0 obserwujących
36 notek
21k odsłon
  942   0

Budujmy zaporę

Kiedy w latach dziewięćdziesiątych kończono rozpoczętą za czasów PRLu budowę zespołu zapór wodnych w Czorsztynie, miejsce to stało się widownią intensywnych protestów miłośników ekologii. Wyborcza, która już wtedy szukała okazji i miejsc, gdzie można by kwestionować normalny porządek społeczny, zachęcała młodych ludzi do wypraw „na zaporę”. Na miejscu dochodziło do kłótni i bijatyk między „ekologami” a pracownikami budowy, zdarzył się nawet jakiś wypadek. Protesty trwały jeszcze, gdy przygotowywano się do oficjalnego otwarcia zapory w lipcu 1997 roku, choć z pewnością w latach 90-tych jedynym sensownym działaniem było dokończenie „rozgrzebanej” inwestycji.

I wtedy nad Tatrami i okolicą otwarło się niebo, a doliną Dunajca runął potop. Fala powodziowa, niewiele mniejsza od tej straszliwej z 1934 roku, napotkała jednak gotowy po prawie 30 latach zbiornik. 74 miliony metrów sześciennych rezerwy napełniało się przez jedną dobę. Ale to wystarczyło. Falę powodziową złamano ponad dwukrotnie, wały Nowego Sącza i innych miejscowości wytrzymały. Powódź tysiąclecia z 1997 roku w dolinie Dunajca okazała się niegroźna. Zaś lewicująca młodzież czmychała jak niepyszna szukać innych stanowisk szerzenia nieuchronnego postępu.

Dzisiaj mniej niż naturą, siły postępu interesują się naszym własnym gatunkiem, z tym że wobec niego kryteria tego co jest słuszne są niejako odwrócone. Im bardziej coś jest nienaturalne, tym większy zyskuje poklask. W konsekwencji środowiska homoseksualistów popierają aborcję, zaś zieloni zapłodnienie in vitro, co wydaje się bezsensowne w świetle głoszonych przez nich ideologii oraz praktykowanych zachowań. A jednak to robią. Zupełnie jakby kierowała tym wszystkim jakaś wyższa inteligencja, a wspólnym mianownikiem działań była niechęć do człowieka jako takiego. Ostatnio ofiarą takich działań padł projekt ustawodawczy „Stop Aborcji” oraz zgłaszające go organizacje. Projekt jeszcze wiosną, w chwili zgłoszenia znalazł poparcie rządzącej partii, również jej prezesa i pani Premier, jeszcze dwa tygodnie przed odrzuceniem wyglądało na to, że parlament ma szczerą wolę nad nim pracować, a ewentualne kontrowersje wyjaśnić lub zmodyfikować. Tymczasem lewica zwietrzyła okazję do ataku. Rozgłaszając kłamstwa i niedomówienia na temat treści tej inicjatywy zorganizowała protesty, głównie kobiet, którym rzekomo parlament oraz autorzy inicjatywy zamierzali zorganizować w XXI wieku (zawsze się zastanawiam, dlaczego numer wieku miałby decydować o tym, co jest słuszne i prawdziwe) „aborcyjne piekło”. I okazał się, że że wystarczy masowa manifestacja, pełna niespotykanej dotychczas w przestrzeni publicznej wulgarności, żeby rząd i większość parlamentu ustąpiła.

Aby zniechęcić obrońców życia w Polsce do jakichkolwiek działań, serwuje im się często opowieści o „kompromisie aborcyjnym”. Koncepcja kompromisu przypomina mi bajkę o smoku, któremu od czasu do czasu podrzuca się do zjedzenia jakąś dziewicę, żeby zostawił wioskę w spokoju. Ceną tego spokoju jest życie kilkuset ludzi, prawie tysiąca rocznie. Sugeruje się, że to tylko garstka, że przecież i tak jesteśmy dużo lepsi niż ci na Zachodzie. Siedźmy zatem cicho, żeby nie prowokować lewicy do wprowadzenia w odwecie aborcji totalnej. Tyle, że o kompromisach możemy mówić kiedy chodzi o asfaltowanie dróg, albo składki na ZUS czy coś w tym stylu. Tutaj natomiast przedmiotem sporu dwóch stron jest TRZECIA strona - prawdziwi, choć bardzo mali ludzie, ich prawo do życia. Bo człowieczeństwa oraz odrębności nowej istoty ludzkiej od samego poczęcia żaden uczciwy biolog już dzisiaj nie kwestionuje. Wobec tego idea, że kobieta ma prawo zabić dziecko, bo znajduje się ono w jej brzuchu jest mniej więcej tak samo uczciwa, jak prawo do zabicia uciążliwej cioci, która gości na jakiś czas w naszym domu.

Jest takie stare angielskie powiedzenie, pochodzące chyba z łaciny: "loyalty above all else except honour" - lojalność ponad wszystkim innym, z wyjątkiem honoru. Warto przypominać tą zasadę każdemu, zwłaszcza tym, którzy mają coś do powiedzenia. Honor nie ma ceny, nie wolno sprzedać go nawet za lojalność wobec swoich. A honor obejmuje wierność własnym obietnicom (choćby obietnicy poważnego traktowania obywatelskich inicjatyw), własnym zasadom i własnemu sumieniu. Zaś w gwałtowną zmianę w ciągu dwóch tygodni sumienia tak znacznej liczby dojrzałych osób, znających zagadnienie od kilku miesięcy, jakoś nie mogę uwierzyć. I choć wielu wychwala dziś Jarosława Kaczyńskiego za obiektywnie błyskotliwy manewr, jakim "rozbroił bombę podłożoną pod PiS", mnie coś tutaj nie gra. Wszak w 2011 roku PiSowi też jakoś nie udało się w komplecie przyjść do Sejmu, żeby zagłosować za jednym z poprzednich projektów obywatelskich broniących nienarodzonych. A przecież wtedy, będąc w opozycji, nie ponosili żadnego ryzyka politycznego. Projekt został odrzucony minimalną większością zaledwie pięciu głosów, mimo, że parlament był wtedy zdominowany przez PO i lewicę.

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale