I oto weszliśmy w Rok Pański 2009. To już dwa tysiące dziewiąty rok od narodzenia Pana. I blisko dwutysięczny rok oczekiwania jego powrotu.
Północ zastała nas gdy odmawialiśmy kompletę (jak czytaliśmy w jednym z psalmów: "Błogosławcie Pana, wszyscy słudzy Pańscy, którzy przebywacie nocą w jego domu"). Wtedy od co najmniej kilku minut niebo rozświetlały eksplozje, które jednak w pewnym momencie wzmogły się jeszcze bardziej. Szyby zadzwoniły lekko. Przyszedł 2009... ("Spokojnie zasypiam, kiedy się położę, bo tylko ty jeden, Panie, pozwalasz mi żyć bezpiecznie")
Wobec noworocznego przejścia odczuwam jakiś dystans i to nie dlatego, że zdarzyło mi się parokrotnie w życiu modlić podczas sylwestrowej nocy zamiast tańczyć. Co jest złego w takiej zabawie? Zapewne nic - to przecież karnawał, czas profanum, czas wręcz poświęcony zabawie. Jednak wpatrując się w ciemną szybę kilkanaście minut przed godziną zero pomyślałem o tym co można zobaczyć w krótkich migawkach telewizyjnych mających przybliżyć widzom w jednym miejscu jak ten czas przejścia wygląda w innych miejscach. Fajerwerki, entuzjazm, światła, jakaś niesamowita jasność - noc, która stała się jaśniejsza niż dzień. Można powiedzieć, że jest w tym zapowiedź, wielka obietnica. Dla wielu jest to jednak nie zapowiedź, ale realizacja. Jaki jest bowiem powód, aż tak wielkiej radości skoro po wierzchu biorąc koniec starego roku i początek nowego jest jedynie zapowiedzią, że... za rok zdarzy się to samo. I tak będzie być może w nieskończoność, aż ta nieskończoność zapomni o ludzkości. Pomyślałem, że to kolejny pustostan jaki produkuje dla nas medialna fabryka iluzji. Zastanowiło mnie jednak skąd to upodobanie od głośnych eksplozji, rozbłyskujących świateł - przecież skojarzenie ze słowami św. Teresy od Dzieciątka Jezus, że "noc tak jak dzień zajaśnieje" jest dość szczególne i niespecjalnie nadaje się na klucz do zrozumienia nowoczesnego Nowego Roku.
Tik, tak, tik tak - upływały sekundy tego mojego gapienia się w okno. Aż w pewnej chwili ni stąd, ni zowąd przed oczyma wyobraźni zobaczyłem potężny skrzyniowy zegar jaki znajduję w kościele św. Józefa w Pruszkowie (dość brzydki, geometryczny, ale niesymetryczny za to dobrze dogrzany kościół). Tik, tak, tik, tak. Zębatki, łańcuszki, pokrętła - mechanizm budzący w przeszłości tak wielką fascynację ludzkości, mechanizm odliczający to co nieuchwytne, mielący swoimi trybami materię czasu. Materię? Może okruchy, może nić, może coś jeszcze, może nic. A od zegara o krok do zegarmistrza, tego z lunetką w oku i tego drugiego - Poruszyciela, który świat poruszył i który świat porzucił. Pomyślałem, że to jest jakaś odpowiedź. Gdy zbliża się godzina, bicia w wnętrza pudła przypomina księdzu, że powinien zakończyć kazanie, jeśli się zapomniał i rozprawia o nieistotnych sprawach. Podobnie sylwestrowe eksplozje, ta wojna na niby, jest jakby zgrzytnięciem w trybach wielkiego mechanizmu opuszczonego przez Boga. Radosnym zawołaniem, że wskazówka już osiągnęła szczęśliwie swój punkt ciężkości i że już teraz lżej, ponieważ w dół, ponieważ przepchnięta została na drugą stronę świata. Może jednak bardziej jest tym zgrzytnięciem, krzykiem, żeby już nie iść ciągle w koło, bez końca. Radosnym okrzykiem, że "już", zdławionym, że "wciąż"...
Znów stoję przy szybie i odczuwam dystans - spektakl na czarnym niebie pochłania i chciałoby się, żeby trwał jeszcze dłużej, jeszcze choć kilka minut. W końcu wszystko ucicha. Nie ma już wspomnienia o zegarmistrzu. Trzeba by zapytać, czy jest wobec tego zegar, czy jest świat... Nie są dla mnie pytania na teraz. I to pomimo tego, że wszystko widzę niewyraźnie "jak gdyby w zwierciadle", że jestem rozpięty pomiętym "już" i "jeszcze nie" - pomiędzy przyjściem Pana i Jego chwalebnym powrotem. Zostawiam metafory, nowożytne i współczesne mechanistyczne mitologie, boga który świat porzucił. Wołam w tym nowym roku do Boga, który był, który jest i który przychodzi.
I usłyszałem głos jakby huk potężnych gromów
Głos, który w niebie grzmiał: Alleluja!
Bo zakrólował Pan Bóg nasz,
bo zakrólował Pan Bóg nasz, wszechmocny!
Dwudziestu czterech starców
i czworo zwierząt przed tronem,
pokłon oddało Mu: Alleluja!
I wyszedł głos od tronu, wszyscy
Jego słudzy chwalcie Go!
Oto nadeszły chwalebne gody Baranka,
małżonka czeka już: Alleluja!
Błogosławieni, którzy
wezwani na ucztę Baranka!


Komentarze
Pokaż komentarze