Krzysztof Osiejuk
Posłuchaj, to do Ciebie
140 obserwujących
1441 notek
4742k odsłony
2200 odsłon

Graham N. Webb - człowiek z pałą na koniec roku

Wykop Skomentuj29

      Ów Graham N. Webb urodził się w roku 1947 w Londynie, w zwykłej średnio zamożnej rodzinie, z niezdiagnozowanym rozszczepem kręgosłupa, który sprawiał, że przez większość swojego życia cierpiał on na nietrzymanie moczu. W związku z tym, zarówno dzieciństwie, jak i w młodości, ale też później, jako człowiek już dorosły i odnoszący sukcesy, musiał stale używać specjalnych pieluch. Czy to nieszczęście wpłynęło na jego życie, nie wiemy, ale możemy się domyślać, że jakiś tam wpływ mieć musiało. To co wiemy na pewno, to fakt, że choć w życiu pozaszkolnym był Webb dzieckiem i zaradnym i pracowitym i przede wszystkim grzecznym, od wczesnych lat potrafił zarabiać na swoje potrzeby, imając się przeróżnych, odpowiednich dla londyńskiego dziecka zajęć, jak już to zostało powiedziane wcześniej, w wieku 15 lat, a więc najniższym, kiedy brytyjskie dziecko przestaje już być objęte obowiązkiem edukacyjnym, został wyrzucony ze szkoły z opinią naprawdę nie do pozazdroszczenia. Ponieważ inaczej przede wszystkim nie wypadało, a pod drugie, jemu samemu zależało jednak na tym, by nie pozostawać na utrzymaniu rodziców, zaczął Webb składać kolejne, odpowiednie podania. Jak dziś wspomina, w sumie owych aplikacji było 62 – wszystkie odrzucone bez dyskusji. Wreszcie jego mama znalazła w prasie odpowiednie ogłoszenie i uznała, że najlepiej dla niego będzie objąć pracę pomocnika w jednym z londyńskich zakładów fryzjerskich. Niechętnie bardzo, ale ponieważ był dzieckiem posłusznym, udał się Graham do wspomnianego zakładu i rozpoczął ową pracę.

      Jak sam opisuje, pracował chętnie i dużo, do tego stopnia dużo i chętnie, że nawet wtedy, gdy jego salon był zamknięty, a więc w nocy i w niedziele, przyjmował klientów w urządzonym prowizorycznie w mieszkaniu rodziców „salonie”. Chętnych było zawsze dużo, bo raz, że to było jedyne miejsce w Londynie, gdzie można było zrobić sobie odpowiednią fryzurę w nocy z soboty na niedzielę, a dwa, że Webb – i to stanowi tu informację podstawową – osobiście opracował specjalną „rock’n’rollową” fryzurę, która już w krótce stała się prawdziwym hitem wśród ówczesnych Modsów.

      Mijały lata, a Webb zgodnie z zasadą, którą swego czasu tak pięknie sformułował: „Jeśli planujesz podpalić świat, musisz mieć pewność, że masz w sobie wystarczająco dużo ognia” swój biznes rozwijał. Najpierw otworzył jeden salon w Greenwich, następnie drugi, a potem zaczął otwierać kolejne, tworząc w całej Wielkiej Brytanii sieć ze swoim imieniem i nazwiskiem w nazwie. Po pewnym czasie zakłady fryzjerskie Webba stały się ogólnokrajowym przebojem.

     Jeśli jednak ktoś sądzi, że marzeniem Webba było zostać wybitnym fryzjerem, jest w poważnym błędzie. Nie wiadomo tak naprawdę oczywiście, kiedy mu ta myśl po raz pierwszy przyszła do głowy, ale faktem jest, że od pewnego czasu on wiedział, że owe salony mają być zaledwie wstępem do tego, by jego nazwisko stało sią kosmetyczna marką, oraz częścią całego wielomiliardowego przemysłu kosmetycznego w całej Wielkiej Brytanii. No i wreszcie stało się tak, że obok owych salonów fryzjerskich, pojawiły się też kosmetyki sygnowane jego imieniem, lub po prostu inicjałami GW, i owa marka, podobnie jak wcześniej owe salony, stały się częścią brytyjskiego krajobrazu.

      Kiedy kosmetyki GW opanowały Wielką Brytanię, Webb postanowił podbić Stany Zjednoczone i założył potężną organizację pod nazwą Graham Webb International i jego biznes ekspandował na skalę międzynarodową. No i wtedy stało się to, co musiało się stać, i co, jak wiemy z własnych obserwacji, przydarzyło się wielu lokalnym biznesom, takim choćby jak słynnym brytyjskim czekoladom Cadbury, które najpierw przez dziesiątki lat, jako produkt wręcz kultowy, służyły dzieciom i dorosłym nie tylko w Wielkiej Brytanii, a w pewnym momencie, na skutek zwykłej gry interesów w światowym biznesie, zostały wykupione przez światowego giganta w branży, Kraft Foods, a nazwa Cadbury została stopniowo usunięta, i jest niewykluczone, że już za kilka lat o tym, że coś takiego istniało, będą wiedzieli tylko najstarsi Brytyjczycy.

      Podobny los spotkał Graham Webb International. Pewnego dnia w roku 2001 ofertę wykupienia marki przedstawiła słynna w branży kosmetycznej, wówczas okupująca w Stanach Zjednoczonych czwarte miejsce, Wella, a już dwa lata później, w roku 2003 ona sama została wchłonięta przez innego słynnego giganta Procter and Gamble, i po skromnych buteleczkach z inicjałami GW słuch zaginął.

      Nie wiemy, ile Webbowi za jego markę zapłaciła Wella. Tak jak on w ogóle jest bardzo niechętny, by eksponować siebie, swój biznes, swoje życie i swój wizerunek publicznie, w owej książce, gdzie tak naprawdę jedyny raz w życiu postanowił opowiedzieć o sobie, wspomina o parunastu zerach i to wszystko. O Webbie nie wspomina Forbes, nie ma na jego temat notki w Wikipedii, a kiedy wpiszemy jego nazwisko w wyszukiwarce googla, otrzymujemy wyłącznie szereg informacji na temat czegoś, co się nazywa Graham Webb Academy i robi wrażenie czegoś naprawdę dużego. Jednak ani jego osobiście, ani nawet wyjaśnienia, skąd ta nazwa, nie ma. Poza technicznymi informacjami na temat działalności Akademii, nie ma już nic.

Wykop Skomentuj29
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale