To nie błąd w pisowni, ale zamierzone użycie włoskiego słowa "vetro" które oznacza szkło. Dla moich włoskich kolegów i koleżanek ze studiów, słowo in vitro, ma konotacje pozytywne, bo pierwszy człon słowa vitro, kojarzy się z la vita czyli z Życiem, a kiedy użyłem sformułowania in vetro, to natychmiast stwierdzili że mają skojarzenia negatywne, wiążące się "technologią produkcji człowieka".
Myślę, że dla wielu osób znających i interesujących się tą tematyką, to żadne odkrycie, ale tkwi w tym głębokie uzasadnienie sprzeciwu, czy też pouczenia, napomnienia, które się wyraża w stanowisku Kościoła Katolickiego w przeddzień sejmowej debaty o prawnych regulacjach dziedziny naukowej, które nie są w żaden sposób uregulowane w naszej Ojczyźnie.
Są dwie zasadnicze kwestie, które przemawiają za tym aby zakazać technologicznego procesu powoływania człowieka do życia in vetro:
1. Procedura ta jest rażąco sprzeczna z ekologią prokreacji, zastępując naturalne środowisko poczęcia i początkowego rozwoju człowieka, jakim jest łono matki, przez "szkło", a w skrajnym przypadku przez system głębokiego zamrażania (do temperatury -195°C). (ten zapis możemy znaleźć w liście "Stu" ludzi nauki do środowik politycznych).
2. Zgodnie z naukowym stwierdzeniem, że życie człowieka rozpoczyna się w momencie poczęcia, (połączenia plemnika z komórką jajową), przy technologii "in vetro", mającej służyć przekazywaniu życia ludzkiego, jest nieodłącznie związana z nieszczeniem życia człowieka. (przy tej metodzie ginie w ten sposób 60-80 % istnień ludzkich).
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że Kościół Katolicki nie mówi jedynie że "nie wolno", ale daje alternatywę, która jest zgodna z etyką, która wychodzi poza granice religii czy nawet światopoglądu i w zdecydowanie większym stopniu przyczynia się do jedności małżeńskiej i pogłębieniu wzajemnej miłości małżonków, którzy pragną mieć potomstwo. To naprotechnologia. Oczywiście, jest ona bardziej czasochłonna, bo polega na precyzyjnej obserwacji organizmu kobiety w czasie jej naturalnego cyklu. Poza tym, jest to metoda leczenia i diagnozowanianiepłodności. In vitro nie powoduje, że po urodzeniu dziecka poczętego w szklanej próbówce, kobieta po raz kolejny zajdzie w ciążę, zatem nie jest to terapia, nie jest to leczenie i z tego powodu nie należy się w żadnym wypadku refundacja z NFZ.
Dla małżonków, któży przeżywają to bolesne doświadczenie braku potomstwa, gdzie nawet naprotechnologia jest bezradna, zachęca się do adopcji dzieci, których jest przecież tak wiele w domach dziecka, które czekaja na miłość ojca i matki. Zatem drugim krokiem ustawodawczym musi być łatwiejsza, bezpieczniejsza i szybsza procedura adopcyjna.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)