Dobrze, że mamy Piętaka! Czyli o wyższości chodzenia z buta nad jazdą autem
Piotr Piętak powinien chodzić po warszawskich ulicach, nie jeździć autem.
W dzisiejsze „Rzeczpospolitej” ukazał się artykuł Piotra Piętaka „Sowietyzacja polskiej polityki”. Autor, pisząc artykuł zaczął z górnego „C”: opisał okładkę słynnej książki Zinowiewa „Homo sovietikus”, gdzie dwa szczury witają się, ściskając sobie lewe łapy, a prawymi chwytają się za gardła.
Według Piętaka, jest to idealna charakteryzacji sytuacji politycznej 2005–2008. Symbolami tych dwóch szczurów z okładki jest według Piętaka PO i PiS.
Autor nie wykazał ani krzty litości dla PiS i jego szefa Jarosława Kaczyńskiego, za to płaszczem milczenia okrył wyczyny PO i Donalda Tuska. Wyszło jak w klasycznym kryminale z kapitanem Żbikiem w roli głównej. Baaardzo złymi w tym spektaklu są polityce PiS, a także Prezydent RP Lech Kaczyński, a PO, SLD i reszta, niczym dzielni towarzysze kpt. Żbika pieczołowicie zapobiegają brzydkim i imperialistycznym knowaniom PiS.
Piotr Piętak stawia PiS zarzuty, których Trybunał Stanu powinien postawić SLD i jego przystawkom. Według autora artykułu, PiS działa jak zachodnioeuropejska partia, ale komunistyczna i to z czasów zimnej wojny, gdy tamtejsi politycy tychże partii komunistycznych nie dostrzegali rzeczywistości. Jednak z tym zarzutem braku dostrzegania rzeczywistości przez polityków PiS zupełnie nie współgra z tym, co uczynił PiS. Czyli chodzi o to, że PiS rozwiązał WSI i stworzył CBA. Piętak podkreśla, że to z powodu „układu”, którego według Piętaka nie było i - jak sądzę - autor artykułu przypuszcza dalej, iż tego układu nie ma i dzisiaj.
Gratuluję optymistyczno-nieralnego postrzegania rzeczywistości. Przy okazji na pozycje wyprowadza ciężką artylerię w postaci zarzutów, że „Jarosław Kaczyński wierzył w istnienie układu, tak jak Stalin wierzył, że w miarę budowy socjalizmu walka klasowa się zaostrza”.
Prawda, że Piętak przywalił? Jak z katiuszy! Efektownie, z rozrzutem ...i niecelnie. Autor okazuje się być pięknoduchem, zwolennikiem polityki „miłości”, pod którą kryje się, to co widzimy w PO, ale autor, znawca tego, o czym mówi warszawska ulica, przypisuje PiS. Wykrył mianowicie, że warszawska ulica mówi: "pisowscy rewolucjoniści". Oczywiście autor miał na myśli fragment ulicy Czerskiej.
A przecież każdy, co bardziej rozgarnięty student politologii wie, że to PO wprowadziła mowę nienawiści, artykułowaną przez pełnych miłości posłów PO tj. Niesiołowskiego i Palikota, niekiedy wspomaganych przez Chlebowskiego i peowskiego barona z Dolnego Śląska, Grzegorza Schetynę. A gdy trzeba więcej sił, to do ataków na PiS Tuska spuszcza Nowaka.
A PiS Piętak zostawia co najgorsze tj. sposób uprawiania polityki, który jest bezpośrednim nawiązaniem do wzorców komunistycznej propagandy i socjotechniki, a których ontologicznym sensem było odwoływanie się do gorszej strony natury ludzkiej.
Prawda, że genialna konstatacja? Nikt tego, jak do tej pory nie zauważył, dopiero potrzeba było Piotra Piętaka. Jak dobrze, że jest z nami Piotr Piętak. Furia i zapiekłość autora artykułu w przywalaniu PiS dorównują furii i zapiekłości Stefana Niesiołowskiego. Jednak przy bliższym przyjrzeniu się, to zaledwie cień możliwości profesora z PO. Szkoda. Mielibyśmy następcę posła Niesiołowskiego, który - jakby się ktoś pytał - nie ma sobie nic do zarzucenia i jest, jak żona cezara. Czysta, biała karta. Biel, niewinność i nieskazitelność Platformy onieśmiela, zniewala: przy niej każdy inny polityk czuje się ubłocony, jak gumofilce technika Maliniaka z „Czterdziestolatka”.
Diagnoza przegranej PiS w wyborach w 2007 roku zbudowana przez Piotra Piętaka zadziwia.
W latach 2006 - 2009 Jarosław Kaczyński - pisze autor artykułu „Sowietyzacja polskiej polityki” - także wierzył, że wie, iż układ istnieje, i dlatego przegrał. Można tylko wyrazić nadzieję, że usuwając z partii Ludwika Dorna i zmuszając innych dysydentów (Kazimierz M. Ujazdowski, Paweł Zalewski) do jej opuszczenia, Kaczyński wyrzuci ideologię układu do kosza, a do władzy w PiS dojdzie lepsza część rodu ludzkiego, która Kaczyńskiego mianuje polskim Plechanowem (rosyjski publicysta, filozof i teoretyk marksizmu - przyp. red.), a Dorna-Martowa wyśle na stypendium do Berlina z partyjnym poleceniem spisania dziejów PiS-owskiej rewolucji.
O czym uprzejmie donosi Piotr Piętak, który z całą świadomością będąc w rządzie PiS wiceministrem MSWiA, a w nim podwładnym Ludwika Dorna i doradcą tej partii. Piętak świadomie partycypował w opisanych niecnych działaniach rządów PiS w celu wywołania procesu sowietyzacji polskiej polityki i teraz czuje się źle. Bardzo źle.
Brakuje mi tylko jeszcze modnych w ostatnich latach przeprosin za to, co autor uczynił polskiemu ludowi poprzez całkiem świadomy współudział w pracach rządu PiS poprzez wymierzenie solidnego kopniaka WSI i układowi, który się wściekł i zwarł szeregi.
A gdyby minister Piotr Piętak rzeczywiście chodził po warszawskiej ulicy, a nie jeździł autem, to o PiS usłyszałby całkiem inne teksty. Zapewniam. A tak pozostają mu tylko własna twórczość fantasy, której próbkę mieliśmy sposobność poznać w dzisiejszym wydaniu „Rz”.
Tekst pochodzi z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8


Komentarze
Pokaż komentarze (2)