Prokurator Adam Roch, który przez cztery lata rozpracowywał lobbystę Marka Dochnala, został odsunięty od śledztwa. Oskarżycielowi odebrano wszystkie sprawy i przesunięto do wydziału, w którym nie dostanie już żadnego śledztwa.
Marek Wójcik, wiceszef Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach tłumaczy, że powodem była reorganizacja. Rocha trzeba było skierować do innego wydziału, w którym brakowało prokuratorów.
Z ustaleń „Dz” wynika, że sprawa ma drugie dno. Dwa tygodnie temu Roch dostał służbowe polecenie: cofnąć 40 tys. zł poręczenia majątkowego żonie lobbysty Aleksandrze Dochnal. Roch napisał odwołanie do ministra sprawiedliwości. Jednak Andrzej Czuma jego listu nie dostał.
To tyle w skrócie z dzisiejszej prasy o tym, jak PO chroni tłuste zadki różnych aferzystów. Artykuł w dzisiejszym „Dzienniku” opisuje jeszcze sprytne zabiegi przełożonej Adama Rocha, szefowa Prokuratury Apelacyjne Iwony Palki, która ustnie nakazała Adamowi Rochowi cofnięcie 40 tys. poręczenia majątkowego, ale na piśmie już nie chciała. To ci sprytna dama! Dlaczego nie? No, ale od czego ma kowal szczypce? Polecenie podpisał zastępca Palki. Musiał? Pewnie tak.
No i ta kara. Nie będzie już doświadczony prokurator Roch prowadził spraw związanych ze zorganizowaną przestępczością. Zastąpi go ktoś inny. Pewnie lepsza od niego będzie pani Palka. Przepraszam. Żartowałem. Poczta Polska też żartuje. Albo Czuma kłamie. Nie pierwszy raz. Odwołanie broniącego się dobrego specjalisty jeszcze nie trafiło do ministra sprawiedliwości. A to ci dopiero. Bo Roch prowadził sprawę skradzionych kur, czyli zajmuje się tym, co setki prokuratorów-bogów z Prokuratur Rejonowych i Czuma nie ma pojęcia, kto to jest prokurator Adam Roch.
Polityką oddawania długów PO czuć na odległość.
Dużo tych spraw dzieje się w polskich prokuraturach. Od jesieni 2007 roku zwycięska PO rozpoczęła pogoń z pałką w ręce za politykami PiS. Bez skutku. Ponad rok różni prokuratorzy pastwili się nad laptopem Zbigniewa Zioby. Bez skutku. Potem zabrali się za Jarosława Kaczyńskiego, któremu pokazano akta dotyczące mafii paliwowej. Dzisiaj prokuratura musi znowu dać sobie spokój, bo wyszła im tylko bryndza. Zresztą przecież tak niedawno oddelegowany młody prokurator-wilczek w kilka dni przeczytał ponad 300 tomów akt (!) dotyczących mafii paliwowej (takich to ci zdolniachów tam mają) i sprawa przestała istnieć. Nie ma mafii - rzekł i zamknął sprawę. Okazało się, że prokuratura od 2001 roku zajmowała się ociosywaniem mgły. Takie hobby.
Tekst pochodzi z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8


Komentarze
Pokaż komentarze (2)