Dobrze, że Platforma Obywatelska ma Stefana Niesiołowskiego. Człowiek-orkiestra! Pociągnie taki tęsknym wiolinem za Donaldem Tuskiem, to młodzi z miłości do wodza z Gdańska chowają dowody swoich przodków. Pociągnie znów łkaniem bałabajki po gierojach z SLD, ci już wiedzą, że to fajny gość. A jak któryś postkomunista lubi harmoszkę, to i miechy harmonii pociągnie mistrz Stefan. Niczym kowal zuch z białoruskiej ludowej ballady. Dla PSL też coś zagra, zaśpiewa nawet, hołubca wywinie, z gracją wziąwszy się pod boki, jak nastolatka jaka.
Stefan Niesiołowski potrafi wiele. Z wszechtalentów nadposła Niesiołowskiego zwracam jednak szczególną uwagę na umiejętność walenia w bębny. Ten rodzaj muzykowania Niesiołowski dedykuje zawsze i nieodmiennie Prawu i Sprawiedliwości. Wali bez opamiętania! Byleby głośno! Byleby w jego kierunku ludzie odwrócili głowy. Jak najwięcej ludzi! Wtedy zaczyna się jazda autorska łódzkiego posła PO.
„Dziennik” z 9 kwietnia 2009 zamieścił rozmowę (?) z Stefanem Niesiołowskim pod znamiennym tytułem „Moi przeciwnicy zasługują na epitety”. Nawet podczas zaczynającego się dzisiaj Triduum Paschalnego drugi marszałek Sejmu z PO nie odmawia sobie ani lubieżnej ochoty do wyrzucenia z siebie wyzwisk kierowanych do przeciwników, ani tej samej ochoty do bukolicznych podskoków nad własnym ego ubranym w pawie pióra i watówkę. Poseł PO - jak Demiurg - do rozsądzania ludzi i ich czynów wyznaczył własny program. Nieprzewidywalny i zmienny jak partia, w której Stefan Niesiołowski jeszcze nie był. ( Zgaduj-zgadula, która to jest partia?). Ale jakby tego jeszcze było mało rozmówca „Dziennika” pisze najnowszą historię w stylu politycznego graffiti.
Zanim poseł PO przystąpił do ataku kobry, nastąpiła chwila autoprezentacji: „Jestem bardzo wyczulony na obłudę, a obóz PiS z wszystkimi jego przybudówkami jest wielkim festiwalem obłudy. Stąd się biorą moje sformułowania. Kiedyś dotyczyły one postkomunistów” - uchylił drzwi do swojej maszynowni bosman Niesiołowski.
Cóż, rzekomo sklepani komuniści po jego kuracji stali się dzisiaj niegroźni jak kastraci, chodzące wcielenie dobra i łagodności, zupełnie nie szkodzące swoją komuszą przeszłością. Groźne jest PiS. Zatem Niesiołowski człowiek-orkiestra wali w PiS, jak w tam-tam. Echo niesie, ludzie nasłuchują, a poseł w uczonym uniesienia tłumaczy meandry najnowszej historii.
„Uważam, że to m.in. Kaczyński doprowadził do dwukrotnej politycznej klęski prawicy. Najpierw doprowadził do tego, że połowę z 20 lat wolnej Polki rządzili komuniści. Obalając rząd Hanny Suchockiej, zafundował nam cztery lata rządów lewicy, a potem 10 lat prezydentury Kwaśniewskiego. Potem to Kaczyńscy doprowadzili do upadku AWS i zafundował z powrotem cztery lata rządów postkomunistów”.
Czyż Niesiołowski nie jest genialny w swych historycznych odkryciach? Genialny Niesiołowski. Dzięki niemu, tak wielu czytelników dowiedziało się o człowieku, który góry przenosił, rządy obalał, tworzył nowe, uwielbiał komunistów ułatwiając im wieloletnie rządzenie krajem. Sam w tym samym czasie rządził między 2005 a 2007 rokiem. Dobrze, że jest z nami Stefan Niesiołowski. I pewnie mówiłby dalej o wyczynach politycznych Jarosława Kaczyńskiego, ale prezentowana myśl wydała się, jakby ucięta. Widocznie dziennikarz dostrzegł, jak Niesiołowski rozjeżdża granicę śmieszności, poszedł na ratunek swego gościa i przerwał poetyckie uniesienie posła z PO!
Bajkopisarz Niesiołowski lekko spłynął na ziemię, strzepnął z siebie kurz historii, jak wódz ten bitewny. Otworzył usta i już miał coś powiedzieć o związkach Kaczyńskiego z zabójstwem arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie w 1914, ale zamilkł. Pierwsze krople wiosennego deszczu spadły na rozpaloną głowę posła. Coś zaskwierczało, jak woda na gorących fajerach. Deszcz sprawił, że Stefan Niesiołowski ostro przyziemił, potknął się, ale szczęśliwie nie zarył w miejski trawnik z psimi kupami i tylko zamruczał: nie przesadziłeś Stefek? A z tym zabójstwem arcyksięcia to chyba lipa? No nie?
Tekst pochodzi z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8


Komentarze
Pokaż komentarze