Tabloidy w Irelandzie wzięły na tapetę polskiego cyca sfotografowanego przez polskiego fotografa. Cyca nie widać, ale za to widać, że przyssanym jest doń nieznanej mi rasy szczeniak, a całość czyli ta fotka zdobi (?) kalendarz charytatywny na rzecz pomocy zwierzakom w schronisku (marzec).

Co ciekawe, oburzyły się m.in. irlandzkie feministki. Że nie teges jednak, by zejść na psy z symbolem macierzyństwa. I że wpychać cyca w mordę psu to przegięcie. Ciemniary. Sam artysta wyjaśniał, że nie należy traktować fotki jako dosłowności, ale raczej – a może wyłącznie – jako metaforę i nieszkodliwą zabawę (grę?) z naszą własną percepcją.
"i think the picture is unfairly taken as obviousness, as a recorded act - or even as a footage, which is wrong and just unfair. it does not record anything, it simply creates a scene (in order) to shape a metaphore and symbolism. it plays with our perception, but it's absolutely harmless..."
Co do mnie; przypomniała mi się sytuacja odwrotna czyli Mowgli. Albo tamte chłopaki z Rzymu.

Choć jednak dostrzegam 10 różnic w tych nieszkodliwych metaforach. Kto powie – jakich?



Komentarze
Pokaż komentarze