Kujnęło mnie coś w nocy w lewym boku, aż się przebudziłem. Zawał, odpukać, czy jaka cholera?! Obmacałem się z grubsza, coli się napiłem, znak krzyża poczyniłem, zapaliłem marlboro lighta i chciałem popaść w zasypianie. Nie nadchodziło. Więc pomyślałem sobie, czego byłoby mi żal, gdybym tak miał zaraz kojfnąć. Pierwszą myślą było: tyle jest jeszcze zajebjaszczych, a nieprzeczytanych książek; żal by było umierać i nie przeczytać. Tak sobie pomyślałem, słowo honoru. Głupie, ale tak było.
Jakoś jednak – jak widać - przetrwałem noc i doczołgałem do rana. Przypomniałem sobie przed chwilą o tych nocnych jazdach i nie wiedzieć dlaczego przyszła mi do głowy twórczość Noblistki Wisławy Szymborskiej, której (i twórczości i Noblistki) w zasadzie nie znam. Ot, jakieś tam ogólne pojęcie; z jednej strony, że produkowała socrealistyczne peany, a z drugiej, że potem – po upływie lat - już normalne tomiki wierszy. Wiem, kim jest Szymborska, wiem. Książek Adama Michnika też przecież nikt nie czyta, a wszyscy wiedzą kto zacz. Dlaczego akurat dwójka tych autorów przyszła mi do głowy? Głupie, ale przyszła.
Potem zaraz, niesiony falą dziwacznych podsumowań, pomyślałem sobie o klubie piłkarskim Pogoń Szczecin, który – jak wiemy, albo i nie wiemy – uważany jest przez kibiców Lecha Poznań za... odstający od podmiotów, którym należy się jakiś nadzwyczajny szacunek. Że tak to ujmę. Zresztą w Szczecinie tak samo oceniany jest Kolejorz. Przypomniałem sobie od razu, że były czasy, kiedy codziennie kupowałem Wyborczą, że były czasy, kiedy na stadionie przy ul. Twardowskiego kibicowałem Pogoni Szczecin (tak tak) i były czasy, kiedy uważałem Michnika za ideowego bojownika o wolność waszą y naszą. Głupie, ale tak było.
Czy fakt, że – myślałem sobie dalej – 20 lat temu wyprowadziłem się ze Szczecina do Poznania i na Bułgarskiej spędziłem wiele godzin w smutkach i radościach zezwala mi na nazywanie się kibicem Lecha? Czy fakt, że 10 lat temu po raz ostatni kupiłem GW i całą Agorę uważam za wrogą mojej wizji Polski robotę, zezwala dziś na spiżową pozę antygazownika?
Kto może być św. Pawłem, kto rozdaje legitymacje bycia hipisem? Czym różni się zdrada od przejrzenia na oczy? Kto to ma oceniać? Czy wolno mi dziś cieszyć się z sukcesów Kolejorza i nakładać na grzbiet niebiesko-białe barwy? Bo jakie ma znaczenie, że robię to od 20 lat?! Głupie, ale nie znam odpowiedzi na te pytania. A czy dla Szymborskiej droga do zbawienia - zamknięta?
Idzie mi o to, że najczęściej sobie wybaczamy wszelkie wolty (abyż tylko takie, jak przywleczone powyżej). Innych skłonni jesteśmy oceniać surowiej. Dobra – bez pluralisu. Ja byłem skłonny oceniać surowiej. Po tym nocnym kujnięciu jednak zabieram się do sporządzania listy lektur i waloryzacji ocen. Michnik z Szymborską się raczej nie załapią. Marlboro sobie zapalę. No i: Lecha nie zdradzę! Kolejorza też nie! Czegoś w końcu trzymać się trzeba.
(Czy ja doczekam wyjaśnienia 10 Kwietnia? Głupie, ale pewnie nie).



Komentarze
Pokaż komentarze (14)