Powódź.
Tysiące ludzi bez dachu nad głową. Bez dokumentów. Bez możliwości zagłosowania w nadchodzących wyborach prezydenckich.
To musi sie odbić na frekfencji, nawet pomimo silnie promowanej akcji "zagłosuj gdziekolwiek jesteś".
Jak sfałszować wybory w takim momencie? W najprostszy możliwy sposób - użyć głosów ludzi, którzy zagłosować nie mogą. Przy okazji frekfencja będzie wyższa, a więc i legitymizacja władzy większa.
Mam nadzieję, że to tylko i wyłącznie objaw mojej paranoi i że nikt nie wpadnie na taki pomysł.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)