0 obserwujących
36 notek
21k odsłon
  276   0

Moje Najlepsze Drzewo

Wspomnienia z dzieciństwa są różne, ale jednym z najwyraźniejszych jest olbrzymi włoski orzech, na który wspinaliśmy się z kuzynami. Gałęzie miał tak ukształtowane, że dało się na nim wyróżnić co najmniej trzy piętra, dzięki czemu nadawał się na bazę, w której mogło urzędować kilkoro dzieciaków naraz. Były tam niezależne siedziska i pulpity, stanowiska obserwacyjne i ukryte schodki. Ileż godzin szczęśliwego dzieciństwa zawdzięczam tej wspaniałej roślinie, której niestety nie ma już dziś na świecie.

Poza drzewem było na wsi wiele innych obiektów, które pamiętam do dziś: piecyki wykopywane w skarpie, z prawdziwą blachą i kominkiem, stawki budowane na strumieniu, w których mieszkały małe żabki, szałasy ze słomy ukryte w gąszczu pokrzyw, o których nie wiedzieli dorośli. Borelioza nie była jeszcze wtedy w modzie, więc nikt nie zabraniał nam bawić się wśród zielska.

Aż przyszedł czas na opuszczenie rodzinnego gniazda i założenie własnego. Przez dłuższy czas mieszkaliśmy w bloku, tam pierwszą część dzieciństwa spędzały nasze starsze dzieci. Znajomych miały mnóstwo, ale własne terytorium kończyło się za progiem mieszkania. Kiedy kilkanaście lat temu przeprowadzaliśmy się z bloku do własnego domu, była połowa grudnia. Dzieci ulepiły przed oknem bałwana. Gdy na drugi dzień wyjrzały na zewnątrz, stał tam nadal, nikt nie rozdeptał go w odruchu bezinteresownej złośliwości. I to zdarzenie, bardziej niż inne, przekonało je, że teraz są u siebie. My rodzice, też to poczuliśmy, szczególnie gdy przyszła wiosna i wokół domu zaczął się unosić ten jedyny w swoim rodzaju zapach ziemi, z której wkrótce wyrośnie nowe życie. A dzieci wraz z wiosną mogły powiesić na jabłoni własny hamak albo huśtawkę na linie.

Na drzewie

Dziś starsze dzieci stały się już samodzielne, ale najmłodszy wciąż korzysta z dobrodziejstw własnego ogrodu. Omszała i pokręcona śliwka, o której mówi „moje najlepsze drzewo”, nie rodzi przydatnego owocu. Jednak przynosi owoc obfity, choć niewidoczny, w umyśle i wyobraźni chłopca. Można bawić się na niej w bohaterów powieści „Dzieci Kapitana Granta”, osaczonych na drzewie przez powódź argentyńskich równin. Można strzelać z łuku do przelatujących ptaków albo urządzić legowisko ze sznurków i kawałków tektury. Jestem przekonany, że dziecku, nie jest potrzebny do prawidłowego rozwoju smartfon. Ale, szczególnie jeżeli jest chłopcem, jest mu potrzebne własne, osobiste drzewo, na którym będzie mógł przebywać. Przydać się może również drabina prowadząca na nieocieplony strych, na którym dzieci w czasie wakacji śpią na materacach, słuchając dudnienia deszczu o dachówki, albo witając promienie wschodzącego słońca. I wiele innych zakamarków w domu i w ogrodzie, które wyobraźnia zamienia w jedyne w swoim rodzaju królestwo.

Przywiązanie ludzi do własnego domu, do ojcowizny, do ziemi ma ogromne znaczenie, które wykracza daleko poza wymiar materialny. Nie zawsze prawda ta znajduje zrozumienie. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób nie może sobie pozwolić na własny, choćby najskromniejszy domek, bo przekracza to ich możliwości materialne. Ale jest i wielu takich, którzy dla wygody świadomie rezygnują z posiadania własnego dachu nad głową i własnego kawalątka ziemi, choć mogliby sobie na nie pozwolić. Nieraz oświadczają wprost, że dom wymusza wiele obowiązków, których brak, gdy mieszka się w bloku. Ciężar taki rzeczywiście może stać się zbyt wielki, jeżeli w związku z posiadaniem domu wpadniemy w groźną przesadę i troska o wygląd trawnika stanie się dla nas ważniejsza od czasu poświęconego domownikom. Ale faktem jest, że w dom i działkę zawsze trzeba zainwestować własny czas, a nieraz i środki. Pamiętajmy jednak, że jest to, zwłaszcza jeżeli wychowujemy dzieci, bezcenna inwestycja.

Znajdą się i tacy, którzy niechęć do posiadania domu będą wyprowadzać z idei chrześcijańskiego ubóstwa, mówiąc, że powinno się więcej być, niż mieć. Wszak mówił o tym Jan Paweł II do młodzieży na Westerplatte w 1987 roku. I to fakt, że nie możemy pozwolić, aby chciwość i pycha zasłoniła nam Boga, i aby nasz dom stał się tej pychy przejawem. Ale posiadanie własnego, choćby bardzo skromnego gniazda, ma ogromne znaczenie dla zbudowania u dzieci właściwego poczucia wartości i przynależności. Czyli skutkuje bezpośrednio na to, jakimi osobami te dzieci mogą się stać. Wszak sam nasz Pan, Jezus Chrystus, zanim objawił się światu jako Ten Który Jest, wpierw przez wiele lat dorastał we własnym, choć zapewne skromnym rodzinnym domu, będącym własnością Jego ziemskich rodziców.

Co interesujące, na rodzinne gniazda czyha dziś nowoczesne państwo, któremu wciąż brakuje naszych pieniędzy. Podatki od nieruchomości choć wątpliwe moralnie, są powszechnie stosowane, a już dyskutowany szeroko podatek katastralny to prawdziwe wymuszenie rozbójnicze. Przy stawce 1%, uważanej w wielu krajach za łagodną, oznacza on rabunek całego mienia rozłożony na sto lat, czyli na trzy pokolenia. Taki system konsekwentnie niszczy wszelką nieprodukcyjną własność, odrywając ludzi od korzeni, niszcząc pokoleniowy dorobek rodzin, którym obecnie powodzi się gorzej niż ich przodkom.

Dziś, kiedy tak zwany rynek pracy miota nas po różnych miejscach i nie pozwala się zakorzenić, powinniśmy zwrócić szczególną uwagę, dlaczego posiadanie korzeni jest tak ważne. Szczególną okazją do tego niech będzie rozważanie rocznicy chrztu Polski, która jest zarazem rocznicą powstania Narodu. Tak jak Naród potrzebuje do prawidłowego rozwoju własnego terytorium, analogicznie najmniejsza komórka społeczna, jaką jest rodzina, powinna dysponować osobistym terytorium - własnym domem. I jeżeli to możliwe, to przynajmniej jednym drzewem, rosnącym w ogrodzie.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale