A dlaczego w 1956 roku Polacy zaufali Gomułce ?. I dlaczego na moment zaufali Gierkowi. A potem na chwilę Mazowieckiemu . Przez bardzo krótką chwilę, tak na mgnienie, Wałęsie, dopóki nie wyszło szydło z worka. Kwaśniewskiemu to chyba mało kto wierzył, bo trudno było wyczuć czy on to tak na serio, ale trzeba przyznać , że żona mu się udała i chyba większość wspomina panią prezydentową Jolantę z sympatią. Poza tym Kwaśniewski sprawiał wrażenie człowieka obytego w świecie, a znajomość angielskiego i może jeszcze kilku innych języków z pewnością ujmy mu nie przynosiła. No i teraz mamy dwóch braci bliźniaków, o całkiem innych charakterach. Premier sprawia wrażenie, jakby przejął większość testosteronu od swojego brata, który wydaje się być delikatny i wrażliwy, wręcz kobiecy, czym powinien sobie zyskać sympatię żeńskiej części społeczeństwa, chociaż niektórzy uważają, że baby wzajemnie się nie lubią. Ale premier powinien mieć jaja i tak Go odbieram !
Historia lubi się powtarzać. Po zakończeniu II wojny światowej doszła do władzy banda mająca w pogardzie ten stłamszony ,wyniszczony, opluty, biedny, oszukany przez wszystkich, okradziony, przetrzebiony, skopany, upodlony, zgwałcony, upokorzony okupacją hitlerowska, pozbawiony prawdziwych elit, przesiedlony w części i niepewny swojej własności naród .
Kraj zniszczony, zryty gąsienicami czołgów, dymiący zgliszczami Warszawy i popalonych wiosek, rozgrabionych domów, przetrzebionych lasów, kraj podzielony, rozdarty i pozszywany, kraj sklecony Jałtą i Poczdamem, kraj niepewny swoich granic.
Przez następne 11 lat rewolucyjnych przemian, wymuszonych przez jedynie słuszną władzę ale i popieranych przez znaczną część społeczeństwa, która dostała życiową szansę (przysłowiowy pastuszek, który przed wojną nigdy by nie mógł zostać inżynierem) naród nadal był tłamszony przez swoich władców.
Ta banda nadal miała naród w pogardzie, ale już okrzepła, obrosła w pióra, i pod parasolem Wielkiego Brata wydawała się być niezniszczalna. W tym pierwszym powojennym dziesięcioleciu ludziom złamano kręgosłup i rozpoczął się proces powolnego wypłukiwania z umysłów takich wartości jak patriotyzm, godność, honor, wzajemne zaufanie, prawdomówność. W zamian, dzień i noc, w radiu, w czasopismach i prasie codziennej, w szkołach i na uczelniach , w zakładach pracy , w trudzie i znoju, z ziemi i powietrza, wbijano ludziom do głowy tą nową , budzącą nadzieję na lepsze życie, ideę powszechnej szczęśliwości.
I wielu ludzi dało się na to nabrać. Nawet mój, świętej pamięci ojciec, urodzony we Lwowie jeszcze za cesarza Franciszka Józefa, syn profesora z dobrej rodziny, wertował dzieła Lenina, zachwycając się, jaka to wspaniała idea. Nawet zapisał się do partii, ale niedługo tam zabawił, bo wywalono Go z hukiem po tym, jak na jakiejś zabawie świątecznej, po paru wódkach, wzniósł toast, że „Lwów będzie jeszcze nasz". Całe szczęście, że wydarzyło się to po śmierci Stalina, bo pewnie już bym więcej ojca nie zobaczył . Od tego wydarzenia, mój tata, wieczorami, z uchem przy głośniku lampowego Oriona zaczął słuchać Wolnej Europy. I już tak został przy tym radiu przez następne 20 lat. Urodził się pod zaborem austryjackim i zmarł w 1976 roku pewnie nawet nie marząc, że jego dzieci, wnuki i prawnuki będą kiedyś żyły w wolnej , demokratycznej Polsce..
Widuję czasem starszego człowieka, który wtedy, po tej zabawie, napisał donos na mojego naiwnego staruszka. Jeszcze żyje i wygląda bardzo krzepko i zdrowo. Pewnie ma wysoką emeryturę.
Po każdych wyborach od 89 roku, miałem jakąś nadzieję na zmiany. Najbardziej przeżyłem wybory czerwcowe , była to naprawdę euforia. A kiedy Tadeusz Mazowiecki wygłaszał swoje pierwsze expose, to ja ,40 letni wtedy mężczyzna, miałem łzy w oczach. Bo ja naprawdę wierzyłem tym ludziom, że rzeczywiście w Polsce zaczyna się okres prawdziwej odnowy. Pierwszy sygnał, że coś tu nie gra ,wzbudziła we mnie ta słynna gruba kreska Mazowieckiego, która pozostawiła jakiś dziwny niesmak i niepokój. Podobny niepokój odczuwały chyba zwierzęta z Folwarku zwierzęcego Orwella, po przemówieniu Napoleona, że wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze. Ta gruba kreska Mazowieckiego siedzi we mnie , jak drzazga, do dzisiejszego dnia. Następnym zgrzytem był dla mnie upadek rządu Olszewskiego. Nie to, żebym był jego wielbicielem, nawet denerwował mnie ten jego powolny sposób mówienia, ale coś mi zaczynało brzydko pachnieć od strony pałacu prezydenckiego, raził mnie ten straszny wrzask po ujawnieniu listy Maciarewicza. Od tamtego czasu mam alergię na Wałęsę.
Od rządów Pawlaka zaczęła się era TKM , raz jedni, raz drudzy. Prawica o lewicowych poglądach, Lewica o poglądach liberalnych i tak w kółko. Paranoja !
I ta medialna otoczka, durne programy w TV, wielki brat w pokoju zwierzeń, filmy z USA ostatniego sortu ,subkultura żywcem przeniesiona z nowojorskich slumsów, kult człowieka sukcesu. Niebotyczne zarobki. Gwiazdy, single , yupies ,ludzie na luzie, bluzgają mięsem swobodnie, bo to jest trendy, bo to jest cool. Panienka w banku, modelka, piosenkarka, aktorka, seks w wielkim mieście, salon mody, salon masażu, drogie ciuchy, fikuśne buty, napakowany łysol, gruby złoty łańcuch na szyi, groźna mina. Opowiadanie bez żenady, że pierwszy milion trzeba ukraść. Fura, skóra i komóra. „Gangster to swój chłop , Ale ten Bagsik miał łeb, szkoda, że ja na to wcześniej nie wpadłem" I tak dalej . No i te salony, te rauty, te pokazy , gadki szmatki, to taplanie się w tym luksusowym sosie snobizmu i hipokryzji, we wspólnym poczuciu sukcesu a jednocześnie z pogardą dla tych pozostałych 90% społeczeństwa, tej głupiej i niezaradnej ciemnej masy, która nie potrafiła się ustawić, kupić dyplom, prawo jazdy, dać w łapę, zeszmacić się, wziąć „wziątkę", sprzedać przyjaciela, okłamać, przekupić urzędniczkę w ZUSie, załatwić sobie rentę , dać d... gdzie trzeba i tak dalej.
Etos pracy, prawdziwa wiedza, uczciwość, godność ,honor, poszanowanie człowieka , współczucie ! Do kogo ta mowa, to działka dla tych nieudaczników, niech się męczą, jak tacy głupi ! Mają pracować za minimalną cenę, bo to my kontrolujemy bezrobocie, bo to nam zależy, aby było jak jest, bo wtedy mamy prawdziwą władzę, bo dlatego możemy płacić tej hołocie takie marne grosze !
Jest 10 listopada 2005. Premier Marcinkiewicz czyta swoje expose. Jest przeciętne i jakieś takie bez emocji. Ale potem głos zabiera Jarosław Kaczyński i mówi z głowy, bez kartki i nagle trafia do mnie, że ten człowiek naprawdę wie czego chce i że wierzy głęboko w to co mówi.
Pierwszy raz od upadku rządu Olszewskiego, usłyszałem słowa, na które czekałem od tylu lat. Słowa, które wpadły w rezonans z moimi oczekiwaniami i wzmocniły nadzieję.
Od tamtej chwili minął ponad rok, ale uważam, że był to rok udany, pomimo różnych wpadek, nieporadności i słabego wizerunku medialnego, Jestem przekonany, że Kaczyńscy chcą rzeczywiście coś zmienić i zrobić coś dobrego dla Polski.
Dlatego zaufałem Kaczyńskim, chociaż generalnie politykom nie wierzę...
Oby ten Nowy 2007 Rok był lepszy dla nas wszystkich,
Czego Państwu i sobie życzę



Komentarze
Pokaż komentarze (8)