Peemka Peemka
1257
BLOG

Smoleński łysenkizm

Peemka Peemka Rozmaitości Obserwuj notkę 15

Portal wPolityce poinformował, że władze Uniwersytetu Warszawskiego zablokowały możliwość publikacji w uczelnianym kwartalniku "UW" krótkiego artykułu dotyczącego inicjatywy profesorów różnych uczelni, aby po dwóch latach wreszcie zbadać mechanikę katastrofy smoleńskiej rzetelnymi metodami naukowymi. Publikacja została odrzucona pod pretekstem, że „nie wpisuje się ona w tematykę pisma”. Zdaniem decydentów UW dyskusja o roli środowiska naukowego i akademickiego oraz wezwanie do naukowej konferencji „nie wpisuje się” w wizję nauki. W odpowiedzi na to grupa autorów skierowała oficjalny prostest do Senatu uczelni, w którym zarzucono próby przywracania cenzury i blokowania naukowej dyskusji. Dodatkowo, prof. Lucjan Piela, były dziekan Wydziału Chemii UW wystosował emocjonalny list do rektora Uniwersytetu, prof. Katarzyny Chałasińskiej-Macukow, w którym stwierdził, że tego typu blokowanie wolności wypowiedzi jest sprzeczne z misją Uniwersytetu:

Jeśli Ty wprowadzisz cenzurę na UW, to nie przejdzie to bez echa, będzie huk w Polsce i Europie, także sygnał dla całego życia społecznego w Polsce. Po co masz występować w historii jako autorka cenzury? Nie bój się, Ty jesteś Rektorem tej uczelni, w uczelni ma być swoboda wypowiedzi, a Ty jesteś najważniejszą osobą w UW na jej straży.

Przyczyna, dla której odrzucono list 18 naukowców wydaje się naturalnie „arcyboleśnie prosta” – stwierdzili oni kilka oczywistych dla każdego trzeźwego obserwatora rzeczy:

Nie wykonano oczywistych procedur, nie przedstawiono wyników badań kinematycznych i laboratoryjnych, unika się jak ognia konfrontacji z wynikami niezależnych badań naukowych, za to ogłasza się domniemania, nawet bez żadnych podstaw, licząc na naiwność lub/i brak wiedzy obywateli. Nie ma to nic wspólnego z metodologią naukową.

Czy naprawdę „eksperci” z komisji Millera sądzili, że pisanie własnego raportu w oparciu o ustalenia rosyjskiego fotoamatora, łącznie z kopiowaniem jego fotografii, przejdzie tak po prostu niezauważone? Nie wszyscy na to sie godzą, nie godzi się na to także część środowiska naukowego:

Nie ma to nic wspólnego z metodologią naukową. Nie możemy się na to zgodzić, bo to obraża nas przede wszystkim jako uczonych – przyzwolenie na to byłoby kompromitacją polskiej nauki, obraża nas także jako obywateli Rzeczypospolitej i Unii Europejskiej, obraża nas jako wolnych ludzi.

Podpisani naukowcy otwarcie pokpiwają ze standardów MAK i KBWLLP w kontekście słynnej pancernej brzozy:

Nie może być tak, że w swojej pracy możemy badać najsubtelniejsze efekty i widzieć pojedyncze atomy, a nie jesteśmy w stanie zobaczyć i zidentyfikować mikrośladów... farby lotniczej na przekroju drzewa.

Mamy więc następujacą sytuację: fanboje MAK-u i raportu Millera głośno krzyczą, że wszystko zostało już „bezdyskusyjnie” i „ponad wszelką uzasadnioną wątpliwość” wyjaśnione. Gdy jednak zaprasza się ich do potwierdzenia tego na podstawie twardych badań i analiz reagują jak diabeł na święconą wodę. Teoretycznie powinni być zachwyceni perspektywą poważnych badań. Jeśli są pewni swoich racji to najbardziej rygorystyczne badania tylko ją potwierdzą, dając im do ręki dodatkowe argumenty. Jednak nic z tych rzeczy – są po prostu podszyci strachem. Wielu z nich pewnie zdaje sobie sprawę, że nie postawiliby złamanego grosza na prawdziwość oficjalnych wersji.

Pomimo obstrukcji naukowcy chcą dalej prowadzić swoje badania:

Grupa inicjatywna profesorów mechaniki i fizyki z całej Polski chce zintensyfikować i skoordynować już prowadzone kompleksowe badania naukowe i poszukuje jak najszerszego poparcia profesorów i doktorów habilitowanych z zakresu nauk technicznych i ścisłych. [...] Deklaracja profesorów i doktorów habilitowanych nauk ścisłych z UW (można zgłaszać się p. prof. Piotra Witakowskiego z AGH (...) byłaby bardzo ważna, bo pokazywałaby, że uczeni uważają, iż zdarzenie mechaniczne trzeba badać metodami naukowymi, a nie zostawiać ustalanie praw  fizyki politykom.

Prof. Marek Czachor z Gdańska na niedawnym wysłuchaniu w Parlamencie Europejskim stwierdził, że w tejże grupie inicjatywnej jest już co najmniej 52 badaczy z tytułem co najmniej doktora habilitowanego, a wie on że zainteresowanie jest znacznie większe.

Odważnym naukowcom należą się oczywiście wielkie brawa, nasuwa sie jednak pytanie dlaczego dopiero teraz, po dwóch latach od katastrofy? Dlaczego dopiero teraz apeluje sie o rzeczy oczywiste, gdy już profesorowie Nowaczyk i Binienda mieli spotkania w ICAO, a wyniki ich badań stają się w środowisku coraz bardziej słyszalne? Prof. Czachor sugerował na wysłuchaniu w PE, że przyczyną tego jest prozaiczny strach. Polscy akademicy boją się poruszać temat rzetelnych badań na temat mechaniki katastrofy smoleńskiej – oni mają pracę i rodziny na utrzymaniu. Zdają sobie oni sprawę, że byłoby to ryzykowne zarówno dla nich, jak i dla dla oficjalnie obowiązującego jako jedynie słusznego smoleńskiego łysenkizmu, który już kilka minut po katastrofie ustalił „przyczyny” i przebieg tragedii.

Peemka
O mnie Peemka

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Rozmaitości