Nie odkryję niczego nowego i nie narażę się mam nadzieję kynologom i „psiarzom”, kiedy napiszę, że w 9 na 10 przypadków kiedy słyszymy szczekanie psa – szczeka pies niewielkich rozmiarów, z rasy spokojnie mogącej ukrywać się w średnio wysokiej trawie. Psy duże, mające w sobie majestat siły i poczucie pewności siebie wydają głos rzadko. Psy niewielkie nadrabiają swój brak pewności siebie ujadaniem godnym całego stada psów. Praktyka pokazuje, że w dobrych układach ten jazgot jest lekceważony, w gorszych obśmiewany – bo przy całym hałasie – kto na Boga boi się yorka?(z całym szacunkiem dla sympatycznych przedstawicieli tej rasy).
Generalnie widzę przeróżne analogie dla tej psiej hierarchii hałasu – jakoś tak się składa w życiu np. polityki międzynarodowej – że ten wielki, który ma za sobą pewność siebie, nie wypowiada się na każdy temat – ale kiedy już szczeknie – wszystkim przechodzą ciarki po plecach, ci mali – szczekają bez ustanku, i nikt ich nie słyszy – przyjmując ten hałas za naturalny jak szum uliczny w Warszawie – po prostu jest.
Ostatnie wydarzenia kazały mi się zastanowić, gdzie w tej hierarchii hałasu jest mój kraj. Teoretycznie – z racji wielkości, sytuacji gospodarczej, uczestnictwa w UE i NATO – Polska jest średniej wielkości krajem , ze stabilną demokracją, który – oczywiście nie będąc supermocarstwem (dogiem czy mastifem) – ma wszelkie przesłanki do dużej pewności siebie, spokojnych rekcji – słowem średniak – gdzie pomiędzy spanielem a bokserem - z dążeniem do tej drugiej opcji.
Jak się okazuje – od każdej reguły jest odstępstwo, mózgi (rządy) są indywidualnie profilowane – nam się trafił rząd godny bardzo, bardzo małego i hałaśliwego pieska.
Nasze służby zagraniczne uznały za stosowne oprotestować klip puszczony w programie Jeremy’ego Clarksona „Top Gear” poświęcony nowemu modelowi volkswagena bazujący na grającym słowami haśle „Volkswagen Scirocco TDI. Berlin to Warsaw in one tank”. Urzędnicy ministra Sikorskiego uznali, że pohańbiony został nasz honor, a odwoływanie się w formule innej niż „akademii ku czci” do wydarzeń II wojny światowej jest naganne i wymaga reakcji ambasady.
Jestem szczęśliwym posiadaczem TV sat i mam dostęp do kilku kanałów BBC – kiedy trafiam na Top Gear oglądam – i jeśli by zastosować skalę polskiego MSZ to Niemcy powinni za ten program zerwać stosunki dyplomatyczne ze Zjednoczonym Królestwem, a Francuzi i Włosi – chyba być w stanie permanentnej wojny totalnej z tym krajem, z użyciem francuskiej broni jądrowej włącznie. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, co powinni zrobić Francuzi za wieloodcinkowy serial „Allo, allo”, który dokładnie obśmiewa wkład Resistance w walkę z Niemcami w czasie ostatniej wojny światowej. Nie ma takiej kary!
Dlaczego dyplomacje Niemiec, Francji czy Włoch nie reaguje? Za słabi są? A może wiedzą, że w polityce można być dobrym, można być złym – ale nie można za żadne skarby świata być śmiesznym.
Żart Claksona był jednorazowy – i gdyby nie reakcja nadętych urzędników polskiego MSZ – po tygodniu nikt by go nie pamiętał, bo w kolejnym odcinku Clarkson na pewno dokopie Włochom za któryś model Fiata, albo Francuzom za Peugeota. Dzięki chłopcom min. Sikorskiego filmik jest na you tobe i większości polskich portali informacyjnych. A MSZ potwierdza, krytykowaną swego czasu przez PO, skłonność do interweniowania, kiedy w jakiejś gazecie napiszą coś o kartoflach.
Ja rozumiem interwencję w sprawie „polskich obozów śmierci” – to temat poważny. Ale w sprawie Volkswagena?
W nurt czynnego interweniowania włączyło się dzielne MSWiA. Jakaś niezbyt znana ukraińska organizacja pozarządowa zorganizowała rajd rowerowy szlakiem Bandery – dla dużej części Ukraińców bohatera narodowego. Impreza w sumie kameralna polegająca na tym, że grupa rowerzystów ma się przemieścić ze Lwowa do Monachium przejeżdżając przez Polskę. O pomyśle nikt z nas pewnie by nie usłyszał, gdyby nie niezawodny ks. Isakowicz- Zaleski, który chwilowo ,po napisaniu nudnawej książki o agentach SB w łonie kościoła, zajął się rozstrzyganiem sporów historycznych pomiędzy Polakami, Łemkami i Ukraińcami. Akcja niestrudzonego bojownika zaowocowała jakąś kilkunastoosobową pikietą na granicy i… interwencją polskiego MSWiA które oświadczyło, że z wizami uczestników rajdu coś nie tak, bo dostali sportowe a powinni jakieś inne.
Spotkałem, bodaj w „Wyborczej” wypowiedź, że ten rajd to rosyjska prowokacja – nie mam zielonego pojęcia czy tak jest, ale jeśli – to odniosła 150% sukces. Z wycieczki kilkunastu czy kilkudziesięciu fanów Bandery stała się problemem międzynarodowym. Abstrahuję od oceny patrona rajdu – ale jaki zakompleksiony facet w MSWiA wpadł na pomysł żeby rozstrzygnąć spór metodą wrzawy i kruczków przepisów wizowych? Czy nikt nie rozumie w rządzie, że bez tej interwencji kolarze pojechali by sobie do swojego celu, wypijając po drodze kilka piw w przydrożnych knajpach? Polski rząd wyżywa się na jakiś niewiele znaczących rowerzystach żeby pokryć to, że nie był w stanie przekonać prezydenta Juszczenko do wykonania gestu w rocznicę pogromów wołyńskich?
Pomiędzy Polakami i Ukraińcami są rachunki krzywd, które nie doczekały się katharsis w postaci „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Ale to my powinniśmy rozumieć Ukraińców, których droga do wolności prowadzi przez tożsamość narodową – i jest o wiele boleśniejsza od naszej.
Polski rząd działaniami dwóch resortów uprawia politykę małych piesków – robiąc wiele hałasu i zamieszania o drobiazgi, których kraj naszego statusu i pozycji – powinien nie zauważać.
Marcin Celiński
Wszystkich wielbicieli małych sympatycznych piesków z góry przepraszam – wiem że porównanie do ludzi tworzących polską politykę może być obraźliwe. Ale tezę o hałaśliwości małych psów a milczeniu dużych – potwierdzi przemożna większość „psiarzy”.
AUTOR JEST ZAŁOŻYCIELEM I PIERWSZYM PRZEWODNICZĄCYM FORUM LIBERALNEGO.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)