W dniu wczorajszym człowiek o twarzy alfonsa i uśmiechu oprawcy powiedział w "Faktach po Faktach", że on byłby przeciwko debacie między Bronisławem Komorowskim a Jarosławem Kaczyńskim, bo pan Kaczyński przeżył ogromną tragedię i należy sie nad nim pochylić z żałobą i nie wystawiać na ostre ataki, że należy go otoczyć specjalną troską. Taka debata mogłaby panu Kaczyńskiemu zaszkodzić, każdy wie jaką przeżył tragedię i należy pochylić się nad nim z troską.
I tak pochylał się z troską nad głównym przeciwnikiem swojego kandydata.
Dzisiaj inny pan, o twarzy cwaniaczka naciągającego ludzi na grę w trzy karty i uśmiechu sutenera powiedział w Sejmie, że wyklucza jakiekolwiek debaty z udziałem kandydata Komorowskiego w pierwszej turze. Podyktowane jest to tym, że debaty takie i tak nie mają sensu przed drugą turą. Po prostu. Nie bo nie.
Zaczynam się zastanawiać, który z kandydatów tak naprawdę zasługuje na miano "milczącego". Czy tego, który ze względu na osobistą żałobę na moment się wycofał z życia publicznego, czy może ten, który unika jakiejkolwiek konfrontacji, preferując wyreżyserowane wywiady i oficjalne wystąpienia, w których może prawić tonem biskupa?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)