Autentyczna scena w krakowskim tramwaju, poza godzinami szczytu, w połowie lat siedemdziesiątych. W tramwaju kilkanaście osób. Na przednim pomoście grupa kilkunastoletnich harcerzy cicho nuci jakąś miłą dla ucha piosenkę, słychać nieśmiałe dźwięki gitary. Zrobiło się sympatycznie i miło. Na następnym przystanku wchodzi do tramwaju jegomość pod krawatem, gęba sroga, wzrok ciskający błyskawice. Ledwo tramwaj ruszył, jegomość uderza do harcerzy:
Cisza ma być ! Zabrania się w tramwaju śpiewać pod karą grzywny !.
Harcerze umilkli. Srogi jegomość rozsiadł się tryumfalnie z poczuciem dobrze spełnionego, obywatelskiego obowiązku. Na to, z siedzenia obok, podniósł się krzepki 45 latek, będący w stanie wskazującym na niewielkie spożycie i do srogiego jegomościa:
O żesz ty, taki owaki (tu poleciała soczysta wiązanka, prawdziwy poemat, który by Państwo Janke wycięli na 100% ) MALARZU ŚWIATA NA SZARO !
Młodzież, wolno śpiewać !
Srogiemu jegomościowi gęba poczerwieniała jak własny krawat i na następnym przystanku pospiesznie wysiadł.
Oby tamte czasy nigdy nie wróciły, chociaż MALARZY ŚWIATA NA SZARO są całe zastępy.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)