jako narzędzie eliminacji chorych.
Stosunek mój do "państwowej służby zdrowia" znany z poprzednich notek. Do złodziei tych od "walki z rakiem" opisany.
Nie wiedziałem, bo z tym w praktyce zetknąłem sie znów teraz jak doskonale im wychodzą mordy na starszych chorych ludziach.
Kto nie posiada ikry i nie zna procedur obowiązujących w mordowni zwanej "szpitalem onkologicznym" przeznaczony jest do likwidacji. Wiem, że jakieś procdury w tych zakładach likwdacji chorych być muszą - w końcu są ważniejsze cele niż leczenie w tzw "służbie zdrowia". Szkoda, że nie są tojednak jakieś kryteria medyczne.
Tylko kto nie kumaty, kogo wysyła lekarz z przychodni na badania, w dobrej wierze udaje sie do szpitala, by postać do rejestracji kilka godzin. Daje skierowanie, myśląc, ze kompetentny personel poprowadzi sprawę dalej. Niestety fabryka śmierci jest skonstruowana tak, że obieg dokumentów, kolejność badań jest prowadzona sprytnie - nim cierpiący człowiek pojawi się u lekarza z kompletem wynków mija kilka kilka, kilkanaście miesięcy a do tego czasu " problem" ma już zwykle cichą osobistą kwaterę po ziemią...
Tylko u Religi od diagnozy do operacji minęło kilkanaście godzin...


Komentarze
Pokaż komentarze