Patrząc na to co wypisuje na swoich stronach Partia Kobiet, nie mogę się powstrzymać, aby nie napisać wpisu na temat kobiet, ich wartości i miejsca w życiu publicznym. Feministki twierdzą, że kobiety są w ogromnym stopniu dyskryminowane i często wplątują w tą dyskryminację rzekomo wysoką rolę Kościoła. Promują one także zaciekle wynalazki takie jak np. parytety.
Zacznę od parytetów. Moim zdaniem parytety w ilości kobiet i mężczyzn w jakimkolwiek zawodzie są niczym nieuzasadnione. Obecnie mamy parytety w Sejmie. Nie tylko ja zauważyłem, że jest to tak zasadne jak ustawowa wymagana ilość na listach: blondynów(ek), brunetów(ek), łysych, czy osób z farbowanymi włosami. Po co tak dzielić ludzi? Uważam, że nie powinna być prawnie regulowana ilość ludzi na listach wyborczych ze względu na jakąś cechę, np. płeć, czy wygląd. Po co dzielić ludzi? To, że dotychczas było mało kobiet na listach wyborczych, to akurat inny problem. Na listach wyborczych powinni być przede wszystkim ludzie o odpowiednim poziomie wiedzy, umiejętności, wiarygodności i pracowitości. Jeżeli tego brak, to dana osoba nie powinna mieć prawa znaleźć się na liście. No, ale z tego powodu, że jest ustawowy parytet, to na listach wyborczych znalazła się pewna ilość kobiet. Wiem jednak, że gdy pojawiał się problem z brakiem kobiet na liście danego komitetu w danym okręgu, to nie dbano już o umiejętności, itp., tylko o ilość. I tak na listy trafiały znajome, żony, córki, siostry innych polityków z danego komitetu. Czy o to chodzi? Jeżeli tak, to czy nie prościej urządzić losowanie w którym do sejmu wchodziłoby po 230 kobiet i mężczyzn, których wybrałaby maszyna losujaca. Byłby i parytet i państwo by sobie na tym nieźle zaoszczędziło. Ale, czy o to chodzi? Nie! Do sejmu powinni trafiać ludzie, co do których wiemy, że na wielu rzeczach się znają i zrobią wiele dobrego. Powinni tam trafiać po pierwsze jako ludzie, a już w dalszej kolejności jako mężczyźni, czy kobiety.
Dziwię się, że kobiety tak ciągnie do pracy, kariery. Nie chodzi mi o to, że w domu miałyby spokój, bo tak nie jest. Chodzi mi o to, że tym sposobem kobiety rezygnują z tego, co czyni je bardzo wartościowymi. Kobiety odgrywają bardzo dużą, o ile nie decydującą rolę w rozwoju cywilizacji. To kobiety odpowiadają w głównej mierze za przekazywanie życia. To od tego ile kobiety urodzą dzieci i jak je wychowają zależy przyszłość kolejnych pokoleń. Czy nikt oprócz mnie, niezależnie od płci nie dostrzega tej ogromnej roli kobiet?
Coraz więcej kobiet woli być "zimną su*ą" niż "matką Polką". To grozi załamaniem cywilizacji. Kobiety więc od tych, które przekazują życie, co w ogromnym stopniu podkresla ich wartość, stałyby się powodem ruiny ludzkości. Czy tego chcą te wszystkie feministki?
A co do Koscioła. Kosciół od zawsze podkreślał ogromną rolę kobiet, co wyrażało się m.in. kultem maryjnym. Tak więc wychodzi na to, że największym wrogiem kobiet są feministki, a sojusznikiem - Bóg w Trójcy Jedyny, który powierzył misję dania światu Zbawiciela Maryji, i Jego Kościół. No, ale czy ludzkość kiedyś to zauważy?


Komentarze
Pokaż komentarze (15)