Właściwość generowania dużej liczby odłamków.
Raport dr inż. Grzegorza Szuladzińskiego dobitniej wskazał na interesującą rzecz - dużą liczbę niewielkich odłamków rozsianych na całym terenie katastrofy. Kwestia tego, że duża część samolotu została dosłownie "zamieniona w confetti" była już dyskutowana dużo wcześniej, jednak opinia fachowca po raz pierwszy jednoznacznie wskazuje: odłamki muszą świadczyć o działaniu dużej energii. Od tego arcyboleśnie prostego faktu nie ma ucieczki. W dyskutowanych przypadkach znane są tylko dwa mechanizmy generowania tego typu energii:
- Zderzenia z dużą prędkością sztywnych obiektów
- Eksplozja materiałów wybuchowych.
W pierwszym przypadku mieliśmy do czynienia przy ataku na Pentagon 11 września 2001 roku. Boeing 757 z wypełnionymi zbiornikami paliwa lecący z prędkością około 850 km/h uderzył czołowo we wzmocnioną zachodnią ścianę Pentagonu. Energia wyzwolona w trakcie uderzenia była tak duża, że zgodnie z relacjami świadków największe fragmenty samolotu jakie się zachowały były wielkości kilku metrów, zaś większość 60-tonowej konstrukcji uległa zupełnej dezintegracji na drobne fragmenty.
(Fot. geoffmetcalf.com)
(Fot. http://www.usar.army.mil)
Zestawiając to ze Smoleńskiem: upadek samolotu pod ostrym kątem na podmokły teren przy prędkości około 280 km/h. Coś jednak jest wspólnego pomiędzy tymi katastrofami: duża ilość odłamków:
(Fot. raport dr. inż. Szuladzińskiego)
Skoro energią kinetyczną wyzwoloną w trakcie upadku samolotu nie da się wyjaśnić powstanie takiej ilości odłamków, logiczne jest, że pozostaje opcja druga: eksplozja.






Komentarze
Pokaż komentarze (7)