Dziennikarze w liczbie dwudziestu osób zbojkotowali konferencję Sławomira Nowaka…
Rzecz działa się w Wieliczce.
Kilka faktów: spotkanie miało się odbyć w laboratorium Głównej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, po trzydziestu minutach opóźnienia Pan Kammer poinformował dziennikarzy, że spotkanie rozpocznie się za dziesięć minut. Tak się nie stało. Po kolejnych trzydziestu minutach dziennikarze ogłosili bojkot i wyszli.
Nowak mógł przemawiać do ścian…
Odnoszę wrażenie, że środowisko dziennikarskie popłynęło w ostatnim czasie na własnej buńczuczności. Znając realia, wiem że ów Paniom i Panom zdarza się spędzać nawet i po kilka godzin czekając na spóźnionego członka rządu, dobrą setkę czy zakończenie posiedzeń komisji.
Tak jak górnik pracuje w pocie czoła pod powierzchnią ziemi, jak pielęgniarka wbija Nam igłę w żyłę czy taksówkarz wiezie tam gdzie sobie zażyczymy, tak i dziennikarz ma obowiązek być na konferencji i przekazać jej treść opinii publicznej. To jego rola, zadanie i praca. Z tego co mi wiadomo, nikt nie zmusza tych ludzi do wykonywania zawodu.
Gdyby Pan Nowak zaprosił to towarzystwo na obiad do własnego domu lub na pogawędkę przy kawce , wtedy oburzenie, że ów organizator spóźnia się byłoby zrozumiałe. W sytuacji jednak, gdy wiadomo że Nowak jest na rozmowie z lokalnymi politykami ,a grono dziennikarskie ,mówiąc kolokwialnie- strzela focha, jest to po prostu poniżej krytyki.
Stwierdzenie, że dziennikarzom należy się szacunek jest jak najbardziej prawdziwe, natomiast czy w przypadku oczekiwania na opóźnioną konferencje (niewiele ponad godzinę) to już brak poszanowania czy może normalny dzień w pracy..?
Uogólniając, to sami dziennikarze ciągną swój zawód, niczym kotwica, na samo dno.Chęć bycia opiniotwórczą gwiazdą już dawno wygrała z rzetelną pracą, a tym samym z szacunkiem do widza. Nie trzeba wymieniać nazwisk, aby było wiadomo, o kogo chodzi.
Nie ma się co dziwić młodszemu pokoleniu, skoro starsze, zamiast skupić się na dobrze wykonywanej pracy, woli błyszczeć nowymi kapeluszami, zażyłością z premierem, własną erekcją czy rzucaniem liczb, które nijak mają się do rzeczywistości.
Szkoda tylko tych pereł, które pojedynczo warte są więcej, niż to towarzystwo wzajemnej adoracji razem wzięte. A dla przypomnienia tym, co się zapominają - dziennikarz to zawód niosący misję a nie celebryta w muchami w nosie…


Komentarze
Pokaż komentarze (9)