20 obserwujących
288 notek
153k odsłony
  121   0

Bez Rosji nudno

Andrzej Owsiński

Bez Rosji nudno

Putin najwyraźniej uznaje, że bez jego niespodzianek życie byłoby zbyt nudne. Co chwilę zatem wzorem „369 poważnego ostrzeżenia” Mao przypomina o swojej bytności na światowej giełdzie politycznej, bo na gospodarczą go nie stać. Jego zabawa w grożenie światu trwa już kilkanaście lat, jest to stanowczo zbyt długo ażeby traktować go poważnie.

Jest tylko jedno zastrzeżenie z historii, która, jak wiadomo jest „vitae magistra” (feminizując zgodnie z modą), a mianowicie Hitlera też do czasu nie traktowano poważnie. Tylko że trwało to znacznie krócej.

Czy współczesna Rosja jest w stanie podjąć wojnę na szerszą skalę, choćby podbój Ukrainy , czy też innych sąsiadów?

Sięgając do doświadczeń sowieckich, na których tak chętnie opiera się Putin, trzeba stwierdzić, że Rosji współczesnej wiele brakuje w zestawieniu z Rosją bolszewicką. Przede wszystkim utracono z substancji imperialnej prawie 5,5 mln km2 powierzchni z 205 milionami mieszkańców, a w samej Rosji zmniejszono zaludnienie ze 158 mln do nieco ponad 140 mln. Jeszcze gorzej to wygląda w potencjale gospodarczym, utracono blisko 80 mln ton stali produkowanej w krajach odpadłych wraz z potężnym przemysłem zbrojeniowym Ukrainy, Polski i Czech, a własna produkcja rosyjska spadła też znacznie. Brakuje ukraińskiego zboża i produktów rolno spożywczych z Polski, Węgier i innych poddanych krajów.

I pomyśleć, jeżeli przy takiej różnicy potencjału Sowiety nie zdecydowały się na wywołanie wojny, mając kolosalną przewagę w broni ofensywnej (50 tys. czołgów w zestawieniu z 7 tys. NATO w Europie), to co można mówić o zredukowanych siłach współczesnej Rosji w zestawieniu ze wzmożonymi siłami NATO.

Niedościgłym wzorcem postępowania dla panujących na Kremlu jest ciągle Stalin, twórca sowieckiej potęgi, zwycięzca w wielkiej „Ojczyźnianej” wojnie. Muszą jednak pamiętać że Stalin podejmował tylko wojny, w których zwycięstwo miał zapewnione na zasadzie „bit’ w procznoju” – na pewniaka.

Do wojny z Polską w 1939 roku przyłączył się, kiedy Niemcy podali fałszywy komunikat o zdobyciu Warszawy, Finlandię z jej 6 dywizjami nie traktował poważnie, w czym się boleśnie pomylił. Na wojnę z Niemcami liczył w momencie ich wykrwawienia na zachodzie i ta pomyłka kosztowała Rosję olbrzymie straty i blisko 30 mln ofiar, a był gotów na powtórkę z Brześcia, byle odwlec niemiecką inwazję.

Sięgając zatem do tych doświadczeń, współczesna Rosja może sobie pozwolić tylko na takie wojenki, na które uzyska zezwolenie od swojego głównego partnera. Putin prowadzi je od roku 1996, czyli całe ćwierćwiecze, i najwyraźniej w tej skali może je kontynuować, nie sięgając jednak poza zastrzeżoną strefę wpływów.

Po nieudanej próbie podboju Gruzji, teren kaukaskich republik znalazł się poza nią. Wobec tego ekspansja została przeniesiona na Ukrainę, a właściwie te fragmenty Ukrainy, które w swoim czasie były przedmiotem prezentów bolszewickich na jej rzecz – Krym i Donbas. Cel tych „prezentów” był oczywisty: - zwiększyć udział ludności rosyjskiej na Ukrainie i zapewnić jej stałe przywiązanie do Rosji. Jednakże sprawa przestała być oczywista w chwili pojawienia się nadziei związania Ukrainy z Europą zachodnią. Ze strachu przed taką ewentualnością trzeba na wszelki wypadek odebrać te tereny Ukrainie, skoro nie ma pewności zatrzymania jej w swojej sferze.

Jednakże ludności rosyjskojęzycznej na Ukrainie jest znacznie więcej, szacuje się że nawet kilkanaście milionów. Mimo to jednak nie wykazuje ona chęci do połączenia się z Rosją. Zbyt widoczne są różnice w jakości życia w Rosji i krajach na zachód od Ukrainy, chociażby w Polsce.

Jelcyn najwyraźniej przegapił możliwość stworzenia silniejszych więzów rosyjsko ukraińskich, wykorzystując nie tylko powiązania gospodarcze, ale też i dominującą rolę Rosjan na Ukrainie, nie mówiąc już o takich przypadkach, że prezydenci Ukrainy musieli uczyć się tego języka.

Żeby wyjaśnić, co może Putin, a czego nie może, trzeba sięgnąć znacznie głębiej do istoty jego władzy. Podobnie jak jego niemieckie alter ego, czyli pani Merkel, nie ma za sobą kariery politycznej, a awanse zawdzięcza personalnym powiązaniom.

Takich prezentów nie rozdaje się za darmo, u pani Angeli widoczne jest w czasie ponad szesnastoletnich rządów dbanie o aktualne interesy niemieckiego kapitału i utrzymywanie dobrych stosunków z Rosją, reszta włącznie z dyrygowaniem UE może być traktowane jako narzędzia, niezbędne dla realizowania podstawowych celów. Republika Związkowa Niemcy zachowuje wszelkie rytuały demokracji, tylko że dziwnym trafem niezależnie od składu rządzącej koalicji polityka jest ta sama. Dość ostentacyjnie prezentowane oburzenia na łamanie wszelkich praw przez Putina nie zmienia faktu praktycznego współdziałania.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale