"Ja to bym zapytał Tomaszewskiego do którego pokolenia wstecz trzeba mu przedstawić papiery by uznał kogoś za Polaka? Czy jeśli czyjaś babka czy dziadek mieszkali w przedwojennym Wilnie czy Lwowie to ich wnukowie są Polakami czy nie? A Mickiewicz to Polak? Chopin mieszkał w Paryżu, należy o nim mówić Polak. A Skłodowska-Curie?" - użytkownik "GieKa" na portalu Media2.pl
Nie zgadzam się całkiem z Janem Tomaszewskim, że potomkowie Polaków, którzy z jakichś, często tragicznych powodów wyemigrowali z kraju, nie mieli prawa grać w reprezentacji Polski. Jan Tomaszewski mówi o nich tak, jakby byli to jacyś rodowici Francuzi, czy Niemcy, bez związków z Polską. Faktem jest jednak, że mają oni polskie korzenie i czują się z Polską związani na tyle, że chcą ją reprezentować sportowo. A przecież były i są takie osoby, tacy piłkarze, którzy mimo polskich korzeni, nie czują się Polakami i nie chcą grać dla Polski. Ja uważam, że nie powinniśmy zamykać drogi do reprezentacji Polski Polakom urodzonym i żyjącym za granicą. Nawet, gdy ktoś nie mówi dobrze po polsku, ale czuje związki z Polską, ma jasne do stwierdzenia związki z Polską, to dla mnie jest Polakiem, tylko zgermanizowanym, zfrancuzowanym, zitalizowanym, itp. Rozwiązaniem jest więc nie zamykanie im drzwi do reprezentacji, a otwieranie im drogi powrotu do polskości - musimy ich wszystkich na początku dobrze przyjąć, pomóc im się zaaklimatyzować i ostatecznie spolonizować na nowo.


Komentarze
Pokaż komentarze