Po artykule „Der Spiegel” odezwał się w wydawanej w Polsce prasie klangor proniemieckiech cmokierów. Z „Wyborczą” w pierwszych okopach. Za nią „Trybuna”, czy Springerowski „Dziennik” ( ten nieco dyskretniej, bo jakże inaczej, taki Befehl! ). Nad artykułem nad wschód od Odry rozpętała się burza Odry. A Niemcy mówią, że nic się nie dzieje, że świeci słońce: A tak naprawdę to o co chodzi tym Polakom?
Państwo niemieckie charakteryzuje się silną ciągłością swojej polityki i uporczywą realizacją swoich celów. Zdołało przez ostatnie 20 lat wychować sobie w Polsce swoich popleczników. Widać to nie tylko w instytucjach naukowych, które w dużym stopniu żyją z niemieckich pieniędzy, widać to też po wpisach na forach. I bynajmniej nie są to wpisy głupców w dresach „zakochanych w BMW”. Bywa, że są to ludzi „przekręceni”, emocjonalnie już oddaleni od Polski, nowocześni Europejczycy, wyzwoleni z myślenia o przeszłości.
Zatem wielu ludzi przyznaje, że Jarosław Kaczyński ma całkowitą rację żądając od rządu polskiego dramatycznej reakcji na potępienie przez CDU/CSU powojennych wysiedleń Niemców. Jak mawiał Stefan Kisielewski trzeba być czujnym, trzeba Niemcom patrzeć na ręce, bo co 50 lat stają się niebezpieczni. Ale Tusk tchórzliwie unika trudnych tematów, nigdy nie chodzi na zderzenie, woli kiwać, unikać, zwodzić, aby nie podpaść silniejszemu. A tu należy twardo wystawiać rachunki: za każde życie Polaka, pochylać się nad każdym torturowanym moim rodakiem. Wystawiać rachunek ( także Rosji ) za każde spalone gospodarstwo i zrabowane konie i bydło, za gwałcone kobiety i rozstrzelanych rodaków, za to, że gdyby nie wojna obecnie mogłoby nas być ponad 60 mln. Niemcy niczego tak nie boją się usłyszeć jak: Zahlen bitte! I długiej kolumny zer na rachunku.
Powinniśmy pytać, politycy pytać powinni, jaki licho kazało Niemcom 1 września bombardować polskie miasta i zaczynać krwawą rzeź dla dziesiątków milionów ludzi. Jednak takie refleksje niemieckim politykom przychodzą najtrudniej. Gubią gdzieś wtedy swój chłód postrzegania rzeczywistości historycznej. Gubią gdzieś niby racjonalne postrzeganie polityki i okazywanie kramarskiego sprytu w obciążaniu winą ofiary. Jest jazgot ich prasy, podgryzanie pamięci o ofiarach innych nacji oraz rozpaczliwe zamiatanie własnych śmieci pod dywan. Przykro mi. Ale tak to odbieram.
Zatem jakże infantylnie brzmią zarzuty proniemieckich janczarów rozsianych na forum, że ci Polacy, którzy krytykują głośne artykuły w „Der Spiegel” czy „Sueddeutsche Zeitung” nawet ich nie czytali i przez to są be!
Owszem, niektórzy nie czytali, niektórzy czytali tłumaczenie, a inni jeszcze czytali w oryginale.
Odniosłem wrażenie, że ludziom oddanym Niemcom, trudno zrozumieć, że ktoś, kto dobrze zna niemiecki – tak jak oni – za cholerę nie chcą służyć niemieckiej sprawie!
Tekst wzięty z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8


Komentarze
Pokaż komentarze (7)