Zagrzała nam się zachodnia granica. W niemieckich miejscowościach przy granicy z Polską pojawiały się – już nie pierwszy raz – hasła wybitnie antypolskie. Autorami tychże demonstracji są nazistowscy funkcjonariusze z NPD. Ludzie z tamtych okolic twierdzą, że brunatne nastroje po niemieckiej stronie utrudniają życie Polakom. Niektórzy z nich nawet nie zdają sobie sprawy, że podobnie mogli się czuć Polacy w Wolnym Mieście Gdańsk, czy na niemieckiej części Śląska przed II Wojną Światową. Jakby tego jeszcze było mało niebezpieczne i prowokujące oświadczenie CDU/CSU spowodowało gwałtowny spór między PiS a PO o to, jak dalece polska partia polityczna można bratać się z takimi formacjami politycznymi Niemiec pod sztandarem frakcji PE, gdzie de facto pozwala się na podważanie terytorialnego status quo, jakie zaistniało po 1945 roku.
Właściwie w jakim celu koalicja CDU/CSU wydała owo oświadczenie czy jako kto chce stanowisko. Każde nieopatrznie wypowiedziane słowo, szczególnie na dwa miesiące przed 70 rocznicą wybuchu II Wojny Światowej ma swoją siłę. Trzeba ważyć, wypowiadane zdania cyzelować. Ale Niemcy niekoniecznie tak myślą, jeszcze bardziej niekoniecznie tak chcą czynić. Coś im nie pozwala, coś uwiera ich dumę, coś każe maszerować.
Miał rację Stefan Kisielewski, gdy mówił, że Niemcom trzeba patrzeć na ręce, bo co 50 lat regularnie stają się niebezpieczni. Także dla siebie.
Wobec tego jakże słusznym wydaje się to fundamentalne pytanie: czy Platforma Donalda Tuska zamierza dalej funkcjonować w EPL wraz z koalicyjnymi partiami CDU/CSU? Bo te najwyraźniej prowokują Polaków. Dlaczego? Aby zbadać ile można przeciwko Polsce ugrać, skoro jeszcze przy władzy w Warszawie jest taki ktoś jak Donald Tusk i jego spolegliwa partia. Skoro jest słabnąca Unia.
Tekst wzięty z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8


Komentarze
Pokaż komentarze