkopat zapomina, że Kościół nie jest sobie-wolą hierarchów, ale jest tylko i aż wypełnieniem: „gdzie dwóch lub trzech w imię moje tam i ja jestem”. Kościół instytucjonalny pojawił się po i wyłącznie dzięki nielegalnym zgromadzeniom w imię Krzyża. Tak to było, temu się zaprzeczyć nie da, drogi biskupie.
Jeśli więc Episkopat tego nie chce dostrzec, to pytam: co dostrzega? Głosem których to wiernych się kieruje? I jeśli dziś się na to zgadza, to niech się jutro nie dziwi, kiedy rozpocznie się „narodowa dyskusja” nad majątkiem kościoła, nad „wciąż obecnymi w przestrzeni publicznej latyfundiami”, „kontrowersjami związanymi z budynkami o charakterze niesakralnym pozostającymi we władaniu Episkopatu” i różnymi innymi.
Kościół sam siebie spycha do kruchty – z władzą niczego tą postawą nie ugra, u wiernych też tylko straci. A ludzie pod krzyżem na Krakowskim powinni być dla każdego duchownego większym wyzwaniem i obowiązkiem niż stąpanie po czerwonych dywanach i namawianie się z władzą na..., no właśnie – w rezultacie na co?!
Tak to widzę.


Komentarze
Pokaż komentarze