Gdy w 2005 r. ludzie byli zniechęceni rządami SLD postanowlili zagłosować na najsilniejszych, którzy mogliby odepchnąć tą partię od władzy. Tymi najsilniejszymi były PO i PiS. Spekulowano, że po wyborach powstanie tzw. POPiS, czyli koalicja rządowa tychże urgupowań. Po wyborach okazało się, że partie te nie mogą się porozumieć i PiS, jako zwycięska partia, przez rok tworzył rząd mniejszościowy. Po roku zawarł koalicję rządową z prawicową Ligą Polskich Rodzin i lewicową Samoobroną. Przed wyborami liderzy PiS całkowicie wykluczali możliwość jakiejkolwiek współpracy z Samoobroną. Jednak jeżeli politycy mówią, że coś wykluczają, to mówią. Nadzieje wyborców się nie sprawdziły i po roku od zawiązania koalicji, w 2007 r. Polacy zniechęceni rządami koalicji rządowej zagłosowali na najsilniejszą partię, która mogła odepchnąć koalicję od władzy. Tym razem powstała koalicja PO-PSL. Po czterech latach ludzie zniechęceni katastrofalnie słabymi rządami koalicji zamierzają zagłosować na najsilniejszego, który odepchnie ich od władzy. A teraz pytanie: co wyborcy robią źle, że ciągle nie mamy dobrych, stabilnych rządów? Odpowiem: głosują na najsilniejszych, a nie na najlepszych! Gdyby Victor Orban (premier Węgier) startował w wyborach w Polsce, to pewnie nawet nie wszedłby do Sejmu. Pomyślicie: dlaczego, przecież on tak dobrze rządzi, Węgry pod jego rządami podnoszą się z kryzysu, jest tam coraz lepiej? Dlatego, że w Polsce powiedziano by, że jest rozbijaczem prawicy, nie ma szans, a poza tym i tak wszyscy politycy kłamią. W Polsce więc potencjalni dobrzy rządzący albo zdobywają 0-1%, albo nie ma ich w polityce, bo uważają, że i tak się nie przebiją. Zastanówmy się więc, kto byłby najodpowiedniejszym polskim odpowiednikiem premiera Victora Orbana i która partia byłaby najodpowiedniejszym odpowiednikiem Fidesu (rządzącej na Węgrzech partii, której liderem jest Victor Orban). Już na wstępie można odrzucić większość partii i myślę, że wszyscy się ze mną zgodzą, że odpowiednikami Fidesu nie są:
- Platforma Obywatelska
- Polska Partia Pracy
- Polskie Stronnictwo Ludowe
- Sojusz Lewicy Demokratycznej
- Ruch Palikota
- Samoobrona.
Drążę więc dalej. Janusz Korwin-Mikke i jego Kongres Nowej Prawicy pozornie mogliby przez niektórych zostać uznani odpowiednikami Orbana i Fidesu. Jednak JKM coraz bardziej lewicuje, a Nowa Prawica ma problemy już z zebraniem podpisów (z informacji, jakimi dysponuję w niektórych okręgach już się poddali i nie rejestrują list, np. w Poznaniu). Poza tym zamiast łączyć - dzielą. Jarosław Kaczyński oraz Prawo i Sprawiedliwość z pewnością chcieliby zostać odpowiednikami Orbana i Fidesu, bo to ułatwiłoby im dojście do władzy. Brakuje im jednak najważniejszego - wiarygodności. Opisywałem ten problem PiS-u już we wcześniejszych notkach i nie będę tego teraz przywoływał, bo PiS nie jest obecnie akurat największym zmartwieniem dla Polski. Tak więc PiS i JK odpadają. Analizuję dalej. Paweł Kowal i PJN są pozornie blisko bycia odpowiednikami Orbana i Fidesu, ale znając szczegóły niezrealizowania szerokiego porozumienia republikańskiego (PJN-PR-UPR), a także patrząc po niektórych innych politykach PJN, nie widzę szans, aby to oni powtórzyli sukces (realny, czyli dobre rządy, a nie pozorny, czyli zwycięstwo w wyborach) Orbana. W grze pozostaje więc Marek Jurek i Komitet Wyborczy Prawica. Co do Marka Jurka to nie ma zastrzeżeń co do jego wiarygodności, poza tym nie jest chorągiewką na wietrze w swoich poglądach, twardo stoi przy raz obranym dobrym kursie. Nie mam wątpliwości, że i MJ i inni politycy, społecznicy, zwykli ludzie(bo polityków na listach KW Prawica można szukać ze świecą) startujący z list KWP, są zdolni do powtórzenia sukcesu Orbana. Mają to, co potrzebne: woarygodność, te same poglądy i odwagę do twardych decyzji. Bo sukces Orbana tkwi w tym, że nie poszedł na kompromisy, tak jak np. PiS (co wyrzuca im m.in. prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak), ale nieustępliwie wprowadzał i nadal wprowadza odważne zmiany. Decyzje, które podejmował, a które to były ostro krytykowane przez jego przeciwników na Węgrzech i przez Unię Europejską oraz Europejski Fundusz Walutowy okazały się być właściwymi. Żeby w Polsce, tak jak na Węgrzech, w końcu zaczęło się robić lepiej, trzeba obrać dobry kurs i być nieustępliwym. Ja już ten kurs obrałem - popieram Komitet Wyborczy Prawica i jestem w tym poparciu nieustępliwy, bo to właściwa decyzja. Tylko nieustępliwość sprawi, że z 0-1% w sondażach zrobi się ponad 30% w wyborach. A jeżeli ktoś nadal wie swoje i zamierza głosować na inny komitet, to niech nie płacze później, że jest źle, choć popierana przez niego partia osiągnęła sukces wyborczy. Miejmy odwagę podjąć ryzykowne decyzje! Orban tą odwagę ma i jego kraj szybko się rozwija.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)