Jak wszyscy wiemy, już są święta, bo w radiu już puszczają "Last Christmas" a choinki już prezentują się w sklepach uginając się wystrojone w kolorowe ozdoby. Prezenty są już masowo wykupywane i coraz głębiej wpadamy w wir świątecznych przygotowań.
Ale czym są dla nas święta? Na pewno nie Świętami Bożego Narodzenia, bo te już dawno przestały być obchodzone.
Współczesne święta są czasem strojenia w ozdoby i rozdawania prezentów. Narodzenie Chrystusa zostało tylko w nazwie, lecz nie polskiej "święta", ale angielskiej "Christmas".
Króluje wszechobecny czerwony clown, albo jak kto woli gruby krasnal z czerwonym, nosem mieszkający w Laponi i odwalający za nas całą robotę rozdawania prezentów, bo zwykły człowiek nie może być tak dobry, by uszczęśliwiać innych rozdając prezenty.
Jestem pewien. Na pewno nie Święty Mikołaj, bo on jest jeden był biskupem i urodził się ok. 270r. n.e. w Mirze i zmarł ok. 350r.n.e. A zasłynął z hojności, dobroci i sprawiedliwości a swoje święto ma 6 grudnia.
Pamięta o tym część Polaków, którzy i tak dodatkowo podrzucają jeszcze prezenty pod choinkę, która nota bene została zaimportowana tak samo ze zwyczajów pogańskich, jak owy Santa Clau(n)s. może jeszcze nieliczni pamiętają, że choinka obecnie symbolizuje rajskie drzewo oraz, żeby zamontować gwiazdę na szcycie.
Tak na marginesie owy clown faktycznie pochodzi z krajów Skandynawskich, gdyż to pogański bóg ODYN. Więcej o jego barwnej historii radzę poczytać w internecie, bo chociaż warto, to tutaj jest na nią za mało miejsca.
Warto pamiętać, że święto narodzin Jezusa Chrystusa (gr. Christos - posłany, mesjasz, zbawiciel) jest czasowo świętem umownym i obchodzimy je na wzór starożytnych Chrześcijan, którzy dla niepoznaki świętowali je w ten sam dzień, co pogańscy Rzymianie święto Boga Słońca (jak zresztą większość kultur pogańskich).
Jednak atmosfera, jaka towarzyszy "Bożonarodzeniu" obecnie całkowicie się laicyzuje i zmienia się przybierając formę coraz bardziej pogańską. Staje się gonitwą za prezentami, wydawaniem pieniędzy i przygotowywaniem hucznych i wystawnych imprez.
A kto pamięta o opłatku?
Tak. Powiecie, tam taki będzie pisał głupoty.
NIE!
Amerykanie mają przynajmniej święto DZIĘKCZYNIENIA, które jest świętem rodzinnym, które spędzają razem i jest to dla nich świetny czas do godzenia się.
A my naszą ŚWIĘTĄ WIGILIĘ, która powinna być, nie obżarstwem i pijaństwem oraz dniem prezentów, lecz rodzinnym spotkaniem pełnym miłości i wybaczenia, przeobrażamy w jakiś dziwny twór, który nas oddala i pogłębia nienawiść i podziały.
Lepiej odłożyć miotły i garnki oraz portfel na półkę i zjeść zwykłą kolację z paru kanapek w miłej, rodzinnej atmosferze, niż obeżreć się staropolskim zwyczajem 12 daniami przyrządzonymi w atmosferze pełnej nerwów, złośliwości a nawet nienawiści.
Bo Jezus przyszedł do nas, by nieść miłość, przebaczenie, pokój i radość między ludzi
"Jest taki dzień, taki ciepły, choć grudniowy..."
To takie rozważania adwentowe
(żeby rozwiać wątpliwości, nie jestem księdzem)


Komentarze
Pokaż komentarze