30 obserwujących
219 notek
187k odsłon
  1219   0

Rewolucja może pójść tylko w lewo.

Od kilku dni burzą się Hiszpanie. Wcześniej fala zamieszek dotknęła Grecję, a w mniejszym stopniu Wielką Brytanię. Francja natomiast siedzi na bombie atomowej, podobnie jak na trochę mniejszej siedzą Niemcy i Włochy. To wszystko może być jedynie kolejną odsłoną „rewolucji” młodych naiwniaków jak to miało miejsce wiele razy w przeszłości. Ale może to być także tlący się lont czegoś większego. Nie da się porównać choćby zadym z końcówki lat 60-tych z tym co dzieje się dziś. W ogóle nie wiadomo z czym to porównywać. Moim zdaniem fakt, że za protestami kryją się absolutnie fundamentalne problemy finansowe właściwie wszystkich państw bogatego Zachodu, powoduje właśnie totalną nieporównywalność zjawiska. I nie ma co się silić na jakieś mądrości pt „ja wiem jak to się potoczy dalej”. Ja nie wiem. Można jedynie pospekulować.
 
Ja „wyspekulowałem” tylko jedno. Jeśli rewolucja jednak wybuchnie i nie zostanie skanalizowana przez konglomerat kapitalistycznych oligarchów oraz obecnych elit politycznych, to będzie tylko gorzej.Nie jest to pocieszający wniosek, ale sądząc po postulatach manifestantów można go wysnuć.
Nie jest to nawet dziwne, bo jeśli się przyjrzeć historii to do głowy przychodzą mi raptem dwie konserwatywne rewolucje. Przegrana wandejska i wygrana frankistowska. Pozostałe miały charakter ewidentnie „postępowy”, przy czym nie chodziło o postęp z definicji de Gaulle’a, a raczej ten z definicji towarzyszki Środy Magdaleny. To tak uogólniając.
Czego bowiem żądają protestujący we wszystkich krajach?
 
Po pierwsze „prawdziwej demokracji”.
 
Panuje wśród demonstrantów przekonanie, że jednym ze źródeł ich nieszczęść jest deficyt demokracji. Prawdziwa demokracja to oczywiście system rad ludowych czy innego, oddolnego sposobu wybierania władz. Zgadzam się, że takiego oddolnego wyboru przeciętny europejczyk dokonać nie może. Systemy partyjne większości państw są zamknięte. Bycie politykiem, w takiej np. Francji, jest związane najczęściej z wyborem dokonanym jeszcze w szkole. Bycie politykiem to po prostu zawód jak nie przymierzając informatyk. I w Polsce dochodzi do głosu pokolenie polityków, których można podawać jako wzorzec aparatczyków, tj. ludzi, którzy poza „byciem działaczem” niczego innego w życiu nie potrafią.
 
Nie zgadzam się natomiast z wnioskami z tego płynącymi. Mianowicie, jak wiadomo, zdecydowana większość populacji posiada intelekt poniżej przeciętnej. Udowadniają to wszelkie możliwe badania, a już liczba analfabetów wtórnych niewiele się różni od liczby analfabetów z wieków minionych. Jeśli ludzie proszą aktora Piotra Adamczyka o autograf… papieża, bo ów odegrał niegdyś jego rolę, to co tu mówić o sprawach poważniejszych? Doprawdy trzeba wykazać wiele naiwności by sądzić, że człowiek mało rozgarnięty w zakresie makroekonomii, dyplomacji etc, był w stanie dokonać rozsądnego wyboru przy urnie. To jest po prostu nielogiczne. Można być znakomitym informatykiem i przy okazji dyletantem politycznym. I podobnie jak na informatyce, tak na polityce znać się będzie zawsze mniejszość populacji. Pokładanie wiary w mądrość wyborczą ludu jest tak samo głupie, jak założenie, że o doborze kuracji onkologicznej powinno decydować konsylium złożone z portiera, sprzątaczki, pielęgniarki, lekarza oraz losowo wybranych trzech pacjentów.
Demokracja jest dziś fetyszem, który zamyka się w równoznaczności demokratyczny = dobry. Dla przeciętnego europejczyka nazwanie czegoś „niedemokratycznym” to prawie jak posądzenie o antysemityzm. To jest po prostu dotyk śmierci.
Reasumując, wprowadzenie większego zakresu demokracji doprowadziłoby do totalnego barbarzyństwa i w dzisiejszych okolicznościach przypominałoby leczenie raka mózgu przez ucięcie głowy.
 
