Kiedy w środę nagle spadł śnieg u nas w Falenicy zabrakło prądu. Dużo tutaj lasów, liście na drzewach, więc linie szybko się pozrywały. I tak było prawie dwie doby, jak kilkaset (w porywach) tysięcy rodaków.
Bez prądu oznacza nie tylko brak światła, ale w naszym przypadku też brak ogrzewania, mozliwości gotowania i wody (zatrzymało pompę). Słowem powrót do dawnych czasów, gdy żyło się zgodnie ze stopniem oświetlenia na zewnątrz. Przy świecach, z wodą ze zbieranego śniegu w wiadrze. Na szczęście jest kominek - więc trochę ciepła i prawdziwiego "domowego ogniska"... Nie pękaliśmy bynajmniej a pomidorowa z rondla naprawdę pyszna!
(tu miało być zdjęcie, ale wklejanie mi zupełnie nie wyszło:(
I tylko refleksja: jak bardzo jesteśmy uzależnieni od dostaw prądu. A jak pisano ostatnio, połowa naszej infrastruktury przesyłowej ma ponad 40 lat. Że o temacie dostaw surowców nie wspomnę.


Komentarze
Pokaż komentarze