0 obserwujących
374 notki
194k odsłony
  103   0

Czekanie na zdrowy rozsądek

Zacznijmy od cytatu, który sprowokował powstanie niniejszego wpisu: "Gdy jawni zwolennicy wymazania państwa żydowskiego z mapy świata zostają przyłapani w wydrążonych we wnętrzach gór bunkrach, w laboratoriach pełnych uranu i plutonu, w wyobraźni liderów i sojuszników Izraela musi się rodzić apokaliptyczna wizja grzyba atomowego nad Tel Awiwem. Gdy stanie się jeszcze bardziej realna, nic nie powstrzyma państwa żydowskiego przed atakiem prewencyjnym dla oddalenie groźby nowego Holokaustu."

grafikaPowyższy fragment pochodzi z artykułu "Czekanie na wojnę" autorstwa politologa i amerykanisty Grzegorza Kostrzewy-Zorbasa, opublikowanego w 41 numerze tygodnika Newsweek Polska z br. Ten krótki fragment zawiera jedną nieprawdę, na której opiera się cały artykuł. Iran nie ma zamiaru atakować Izraela, a irańscy decydenci nie są zwolennikami "wymazania" Izraela z mapy świata. I choć to sami Irańczycy na stronie internetowej własnej agencji prasowej użyli angielskiego zwrotu wipe out, w oryginalnym przemówieniu prezydenta Ahmadineżada padło inne sformułowanie, w dodatku użyte w specyficznym kontekście. Nawet jeśli przyjmiemy, że propaganda irańska celowo puściła w eter nieprawdziwą informację, musimy mieć wzgląd na fakty.

W swoim artykule Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, idąc ścieżką wytyczoną przez "wymazanie" z mapy, popełnia błąd, o którym warto powiedzieć więcej. Politolog stwierdza bowiem, że Iran wybrał "niezależność, islam i islamizm" oraz "Izrael i Stany Zjednoczone nie zaakceptują sytuacji, w której każdego dnia mogłoby się okazać, że wiara w racjonalność ajatollahów zawiodła i apokalipsa jest bliska spełnienia." W skrócie, Kostrzewa-Zorbas uważa, że w Iranie rządzą psychopatyczni islamiści spod znaku "wojowniczego fundamentalizmu islamskiego", owładnięci żądzą zniszczenia Izraela i dokonania drugiego Holokaustu. Jak wykażę poniżej, jest zupełnie inaczej, a Izrael spełnia w retoryce irańskiej rolę czysto propagandową, skierowaną do zwykłych ludzi (w samym Iranie oraz krajach muzułmańskich, głównie arabskich).

Zanim przejdę do obalania głównego założenia Kostrzewy-Zorbasa, poczynię małą uwagę techniczną. W złym kontekście używa się sformułowania "fundamentalizm". Fundamentalizm oznacza powrót do podstaw i nie ma nic wspólnego z radykalizmem islamskim, świętą wojną przeciwko niewiernym czy terrorystami. Fundamentaliści są także wśród chrześcijan oraz innych religii i wyznań. Trudno także zrozumieć, co oznacza pojęcie "wojowniczy fundamentalizm".

Wracając do głównej myśli, należy skupić się na racjonalności, a konkretnie na racjonalności władz irańskich. Najlepiej przeegzaminować ją na przykładach działań islamskiej republiki. W zasadzie tylko w pierwszych kilkudziesięciu miesiącach Rewolucji można było uważać, że jednym z celów Chomeiniego i jego przybocznych jest eksport rewolucji poza granice Iranu. Ajatollah ogłosił to na początku wojny z Irakiem, ale jednolity front państw arabskich uniemożliwił jakiekolwiek postępy. Co więcej, mogło to być ze strony Chomeiniego czysto propagandowe zagranie, mające na celu mobilizację społeczeństwa. Po zakończeniu wojny eksport rewolucji stał się nieaktualny. Więcej, zszedł z agendy.

Warto zwrócić uwagę, że eksport szyickiej rewolucji siłą rzeczy był i jest bardzo utrudniony. Na wschód od Iranu znajduje się Afganistan. Zaledwie 1/5 populacji to szyici, choć ok. połowa obywateli posługuje się odmianą języka perskiego - dari. Grunt pod ekspansję jest, jednak problemem pozostaje Pakistan, traktujący Afganistan jak własne podwórko. Pamiętajmy, że Teheran był bodaj najbardziej zagorzałym przeciwnikiem wspieranego przez Islamabad reżimu talibów. Talibowie zaś to wychowankowie sponsorowanych przez Arabię Saudyjską medres, szkół koranicznych, w których wykłada się najostrzejszą odmianę sunnickiego odłamu islamu - wahabizm.

Pozostałe kierunki geograficzne wcale nie są dla Iranu łatwiejsze jeśli chodzi o eksport rewolucji. Na północy ogromne wpływy ma Rosja, zwalczająca zaciekle wszelkie przejawy radykalizmu religijnego, głównie islamskiego. Południowy kierunek utrudnia Zatoka Perska, ale i bez niej rzeczywistość jest nieubłagana - Arabowie, sunnici. Do niedawna także znajdujący się na zachód od Iranu Irak nie pozwalał na ekspansję. Zmieniła to inwazja USA na ten kraj, ale nie obserwujemy ekspansji irańskiej teokracji a zwiększanie politycznych wpływów Iranu nad Eufratem i Tygrysem.

Niektórzy stwierdzą, że zwłaszcza Hezbollah, a częściowo Hamas są typowymi narzędziami eksportu rewolucji. Nie wytrzymuje to jednak starcia z faktami. Obie organizacje, choć głównie Hezbollah z racji reprezentowania szyitów w Libanie, służą Iranowi do trzymania Izraela w szachu. Chodzi o to, żeby - wykorzystując i umiejętnie podsycając niezadowolenie z polityki Izraela - móc dokuczyć państwu żydowskiemu, skoro żadna inna możliwość nie wchodzi w grę. Klasyczny schemat tzw. proxy war, wojny prowadzonej przy wykorzystaniu zastępczych sił, choć nie mamy tu żadnej wojny, a delikatne podszczypywanie.

Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale