Wyobraźmy sobie sytuację, że tuż przed Sylwestrem, zjawia się w domu Pana Rafała Ziemkiewicza wróżka o imieniu Agora i powiada : Rafale, za to, żeś pokalał dobre imię mojego mistrza Adama, a zwłaszcza żeś napisał tą ohydną „Michnikowszczyznę" zostaniesz zesłany na jeden miesiąc na drugą stronę swojej ulicy. Moim okiem i uchem będą moi dwaj wierni słudzy, chochliki Staśko i Wrońko i będę wiedzieć, co czynisz w dzień i w nocy. Na ten miesiąc zmienię Ci wygląd, abyś tam rozpoznany nie został a żem jest litościwa, nie odbiorę Ci Twoich talentów, jeno zostawię Cię z nimi do dowolnego użycia. Na dodatek, aby Ci smutno nie było, dam Ci do towarzystwa moją wierną służkę, niewidzialną nimfę Empatię, która będzie Cię wspierać dobrym i mądrym słowem, ale jadła ni napitku od Niej nie dostaniesz...
Dodam, że wróżkę natchnął do tego pomysłu film Mela Brooksa „Smród życia", który wcześniej, w celach szkoleniowych, oglądała kilkakrotnie razem ze swoimi chochlikami i nimfą Empatią. Dla tych, którzy tego filmu nie oglądali dodam, że akcja toczy się w amerykańskich slumsach, a bohaterem jest pewien milioner, który założył się, że przeżyje tam jeden miesiąc bez korzystania z kart kredytowych ani innych środków do życia. Nie wolno mu opuszczać slumsów, pod groźbą przegrania zakładu.
Wróżka wypowiada zaklęcie, dotyka czarodziejską różdżką i oto nasz mistrz Rafał ląduje nagle po drugiej stronie swojej ulicy. Chochliki bezszelestnie zajmują dogodne punkty obserwacyjne, nimfa pochyla się nad uchem Rafała i coś szepce.
Za chwilę Sylwester, tu i ówdzie już odpalają sztuczne ognie, ale jakoś tak dziwnie mniej tych ogni od strony Warszawy ,od tej bogatej strony ulicy a dużo więcej tutaj . Rafał jest na razie w szoku, tam na stole w ciepłym domu został zastawiony stół i tyle dobrych trunków. Zastanawia się tylko, dlaczego wróżka zamieniła Go w taką chudzinę no i to nowe przebranie też coś nie za ładnie pachnie.
Już odpalają, wkoło słychać wystrzały i okrzyki radości, huk, po ziemi snuje się dym, wystrzał, jeden, drugi, setny. Psy zapadają głęboko w swe budy trzęsąc się z przerażenia. Koty przezornie pochowały się w szafach wcześniej, ale też czują się bardzo nieswojo. Krowy ryczą, konie rżą, psy szczekają. Po tej bogatej stronie, od tych huków, uruchamiają się alarmy w samochodach. Hałas się wzmaga.
Na niebie pojawiają się iskierki, by nagle urodzić się w pęki kolorowych girland by za chwilę zmienić się w parasole kolorowych świateł białych, żółtych, purpurowych, błękitnych. Światła na chwilę oświetlają te biedne chałupiny, ale gasną szybko, jakby ze wstydu, że świeciły za jasno. Matki z dziećmi na rękach stoją w oknach i też chcą przez chwilę zerknąć na ten kolorowy świat. Starsze dzieci biegają po podwórkach z zimnymi ogniami w rękach, gubiąc snopy iskier. A młodzież i starsi odpalają...
Gdzieś tam, na horyzoncie też pojawiają się kolorowe pióropusze, tylko dużo mniejsze, a przytłumiony huk dotrze tu dopiero za chwilę.
Rafał już otrząsnął się z pierwszego szoku, Empatia wertuje poradnik dla nimf, a chochliki już powyciągały noktowizory, lornetki i nawiązały łączność z wróżką.
Przygoda po drugiej stronie ulicy się rozpoczęła. Czy Rafał poradzi sobie tutaj?
Czy natchniony szeptami nimfy, napisze nowy felieton pt „Masa Huku 3" ?



Komentarze
Pokaż komentarze (7)