16 obserwujących
129 notek
90k odsłon
359 odsłon

Ted Cruz przeciw zdradzieckim geszefciarzom z Hollywood

Wykop Skomentuj1

W USA słusznie nazywa się Hollywood w Los Angeles Ludowo – Demokratyczną Republiką, ponieważ środowisko filmowe zgrupowane w tej dzielnicy jest z dziada pradziada środowiskiem komunistycznym, które w celach maskujących nazywa siebie liberałami. Owi amerykańscy liberałowie tyle mają wspólnego z liberalizmem, co krzesło elektryczne z krzesłem zwyczajnym. Hipokryzja tego środowiska sięga lat dwudziestych dwudziestego wieku, gdy uzyskując maksymalne zyski, na ogół z oszustw fiskalnych przy dystrybucji filmów, jednocześnie produkowano filmy, które przedstawiały zakłamany obraz rzeczywistości amerykańskiej i były z punktu widzenia formalnego presocrealistyczną dezinformacją w szerokim zakresie tego określenia. Filmy produkowane w ówczesnym Hollywood są przesiąknięte hipokryzją religijną, społeczną i polityczną oraz sprytnie sączonym dogmatyzmem komunistycznym, zazwyczaj ukrywanym pod stylistyką melodramatycznych, łzawych komedii. 
W efekcie tak prowadzonej polityki produkcyjnej, w latach trzydziestych branża filmowa stała się siedliskiem skrajnych komunistów. W samym Hollywood jaczejki (podstawowe organizacje partii komunistycznej) działały całkiem jawnie. Należy zaznaczyć, że KPUSA, tak jak wszystkie partie komunistyczne na świecie, była po prostu agenturą Moskwy i jej imperialistycznej polityki. Zaś członkowie tych partii byli opłacani przez Moskwę, jako typowi agenci defensywy. Ówczesne Hollywood tworzyło podglebie do zdrady żywotnych interesów USA na rzecz ludobójców w sowietach. Jednocześnie owo Hollywood jest odpowiedzialne za dawanie moralnego alibi ludobójstwu sowieckiemu w owych latach na terenach byłej Rosji. Nic więc dziwnego, że sowieccy pomocnicy ludobójców sowieckich znaleźli wymoszczone siedlisko w Hollywood, gdy ich inny, ale również socjalistyczny ludobójca - A. Hitler - przegnał z Europy. Przykładem może tu być Mano Kaminer znany, jako Michael Curtiz. W obozie jenieckim w Rosji, w którym przebywał, jako żołnierz armii CK, spiknął się ze swoim rodakiem i komunistą, późniejszym katem Węgier, Bela Kohnem znanym, jako Bela Kun i zaczął pracę propagandową dla nasłanych z Rosji ludobójców w przejętej przez agentów Moskwy kinematografii węgierskiej. Natomiast po przyjeździe do USA bardzo skrzętnie ukrywał swoją komunistyczną przeszłość, ubierając się w szatki biednego filmowca, który musiał opuścić Węgry, a następnie Niemcy, gdyż w jednym kraju rządy objęli komuniści, a w drugim naziści. Nic dziwnego, że jako ukryty komunista nienawidził Polski i w melodramacie jego reżyserii - „Casablanka”, mamy do czynienia z jakimś „cudacznym ruchem oporu” z … Czech. Chodziło o to, by Polaków, ofiary ludobójców - J. Stalina i A. Hitlera - nie przedstawiać w dobrym świetle i zgodnie z prawdą, jako walczących z narodowym socjalistą A. Hitlerem i jego niemieckimi kohortami, ponieważ już wówczas dezinformacja sowiecka przygotowywała podglebie w opinii międzynarodowej, do przyszłej niewoli Polski. Kaminer jest jednym z najbardziej płodnych reżyserów w historii Hollywood i tym samym jednym z najbardziej wpływowych, czyli przydatnych sowieckim zbrodniarzom, rzemieślników filmu.
