28 obserwujących
167 notek
290k odsłon
  2133   0

Anty-program dla anty-partii sprzedam

Po pierwsze dlatego, ponieważ więcej nie da się zrealizować. Raz, że nie pozwoli na to biurokracja. Dwa, że nie pozwolą na to inne partie o odmiennym spojrzeniu, jest ograniczona zdolność „przebicia się” i koalicyjności. Im więcej rzeczy do załatwienia, tym powiązania trudniejsze, consensusy coraz bardziej zgniłe, skłonność polityków do ugięcia się coraz mniejsza. Siła i entuzjazm szybko się zużywają w polityce. Trzy, że im więcej postulatów, tym więcej interesów, które będą nimi zagrożone. Więcej celów to też konieczność większej mobilizacji, by przełamać opor, przekonać ludzi, tłumaczyć, nadzorować proces, pilnować by nie został wykolejony. Poza tym nie da się zyskać szerokiego poparcia mówiąc o wszystkim - ludzie nie są w stanie tego zapamiętać, skojarzyć ani zrozumieć. Nieregularny dostęp do informacji oraz ograniczone zainteresowanie sprawi publicznymi większości populacji sprawia, że większa ilość postulatów nie jest możliwa. W naszej analogii remontu można to porównać z podejściem kogoś, kto ma ograniczone oszczędności, więc najpierw naprawi dach, potem wstawi nowe okna a w następnej dopiero kolejności ewentualnie elektrykę i rury, zamiast próbować zrobić to wszystko na raz i jeszcze remont pokojów, malowanie, kupić meble i urządzić ogród.

Jakie to musiałyby być kwestie? Co jest naszym dachem, elektryką?

To, co najważniejsze w państwie można by wymieniać. Ma legion funkcji, ale tak naprawdę państwo można sprowadzić do trzech rzeczy: monopol władzy, podatki oraz wydatki. Każda z nich w Polsce szwankuje. Monopol jest stosowany nie tam, gdzie trzeba i w sposób niewłaściwy, marnotrawiąc ludzki wysiłek i tłamsząc obywateli. Podatki obciążają głównie biednych i średnio zamożnych, są uciążliwe dla przedsiębiorczości, wypaczają impulsy rozwojowe. Krótko - są niesprawiedliwe. Wydatki zaś są marnotrawione i trafiają nie tam, gdzie trzeba rodząc szereg patologii. To jednak właśnie wydatki są nietykalne, gdyż stanowią największą strefę krzyżujących się powiązań pasożytniczych, w których uczestniczy każdy obywatel Polski. Reszta aspektów państwa dotyczy mniejszej ilości osób.

Należałoby więc skupić się na sposobie, w jaki państwo jest finansowane i w jaki sposób wykonuje swoje władztwo zanim spróbuje się w ogóle wspomnieć o tym, komu wypłaca pieniądze. W  sprawie władztwa Kukiz ma już jeden postulat -zniszczenie partiokracji.

Idealnie postulat musi być prosty, łatwy do wytłumaczenia, dawać zyski z wprowadzenia większości, odbierać przywileje mniejszości oraz rozwiązywać faktyczny problem hamujący rozwój kraju. Pomysł zaś musi być już gotowym. Ktoś już musi go mieć opracowanego i być w nim ekspertem, czyli musi dysponować doskonałym rozeznaniem co i jak zmienić tak, by realizacja mogła się odbyć błyskawicznie i wiedzieć, jak argumentować za jego wprowadzeniem (tak, jak z JOWami).

Jest jednak jeden problem: partia reform zawsze w końcu przeradza się w partię status quo. Albo dlatego, bo porzuca swoje postulaty, gdy sieć powiązań pasożytniczych jest za silna, albo dlatego bo zostaje przez nie odsunięta od władzy i traci chęć wprowadzania zmian, albo dlatego, bo jej celem staje się utrzymanie u władzy. Niekiedy zaś staje się ofiarą swego sukcesu - po spełnieniu kilku postulatów zmienia się więc również w partie władzy. Tak potoczyły się wypadki Wlk. Brytanii po Thatcher, oraz w Szwecji, która zracjonalizowała swoją wersje socjalizmu po czym stanęła w miejscu.

By tak się nie stało, grupa reform musi działać jako anty-partia. Nie jako zwarta formacja polityczno-ideologiczna, ale jako pospolite ruszenie obywatelskie od specjalnych poruczeń. Ma za zadanie wykonać konkretne rzeczy, i po ich osiągnięciu ma się usunąć z drogi. W naszej analogii remontu to oczywiście ekipa budowlana oraz wynajęty architekt. Nie ma sensu, by zostali w domu po skończonym remoncie. W przeciwnym razie intencje ugrupowania buntu i reform będą zawsze poddawane w wątpliwość - jako skok na stołki, a w końcu siła rzeczy i tak zdegeneruje w partię władzy (casus Palikota).

Metoda działania jest więc prosta. Reformatorzy winni prezentować się jako ekipa do wynajęcia. Oferent słuchający się klienta. Klientem są obywatele. To, co sobie życzą jest więc rozkazem. Ludzie grupy zmiany powinni iść do parlamentu jako trybuni ludowi, audytorzy, Herkulesi wchodzący do stajni Augiasza. Nie jako politycy, ale obywatele z misją. Nie rządzący, ale słudzy.

Wymaga to więc innego podejścia do programu. Ugrupowanie zmian powinno zawrzeć umowę z wyborcami - idą spełnić tą garść postulatów, do takiej roboty się najmują. W związku z tym narzucają sobie limit czasowy, w którym mają zrobić swoje - powiedzmy rok. Gdy ten czas minie, bez względu na to czy zadanie wykonali czy nie, poddają się weryfikacji w wyborach przedterminowych. Jeśli nie będą mieli większości, to i tak obligują się do spróbowania przerwania kadencji Sejmu. Reszty spraw ponad te postulaty kardynalne obiecują się nie dotykać poza tym, co jest niezbędne by państwo funkcjonowało - reagując na zdarzenia, nie zaś je kreując. Kontynuując dotychczasową politykę, zachowując umiar oraz opanowanie, i otwartość na inicjatywy oddolne. Jeśli klient chce jakiejś zmiany, składa podpisy, petycje-to rząd jest od wykonania tego żądania.

Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale