Kolega z S24 Jakub Kumoch z okazji śpiączki "Trybuny" przypomniał o Wyścigu Pokoju i kapslach. Coś we mnie drgnęło, bo przecież na kapslach przez lata palce zdzierałem na podwórku "strojki kommunizma" i dumy Gierka, warszawskich Stegnach.
Choć na codzień jako kilkulatek czytałem "Życie Warszawy", "Przeglądziak" i "Ekspresiaka", to w maju bezwględnie kupowałem "Trybunę Ludu". Podobnie jak wielu moich kolegów. Dlaczego? Tak, dział sportowy był dobrze redagowany. Ale chodziło raczej o niesamowitą ilość nazwisk kolarzy. Polowało sie zwłaszcza na wydanie z listą startową. Wszystko dla kapsli...
U nas na Stegnach robiło się kapselki następująco:
- korek, albo wkład z zakrętek do soków
- z kolorowego papieru replika koszulki (jak w oryginale np. Polacy to czerwony pas na białym tle)
- wycięte nazwisko z listy startowej "Trybuny"
- na górę folia przezroczysta z cukierka albo czegos takiego, podwinięta pod spód i to wszystko zapakowane na wcisk do kapsla.
I jazda na chodniki.
P.S. Prawdziwi koneserzy nie zadawalali się Wyścigiem Pokoju. Sam uczestniczyłem z kolegą w kapslowych wyścigach Formuły 1. Emmerson Fittipaldi, Judy Scheckter, już chyba Alain Prost, no i przede wszystkim Niki Lauda. Grało się. Do krwi.
P.P.S. I ktoś potrafi jeszcze robić interes na sentymentach:)
http://www.spodlady.com/prod_514_Gra_w_kapsle_Wyscig_pokoju.html


Komentarze
Pokaż komentarze (7)