Dlaczego niskie podatki są złe

.Premier Mateusz Morawiecki i wiceminister finansów Artur Soboń przed konferencją prasową Fot: PAP/Paweł Supernak
.Premier Mateusz Morawiecki i wiceminister finansów Artur Soboń przed konferencją prasową Fot: PAP/Paweł Supernak
PiS wraca na pozycje partii niskich podatków. To zła wiadomość dla Polski. Bo niskie podatki to słabe państwo. Czyli odwrotność tego, czego nam dziś pilnie potrzeba.

Przedstawione w czwartek zmiany w Polskim Ładzie sprowadzić można do dwóch słów: koniec eksperymentu. Eksperyment, z którym rząd Morawieckiego właśnie się żegna, polegać miał na tym, by podatki w Polsce były wreszcie bardziej sprawiedliwe. To znaczy niższe dla uboższych i wyższe dla lepiej sytuowanych. Takie właśnie były pierwotne założenia przedstawionego ponad rok temu planu, który jeszcze wtedy nazywał się Nowym Ładem.

Czytaj: Tarcza Antyputinowska - rząd obniża podatki i przedłuża tarczę antyinflacyjną

Tamten plan niósł nadzieję na trwałą zmianę w myśleniu o fiskalnej roli państwa. Przez pewien czas wydawało się, że partia Kaczyńskiego i Morawieckiego rozumie, że podatki nie służą do napełniania budżetu państwa. Tylko są kluczowym narzędziem do prowadzenia aktywnej polityki ekonomicznej. W tym do niwelowania społecznych nierówności wywoływanych stale przez realny kapitalizm, w którym żyjemy. Ich niwelowanie w imię społecznej spójności i solidaryzmu miało być przecież sensem ekonomicznego dziedzictwa kaczyzmu.

PiS się przestraszył

Niestety ostatnie miesiące pokazały, że PiS się tego zadania przestraszył. Spietrał przed gniewem klasy średniej oraz świętych przedsiębiorców. Nie wytrzymał narzekań liberalnych ekonomistów (także ze swoich własnych szeregów). Nie jest również tajemnicą, że w łonie samej prawicy sporo jest piewców Reaganizmu-Thatcheryzmu głoszących, że dobre podatki to niskie podatki. Nie bez znaczenia był również fakt, że pomysł na sprawiedliwe podatki w Polsce nie został podchwycony przez nikogo z opozycji. O ile w przypadku Platformy Obywatelskiej (czy jej młodszej siostry Polski 2050) jakoś to szczególnie nie dziwi. O tyle smuci kompletny brak zainteresowania poparciem dla podatkowej progresji po stronie Lewicy. To znaczy partii, która sprawiedliwe podatki miała nawet w wyborczym programie. Była to szansa, by stworzyć w tym temacie doraźną koalicję i zostawić liberalne skrzydło Zjednoczonej Prawicy na politycznym spalonym. Szkoda.

Czytaj: Wielcy polscy ekonomiści na monetach kolekcjonerskich NBP

Dostajemy więc kolejną obniżkę podatków. A także zestaw pozornie atrakcyjnych argumentów o „zostawieniu w kieszeni obywateli kolejnych miliardów złotych”. Argument, który równie dobrze mógłby paść z ust Leszka Balcerowicza w 1997, Leszka Millera w 2003 albo Donalda Tuska w roku 2007. Teraz do partii niskich podatków ostatecznie dołączył Mateusz Morawiecki.

Dlaczego to źle dla nas wszystkich?

Argument jest tak naprawdę jeden. Bo niskie podatki to osłabienie państwa. A dzieje się to w momencie, gdy silnego państwa potrzebujemy jak tlenu. I nie chodzi wcale o to, że rządowi zabraknie tych z powodu obniżenia stawki PIT z 17 do 12 proc tych kilkunastu miliardów złotych. O to martwią się liberałowie. Ale martwią się niesłusznie. Bo państwo nie żyje z podatków swoich obywateli. To nie jest tak, że rząd nic nie może zrobić, bo czeka aż do skarbca dojadą pieniądze z PITu, CITu i VATu. Państwo potrzebuje podatków do czegoś zupełnie innego. To dzięki podatkom kraj buduje swoją siłę i suwerenność. To dzięki podatkom państwo może emitować suwerenną walutę, która jest takiej niezależności podstawą. Dlaczego? Bo to właśnie podatki są gwarancją, że na tę walutę zawsze znajdzie się popyt. A pieniądz nie zamieni się w bezwartościową makulaturę.

Szanowany pieniądz

Jak nie wierzycie to zróbcie eksperyment. Wydrukujcie sobie własny pieniądz z podobizną swoją, dzieci lub małżonka i idźcie zapłacić nimi za zakupy. Czy wam się uda? Oczywiście, że nie. Wyśmieją was. Czemu? Bo na wasz pieniądz nie ma popytu. A teraz weźcie ten swój własny pieniądz i zacznijcie się nim rozliczać wewnątrz rodziny. Ogłaszając dzieciom, że będziecie im w tym pieniądzu płacić za – powiedzmy - wykonywanie domowych obowiązków. Oni zaś będą mogli za te pieniądze kupować sobie różne przywileje, a także będą musieli uiszczać opłaty rozmaite składki na utrzymanie domu. W ten sposób w jednej chwili stworzycie na ten swój pieniądz popyt. I to spory. Pieniądz ten stanie się w waszym domu nieodzowny i szanowany. A wy będziecie mogli przy jego pomocy realizować takie cele, których wcześniej nie mogliście wymusić prośbą ani groźbą.  

Czytaj: Kulisy dymisji ministra Piotra Nowaka. Nie tylko KPO, "nieżywe ministerstwo"

Podobnie jest z pieniądzem emitowanym przez państwo. To dzięki obowiązkowi płacenia podatków we własnej walucie państwo rośnie w siłę. Nie dlatego, że rząd może sobie coś za te podatki kupić. On mógłby to zrobić i bez podatków. W końcu tylko od władzy zależy ile pieniądza wydrukuje. Chodzi raczej o to, że to dzięki podatkom państwo może lepiej korzystać z możliwości jakie daje mu posiadanie suwerennej waluty. Im niższe podatki tym tej suwerenności mniej.

Niżesze podatki to wyższe stopy procentowe

Są jeszcze inne minusy niskich podatków. Dziś najważniejszy z nich jest taki, że im niższe podatki tym trudniej władzy pilnować, by inflacja nie wymknęła się spod kontroli. Jeśli więc rząd argumentuje, że obniża podatki, by osłaniać ludziom wzrost cen, to niestety nie mówi wam całej prawdy. Nie mówi na przykład, że niższe podatki będą wymuszały na banku centralnym dalsze podwyżki stóp procentowych. Co z kolei kiedyś przełoży się negatywnie na koniunkturę w kraju.

Machanie sztandarem niskich podatków jest niestety brakiem politycznej odpowiedzialności. A koszty tego – pozornie dobrego dla ludzi – gestu będą realnie odczuwalne.  

Rafał Woś

Czytaj dalej:

Lubię to! Skomentuj42 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka