Wiem, że dziś na Salonie wszyscy komentują sprawę listu otwartego pana Migalskiego. Ja jednak tego nie zrobię.
Kilka ostatnich dni spędziłem nad polskim morzem, z dala od internetu, telewizji, a nawet radia. Nie docierały do mnie informacje o tym, co dzieje się w Polsce i na świecie. Nie wiedziałem, co nowego pod krzyżem i która grupa (zwolenników czy przeciwników) ma obecnie przewagę. Nie słyszałem o kolejnych utarczkach polityków i kłopotach gospodarczych naszego kraju. Nie mogłem poznać nowych pomysłów SLD na walkę z religią i Kościołem w Polsce. Nie usłyszałem, co tym razem planuje podnieść rząd, by "żyło się lepiej, wszystkim", ani na kogo tym razem obraził się Jarosław Kaczyński. Nie mogłem też zobaczyć kolejnego happeningu pewnego posła i biznesmena (a może raczej celebryty) z Lublina
I muszę przyznać, że w ogóle mi tego nie brakowało. Kompletny spokój, brak afer i nowych skandali. Moim jedynym dylematem było, czy rano będzie ładna, słoneczna pogoda i czy będzie można pójść na plażę. I tak codziennie, przez kilka dni mojego odpoczynku. Na szczęście pogoda dopisywała - niby to Bałtyk, a wakacje niczym na egzotycznej wyspie. Z tą tylko różnicą, że takiego klimatu, jak nad naszym rodzimym morzem nie ma nigdzie. Piękne, piaszczyste plaże i chłodna woda - to niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju połączenie.
Czas spędzony z dala od mediów i naszej cywilizacji pokazał, że życie może być beztroskie i może właśnie dlatego także przyjemne, choć zapewne na dłuższą metę jest wtedy także nudne. Mam nadzieję, że te kilka dni wystarczy by się "odchamić" i nabrać sił na walkę z rzeczywistością przez całą resztę roku.


Komentarze
Pokaż komentarze