Kiedyś zdarzało mi się, że byłem wręcz zdumiony, gdy w mediach przedstawiano słowa jakiejś osoby całkiem odmiennie od ich prawdziwego brzmienia, a nikt jakoś szczególnie na to nie reagował. Było tak m.in. gdy Jarosław Kaczyński w swojej książce napisał, że taka forma śląskości, jaką serwuje Ruch Autonomii Śląska to ukryta opcja niemiecka. Dziennikarze mainstreamowych mediów jednak okazali się być kompletnymi analfabetami, durniami, niedoukami i kompletnymi tumanami, bo nie tak zrozumieli sens zdania. Może poplątali się w długim, bądź co bądź zdaniu, no ale moim zdaniem w pracy dziennikarza tak ogromne wpadki nie powinny mieć miejsca. Po kilku dniach prezes PiS nawet lekko zmodyfikował niezrozumiane przez dziennikarzy zdanie, tak, że każdy głupi, nawet najgorszy dureń by je zrozumiał w takim sensie, w jakim zostało napisane. Okazało się, że dziennikarze mainstreamowych mediów są jeszcze gorszymi durniami, niż najgorszy dureń, bo nie zrozumieli sensu i tego zmodyfikowanego zdania.
Dziś takie sytuacje już mnie nawet w najmniejszym stopniu nie dziwią, bo przyzwyczaiłem się do dość wysokiego poziomu analfabetyzmu w polskich mediach. Niemniej jednak uważam, że zawsze warto zwracać uwagę na takie skandaliczne wręcz wypaczenia dziennikarskie. Dzisiaj na przykład portal sport.pl, związany z Agorą, wydawcą m.in. Gazety Wyborczej, napisał po II serii zawodów skoków narciarskich, że Kamil Stoch zawalił swój skok. Każdy, kto ma dość wyrażny wzrok i dość dobry słuch zauważył i usłyszał z ust komentatora, że Kamil Stoch skakał przy fatalnych warunkach wietrznych (prawie 1 m/s w plecy, przy 0,4 m/s pod narty Austriaków). "(...)mają oczy, lecz nie widzą; mają uszy, lecz nie słyszą. Mają nos, lecz nie czują zapachu. Ręce mają, lecz nie dotykają..." (Psalm 115:4-8)
Najgorsze jest to, że zdarzają się ludzie, którzy takim durnym dziennikarzom wierzą.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)