Komuniści mieli w branży filmowej USA tak silną władzę, że Moskwa postanowiła przejąć przemysł filmowy w Ameryce całkowicie i stworzyć w państwie demokratycznym, własną, sowiecką, autonomiczną republikę dezinformacji rosyjskiej na cały świat, gdyż jak trafnie zauważył, w nagłym przypływie szczerości, jeden z pachołków sowieckich, im bardziej stajesz się sowiecki, tym bardziej stajesz się rosyjski. Podporządkowanie Moskwie przemysłu filmowego w USA było decydującym elementem w imperialistycznej polityce Moskwy, gdyż w ten sposób otwierało drogę do globalnej dezinformacji i następnie manipulacji międzynarodową opinią publiczną, a jednocześnie zapewniało idealny kamuflaż, ponieważ z punktu widzenia formalnego dezinformacja sowiecka - filmowa - płynąca rwącym nurtem na cały świat z Hollywood, byłaby traktowana, jako produkcja amerykańska, a więc prezentująca neutralny punkt widzenia, który dziwnie jest zbieżny z imperializmem rosyjskim.
Poza tym, pod koniec lat dwudziestych dwudziestego wieku żywioł azjatycki w sowietach, czyli Moskowici, przystąpili do generalnej rozprawy z Polakami i Żydami, bez pomocy których nie obaliliby zmurszałego i niesłużącego już interesom Rosji samodzierżawia (caratu). Polacy i Żydzi sądzili, że socjalizm/komunizm, jako ideologia internacjonalistyczna, pozwoli na zbudowanie demokratycznej, nowoczesnej Rosji, a tym samym przemieni świat, uwalniając go od fobii narodowej, najpierw w Rosji, a później w innych krajach. Tymczasem Moskowici, traktowali socjalizm, jako środek doskonale maskujący odwieczne imperialne patologie Moskwy, który pozwoli na skuteczne zrealizowanie dewiacyjnego mitu rosyjskiego o Moskwie, jako trzecim Rzymie. Chodziło więc o to, by w Rosji wymordować Polaków oraz Żydów i jednocześnie nie utracić agentury zagranicznej, sowieckiej, składającej się głownie z Żydów, Polaków i innych ogłupionych Europejczyków, gdyż Moskowici nie posiadali zdolności intelektualnych do skutecznych działań za granicami sowietów. Dlatego Moskowici jednocześnie mordowali na terenie całych sowietów tysiącami Polaków i Żydów, a z drugiej strony, przy pomocy agentury zagranicznej, uprawiali nachalną i zmasowaną dezinformację na całym świecie, przedstawiając maskowanie ideologiczne, jako dalekosiężny i faktyczny cel Moskwy, gdy w istocie celem tym była realizacja odwiecznych urojeń Moskowitów na temat dominacji Moskwy nad całym światem.
Amerykanie muszą pamiętać, że bez dezinformacji lejącej się rwącym strumieniem z Hollywood, nigdy nie byłoby szpiegostwa atomowego wymierzonego w USA i rząd federalny w latach trzydziestych i czterdziestych dwudziestego wieku, nie stałby się komiwojażerem imperializmu Moskowitów, który w efekcie doprowadził do tylu wojen w dwudziestym wieku oraz śmierci amerykańskich obywateli.  
W celu zrealizowania opisanych zamierzeń, w roku 1935 J. Stalin polecił założyć, podporządkowany bezpośrednio Moskwie, a nie poprzez centralę w NY, oddział KP USA w Hollywood. Moskwa w tajnej instrukcji wezwała swoich agentów w USA do przejęcia amerykańskiego przemysłu filmowego. Moskwa poleciła, aby jej agenci, czyli komuniści amerykańscy, którzy na ogół byli emigrantami z Europy, zajmowali decyzyjne stanowiska w tak zwanych grupach intelektualnych (związki zawodowe: scenarzystów, aktorów, reżyserów) w branży i w ten sposób manipulowali wymową ideologiczną powstających filmów, w interesie Moskwy. Cała akcję nadzorował sławetny Willi Munzenberg, który jawnie mówił w Moskwie na konferencji programowej Kominternu: „Jednym z najpilniejszych zadań propagandy, stojącym przed Komunistyczną Partią USA jest opanowanie tej najważniejszej instytucji propagandowej (film) stanowiącej do tej pory monopol klasy panującej. Musimy im ją wydrzeć i skierować przeciwko nim.” Jak widzimy, sowieci zamierzali podporządkować sobie kinematografię amerykańską i wymierzyć ją przeciw „nim” – Amerykanom.   W tym celu skierowano do Hollywood Stanleya Lawrence’a, pomniejszego szpiega sowieckiego działającego pod przykrywką taksówkarza w NY. Ów, aby sobie nadać, w jego mniemaniu, dystynkcji, założył okulary, mimo, że nie miał problemów ze wzrokiem. Towarzyszył mu jego bezpośredni nadzorca członka BP KPUSA od spraw propagandy - V.J. Jerome. Towarzysz z BP długo nie zabawił w Hollywood, zlecając całą robotę „taksówkarzowi”. Towarzysz Lawrence dwoił się i troił. Wkrótce KP USA w Hollywood, osiągnęła liczebność 600 osób. Poza bezpośrednimi członkami agentury moskiewskiej byli tak zwani „towarzysze podróży”, czyli ci, co palili, ale się przezornie nie zaciągali. Oczywiście, owi „towarzysze podróży” również wykonywali różne zlecone zadania przez Moskwę, jak przykładowo komik angielski, histerycznie wręcz wylansowany przez propagandę sowiecką na cały ówczesny świat, z zamiłowania kompulsywny pedofil – Charlie Chaplin, którego w końcu Amerykanie wykopali z kraju. Agentura moskiewska opierała się więc na organizacyjnie zgrupowanych i kontrolowanych agentach – członkach KPUSA i menażerii, która wysługiwała się Moskwie poprzez podporządkowanie członkom KPUSA.