Po drugie „sprawiedliwości społecznej”.
 
Naturalnie owa „prawdziwa demokracja” nie przyniesie wg protestujących dobrobytu sama z siebie. Ma ona być jedynie wehikułem dla sprawiedliwego społecznie podziału dóbr. Niestety manifestanci nie pojmują, że obecny kryzys nie jest tak naprawdę żadnym kryzysem. Jest skutkiem.
Skutkiem i efektem sprawiedliwości społecznej generującej gigantyczne zadłużenie. I to nie zewnętrzne, a wobec dzieci wierzycieli. Teraz te dzieci inżynierów społecznych z wcześniejszych dekad znalazły w skrzynce na listy wezwanie do zapłaty wystawione przez firmę windykacyjną. O ile niechęć do uregulowania rachunku niespecjalnie dziwi, to już wyciągnięte z owego wezwania wnioski owszem. Miejscy partyzanci uważają bowiem, że te pieniądze „ukradli” im bankierzy i inni podli ludzie. Nie przyjmują do wiadomości, że tych pieniędzy wcale nie ma, więc nikt ich nie ukradł. Tymczasem bankierzy uszczkną coś z tych mega-fortun aby kupić sobie co rok nowe Porsche, czy nawet bezludną wyspę, ale mogą tylko tyle. Owszem, bankierzy mają kwadryliardy dolarów pozapisywane na jakichś kontach, ale mogą sobie oni te zapisy wymienić najwyżej na inne zapisy. Tak jak baca ze słynnego dowcipu, co to zamienił swojego wycenianego na milion owczarka zamienił na dwa kocury po pół miliona każdy.
 
Puszczenie tych wszystkich pieniędzy „uczciwie” podzielonych uprzednio pośród ludu skończyłoby się dwoma skutkami. Raz, gigantyczną, niewyobrażalną wprost inflacją; dwa, wyszłoby i tak może z parę tysięcy dolarów na głowę, co wystarczyłoby na nową plazmę.
To jednak nie wszystko, bo jak już wspomniałem młodzi nie tylko nie chcą płacić rachunków za starych, co byłoby zrozumiałe. Młodzi chcą zaciągać, podobnie jak starzy, kolejne kredyty. Oczywiście na konto jeszcze młodszych. Krótko mówiąc chcą darmowej zupy, „sprawiedliwych” płac, likwidacji bezrobocia, darmowych szkół, szpitali i przy tym wszystkim żeby jeszcze wszyscy byli ładni i bogaci, a podatki były niskie. A skutki? A kto by się tym martwił. Poza tym nie będzie przecież żadnych „skutków”, tylko miód i mleko w rzekach.
 
Ale jako się rzekło większość ludzi to ekonomiczni ignoranci, co samo w sobie pejoratywne nie jest. Problem rodzi się wtedy gdy ci ignoranci zamierzają na makroekonomię mieć wpływ.
Niestety zatem nie widzę możliwości by z protestów przybierających na sile urodziło się coś dobrego.Gdy to wszystko w końcu kiedyś pierdyknie pozostanie chyba zrobić ewakuację na antypody. Albo na Grenlandię. Bo normalności to chyba nie doczekamy. Nie tym razem przynajmniej.

 

Lubię to! Skomentuj43 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale