Cybernetyka - reakcyjna pseudonauka, stworzona w USA po II wojnie światowej i szeroko propagowana również w innych krajach kapitalistycznych. (...) Cybernetyka jest w istocie skierowana przeciwko współczesnej fizjologii naukowej ugruntowanej przez I.P.Pawłowa i marksistowskiemu, naukowemu pojmowaniu praw życia społecznego. (...) Cybernetyka jest więc nie tylko ideologiczną bronią reakcji imperialistycznej, ale i środkiem realizacji jej agresywnych planów wojennych.
Krótki słownik filozoficzny, Warszawa 1955 (Źródło)
Powyższa definicja nakreślała niegdyś obszary nauki, gdzie lepiej by było żeby "prawdziwy uczony" się nie zapuszczał. Takie nasunęło mi się skojarzenie z informacją, którą podano kilka tygodni, że Narodowe Centrum Badań i Rozwoju nie sfinansuje konferencji naukowej na temat katastrofy smoleńskiej, do której organizacji wzywa kilkunastu polskich profesorów różnych specjalizacji, głównie mechaniki. Jak stwierdził w odpowiedzi na to wezwanie prof. Krzysztof Jan Kurzydłowski katastrofa smoleńska "nakazuje każdemu z nas oraz każdej instytucji w Polsce głębszą refleksję, także w kontekście badań minimalizujących ryzyko tego typu sytuacji w przyszłości". "Wybierzmy przyszłość", chciałoby się zacytować klasyka. Oficjalnym powodem odmowy jest to, że zorganizowanie takiej konferencji wychodzi poza "kompetencje oraz zakres działania Centrum".
NCBiR najwyraźniej poczuło się niekompetentne, podobnie jak wcześniej Komitet Mechaniki Polskiej Akademii Nauk. Dobrze, że np. w USA nie ograniczają się tak w kompetencjach i po atakach na WTC przeprowadzono dwa kosztowne śledztwa - to drugie firmowane przez National Institute of Standards and Technology - tylko po to, by odpowiedzieć na pytanie dlaczego i jak zawaliły się po atakach wieże WTC. Najwyraźniej kompetencje NIST wykraczają poza intuicyjne wyjaśnienia a la Edmund Klich "jak przywalili, to się zawaliło", podobnie jak zrozumienie zasady, że wnioski na przyszłość zależą od dokładnego przeanalizowania, co się stało w przeszłości.
Mizera niedofinansowanej polskiej nauki i ośrodków akademickich pałętających się w środku trzeciej setki światowych rankingów nie tłumaczy jednak wszystkiego. Bloger ndb2010 ironizuje, że tak na ten przykład środki na sfinansowanie zielonogórskiego Festiwal Piosenki Rosyjskiej (1,2 mln zł) bez problemu się znalazły. Obawiam się, że problem leży jednak gdzie indziej: w diametralnie różnych odpowiedziach na pytanie co jeśli? Co jeśli nie zorganizowanoby Festiwalu Piosenki Rosyjskiej? No, na pewno strata dla zielonogórzan, którzy nie mieliby szansy poklaskać sobie w rytm skocznej Kalinki plus strata rozrywkowego wieczoru. Nic przyjemnego, ale można z tym żyć. Zupełnie inaczej wygląda sprawa w kwestii naukowej konferencji poświęconej katastrofie smoleńskiej. Co jeśli najbardziej rygorystyczne badania w postaci modelowania, testów zderzeniowych i eksperymentów wykluczyłyby możliwość, że samolot mógł stracić na brzozie część skrzydła w taki sposób, jak się to opisuje? Co jeśli analizy aerodynamiczne wykluczyłyby, że samolot z urwanym skrzydłem mógłby zrobić na wysokości 15 metrów półbeczkę postulowaną przez oficjalne wyjaśnienia? Co jeśli modelowanie rozpadania się samolotu przy uderzeniu w ziemię w takiej konfiguracji, jak sie to oficjalnie uznaje wykazałoby skrajne małe prawdopodobieństwo takiego rozpadu wraku, jaki widzieliśmy po katastrofie?
No właśnie, co jeśli? Zielonogórzanie bez Festiwalu Piosenki Rosyjskiej mogą co najwyżej stracić interesujący wieczór. W przypadku naukowej konferencji smoleńskiej być może niektórzy koryfeusze polskiej nauki podejrzewają, że do stracenia jest znacznie więcej.
Dodane: A dla szesnastu odważnych profesorów oczywiście chwała. Życzę, by znaleźli inne drogi badania tego zagadnienia lub też włączyli się w prace zespołu profesorów Kazimierza Nowaczyka i Wiesława Biniendy.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)