Do partii komunistycznej w Hollywood należeli bardzo wpływowi osobnicy w branży. W sumie sześciu producentów liniowych, czyli kierowników produkcji w nomenklaturze polskiej, nie należy ich mylić z prawdziwymi producentami, jak Jack Warner, czy Sam Goldwyn. Duża grupa reżyserów, jak Orson Wells, Jules Dassin, Luis Bunuel, który jako zagorzały komuch nie szukał jakoś przystani w Moskwie, tylko w tej odrażającej Ameryce i wielu, wielu innych. Z aktorów można wymienić tych, których jeszcze się kojarzy, jak – Lloyd Bridges, Edward G. Robinson, Frederic March i wielu, wielu innych. Ze scenarzystów można wymienić sławetnego pachołka sowieckiego - D. Trumbo, który później nawiał pod opiekuńcze skrzydła „towarzyszy podróży”, jak Kirk Douglas, czy Katharine Hepburn. Trumbo jest twórcą groteskowego scenariusza do jeszcze bardziej groteskowego filmu - „Spartakus”, w którym dwóch rozwydrzonych hollywoodzkich bobasów: Danielowicz Demski i Pinkus (Douglas i Curtis) udaje komunistycznych bojowców przebranych za rzymskich niewolników. Literaci to - H. Fast, J. Steinbeck, B. Brecht, który jako zagorzały komuch wolał jednak przyczaić się w USA, a nie w cudownej oazie komunizmu – Moskwie, oraz również wielu, wielu innych. Wkrótce związek zawodowy scenarzystów, aktorów, został opanowany przez komunistów. Prym wodził w tej zbieraninie niejaki J.H. Lawson (scenarzysta), z powodu swojego tubalnego głosu, którym terroryzował niepokornych Amerykanów. U aktorów zaś szalał Lionel Stander i różnego rodzaju aktoreczki. Z muzyków wybijał się swoim oddaniem sowietom jazzman A. Shaw.
Przez całą II Wojnę Światową agentura sowiecka w Hollywood dyktowała warunki oraz wymowę ideową lwiej części produkcji filmowej i jak to mówił Ronaldowi Reaganowi genialny pisarz, ale prywatnie żałosny dupek - J. Scott Fitzgerald: „Najważniejsze, żeby nie wdawać się z nimi w sprzeczkę. Bez względu na to, co powiesz, znajdą sposób, by nadać temu znaczenie, które zakwalifikuje cię do ludzi niższej kategorii, takich jak „faszyści”, „liberałowie”, „trockiści”, a przy okazji zostaniesz poniżony intelektualni i osobiście.” Nic więc dziwnego, że po wojnie J. Stalin uznał, iż agenturę Hollywood należy z agentury przekształcić w wysuniętą placówkę sowietów. Gazeta sowiecka wydawana w USA - „People’s Daily World”, organ KPUSA, stwierdzała „ Hollywood jest często nazywane krainą złudzeń, ale nie ma żadnych złudzeń w toczonej obecnie walce o Hollywood. (…) Nagrodą będzie całkowita kontrola nad najwspanialszym środkiem przekazu, jaki zna historia.”   Zadanie podbicia krainy złudzeń zlecono bandycie komunistycznemu od mokrej roboty, byłemu bokserowi - Herbertowi Sorrell.  Jako przewodniczący Konferencji Związków Zawodowych Wytwórni Filmowych sprowadził z San Francisco grupę sowieckich dywersantów przeszkolonych w walce wręcz i ogłosił 27 września 1946 roku strajk. Jednocześnie siał terror mówiąc, że „ Może się zdarzyć, że nim to się skończy, będą ranni, a nawet zabici”.  Sorrell był kontrolowany przez niejakiego Harry’ego Bridgesa stojącego w hierarchii agenturalnej Moskwy wyżej, kontrolującego największy związek branżowy w USA - związek portowców i dokerów. Wsparcie finansowe dla przewrotu w Hollywood, przyszło z Moskwy poprzez Biuro Polityczne, zwane Krajową Egzekutywą KP USA, aby podkreślić strukturalną zależność KPUSA od Moskwy. Na ulicach Hollywood starli się ze sobą Amerykanie i agenci Moskwy. Ludzie walczyli ze sobą na łańcuchy, noże, pistolety. Człowiekiem, który pokonał sowieckich bandytów był wybijający się w owym czasie w branży filmowej młody gwiazdor - Ronald Reagan. To on swoją odważną postawą nieulegania sowieckim agentom oraz podejmowania z nimi bezpośredniej, fizycznej konfrontacji, doprowadził od upadku sowiecki zamach stanu w Hollywood, kierowany przez Stalina. Jednak zakończenie walki fizycznej klęską sowietów nie zakończyło działalności agentury moskiewskiej w branży filmowej i w ogóle w USA. W Hollywood sowieci działali przez wiele organizacji fasadowych, które miały dekonstruować i dekomponować Amerykanów i ich państwo, pod pozorem tak zwanego postępu, równości społecznej, czy rasowej. Jednym z takich organów był Niezależny Hollywoodzki Obywatelski Komitet Sztuki, Nauki i Wolnych Zawodów. Komitet ten był oczywiście naszpikowany agentami Moskwy, jak bakaliami keks. Chyżo dla Moskwy uwijali się w nim: A. Einstein, Max Weber, Frank Sinatra, etc. Ronald Reagan, który również należał do tego stowarzyszenia sprowokował przedstawiciela zarządu wytwórni filmowej RKO Dore Schary, aktorkę Olivię de Havilland oraz syna FDR James Roosevelta, by w kolejnej rezolucji stowarzyszenia odnieść się krytycznie do sowietów. Propozycja ta wywołała histeryczną reakcję sowieckich agentów. Zaczęli wygrażać Reaganowi i go straszyć. W tej sytuacji, przyszły Prezydent USA i jego grupa zrezygnowali ze współpracy z tą, jak się okazało, w stu procentach fasadową instytucją agentury sowieckiej.
W związku z zimną wojną, agentura sowiecka musiała przycichnąć i przemodelować swoje działanie. Przykładem takiego sprytnego działania Rosjan jest film z 1962 roku - „The Manchurian Candidate”. Gdy sowieci nabierali znów w USA wiatru w żagle i uaktywniali swoją uśpioną agenturę, reżyser filmu John Frankenheimer zastosował bardzo chytry chwyt: otóż szpiedzy i dywersanci komunistyczni zostali przedstawieni, jako niewinne ofiary manipulacji „złych” Chińczyków; w tym czasie toczyła się czasem jawna, czasem cicha wojna między Rosją a Chinami i należało przedstawiać Chińczyków, jako tych złych komunistów, w odwrotności od dobrych komunistów rosyjskich. Zaś absolutnie złymi w tym filmie byli ci, którzy wskazywali, że ówczesna administracja federalna jest przeżarta agenturą sowiecką. Choć prawda oczywiście jest taka, że łatwiej wymienić tych, którzy nie byli agenturą sowiecką w ówczesnej administracji federalnej, bo takich osób jest tylko kilka.  Nie zdziwi Cię więc, Łaskawy Czytelniku, że główną rolę w tej dezinformacji rosyjskiej gra wieczny „towarzysz podróży” agentury sowieckiej i bobasek gangsterów… Frank Sinatra. Film Frankenheimera wytyczył kierunki w nowej propagandzie sowieckiej na całe lata.
Nawet prezydentura RR nie spowodowała rozliczenia Hollywood ze zdradzieckiej postawy wobec własnego państwa. Jednocześnie obserwujemy od końca lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku uaktywnienie się agentury rosyjskiej w USA, czyli partii KP USA. Członkowie tej partii, tacy reżyserzy, jak: O. Stone, czy M. Moore, czy ich „towarzysze podróży”, jak aktor G. Clooney, bardzo silnie zabiegają o zafałszowanie prawdy o penetracji USA przez Moskwę w wieku dwudziestym. Żona Clooneya – Amal, jest Libanką i broni szpiega rosyjskiego J. Assange.
Nic więc dziwnego, że Moskwa znów wraca do pomysłów przejęcia Hollywood, jak to miało miejsce w dwudziestym wieku. Bardzo dobrze poziom penetracji przez Rosję oddaje sprawa Harveya Weinsteina. Człowiekiem, który pogrążył potwora z NY jest syn Mii Farrow, Ron Farrow. Kiedy pierwszy raz usiłował materiał na temat Weinsteina opublikować w The New Yorker, usłyszał: nic złego o Harveyu i Moskwie - od naczelnego redaktora tego wpływowego periodyku. Jak więc widać, podglebie dla szerokiej penetracji i manipulacji opinią publiczną w USA i tym samym na świecie, ciągle dla komunistów i postkomunistów jest wysłane czerwonym dywanem.
 Świeżym przykładem tego układnego i pokornego tańca wobec komunistów jest postawa producentów nowej wersji filmu „Top Gun - Maverick”. W filmie tym Chińczycy zażądali, aby Tom Cruise zdjął naszywki Tajwanu oraz Japonii z kurtki, co ten zgodnie z zasadą - pan każe, sługa musi, pokornie wykonał. Zaś w filmie „Bohemian Rhapsody”, chińscy komuniści zażądali, by wyciąć wątek homoseksualny. Co wobec dystrybucji na Chiny, geszefciarze z Hollywood natychmiast wykonali.
W tym momencie pojawia się senator Ted Cruz, z ojca - Kubańczyk, doskonale wiedzący, czym jest komunizm, który od pięćdziesięciu lat niszczy jego kraj ku uciesze agentury komunistycznej w USA. Ted Cruz jest senatorem republikańskim, ale nie takim giętkim i skorym do kłaniania się komunistom, jak niektórzy jego koledzy. Wie też, że wszelkie nadzieje na współpracę z Rosją w kwestii Chin są absolutnie płonne, bo w istocie oba te państwa łączy ten sam stosunek do jednostki i własnych obywateli – totalitaryzm. Ta świadomość jest przyczyną dystansu Cruza do aktualnego prezydenta USA. Senator Ted Cruz zasłynął ustawą S.2195, która upoważnia Prezydenta USA do odmowy wydania wizy wjazdowej do kraju lub na sesję ONZ osobie, która wcześniej trudniła się szpiegostwem lub terroryzmem przeciw USA. W konkretnym wypadku chodziło o dyplomatę z Iranu, wyznaczonego na ambasadora przy ONZ, który brał udział w ataku na ambasadę USA w Iranie w 1979 roku, niejakiego Hamida Aboutalebi.
Tym razem Ted, który jest jednym z „trzech muszkieterów” latynoskich w parlamencie amerykańskim, postanowił, że nie odpuści geszefciarzom z Hollywood i pracuje nad ustawą, która będzie zabraniać wszelkim agencjom rządowym jakiejkolwiek współpracy z wytwórniami filmowymi, które ulegają naciskom ideologicznym i politycznym ze strony obcych podmiotów. Należy przyklasnąć tej inicjatywie legislacyjnej, gdyż najwyższa pora usunąć obce agentury z przestrzeni publicznej USA. Również ważne jest, aby wszystkim uświadomić, że USA ma jasne zobowiązania wobec wolności i demokracji, a zatem nie może nimi frymarczyć dla chwilowych korzyści finansowych, zwłaszcza, że obecna pandemia pokazuje, jak się taki „geszeft” kończy. Będziemy obserwować, czy Tedowi Cruz uda się powstrzymać establishment Hollywood od przyjęcia postawy kompradorskiej wobec Chin, Rosji, czy innych wrogich USA podmiotów.  

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka