Ważnym plusem kandydatury Olechowskiego jest brak związków z jakąkolwiek z partii obecnego kartelu czterech sił sejmowych. Jest to rękojmia realnej szansy na prezydenturę polityczną, ale nie partyjniacką, ideowo jasno określoną, ale nie zaangażowaną w żenujące spory codziennej polityki, w szczególności neutralną wobec personalnych utarczek liderów PO i PiS. (...) Stworzenie wrażenia, że jedyną alternatywą wobec kandydatów PO we wszelkich wyborach są pisowcy było dotąd receptą na sukces Platformy, gdyż dla większości Polaków po 2005 roku oznaczało to, że alternatywy po prostu nie ma. Obecność Olechowskiego wytrąca PO z rąk najważniejszą broń, czyli wymuszanie głosów przez negatywny wybór Tuska jako „nie-Kaczyńskiego” i jedynego „obrońcę białego człowieka” przed „watahą dyplomatołków”. Teraz „biały człowiek” ma obrońców dwóch i może pomiędzy nimi w pierwszej turze wybierać, przebierać. Aby w takim starciu zyskać głosy, trzeba mieć argumenty pozytywne na rzecz własnego kandydata. Problem w tym, że najpóźniej od czasu wywalenia posłów PiS z komisji hazardowej, sceptycyzm wobec rządów Tuska rośnie, a jego poparcie, także osobiste, maleje. Olechowski na Nowy Rok Wczoraj, zgodnie z moimi oczekiwaniami, Andrzej Olechowski ogłosił start przygotowań do kampanii prezydenckiej 2010 roku. W najbliższych tygodniach tuż po Nowym Roku będziemy budować gęstą strukturę jego sztabu wyborczego, z siecią wolontariuszy i nazwisk popierających tę kampanię. Mam nadzieję znaleźć jak najwięcej czasu, aby włączyć się w prace gdańskiej struktury kampanii Olechowski 2010. Dla mnie osobiście nie ulega wątpliwości, iż z punktu widzenia oczekiwań wyborcy autentycznie liberalnego, a więc takiego, który ma równocześnie progresywne poglądy na kwestie obyczajowe i prorynkowe zapatrywania na gospodarkę, to właśnie Olechwoski będzie wyborem najbardziej trafnym. Do oddania głosu inaczej skłonić może tylko owa przeklęta logika polskiej sceny politycznej, której jedynym katalizatorem jest strach i niechęć wobec środowiska aktualnego prezydenta Polski i partii jego brata. Najsilniejszy dziś według sondaży kandydat jest faworytem nie ze względu na własne plusy, ale na minusy swojego głównego adwersarza, urzędującej głowy państwa. Tak być nie powinno, nie jest to dobre dla Polski, dla poziomu debaty i zaangażowania kandydatów. Człowiek, który idzie do tych wyborów z przekonaniem, że zwycięstwo ma w kieszeni, nie będzie miał realnej motywacji, aby być dla nas prezydentem jak najlepszym. Tylko realna konkurencja zapewnia wysoki poziom oferty. To rynkowa prawda, stara jak świat. Fatalną alternatywę Tusk-Kaczyński musi ktoś rozbić. Dla wyborcy liberalnego centrum lepiej, aby był to Andrzej Olechowski aniżeli przedstawiciel SLD. Kandydatura Olechowskiego nie jest idealna. Oceniam, że mój kandydat spełnia liberalne oczekiwania w 80-85%. To jednak sporo, gdyż poza FDP Guido Westerwelle trudno mi gdziekolwiek w Europie wskazać kogoś, kto spełniałby je w większym stopniu. Zaangażowanie Olechowskiego w program ekonomiczny liberalizmu nie budzi większych wątpliwości. Wobec tego, że nie jest zadaniem prezydenta prowadzić politykę gospodarczą, najistotniejsze jest tutaj to, iż Olechowski ma tendencję, aby wszelkie inicjatywy i projekty oceniać pod kątem ich znaczenia dla rozwoju i modernizacji Polski, szczególnie w zakresie nowoczesnych technologii. Bez wątpienia nie byłby prezydentem, który zawetuje rozsądną obniżkę podatków, lub pozwoli łupić obywateli dlatego, że rząd prowadził przez lata rozrzutną politykę finansową. W kwestiach obyczajowych u Olechowskiego zaszła ewolucja, która nie doprowadziła go jeszcze do całkowicie liberalnego punktu w stylu zachodnioeuropejskim. Jednak na tle polskiej sceny politycznej dziś jest on politykiem bardzo liberalnym, wyraźnie odróżniającym się od popisowskiego chóru konserwatystów, bojących się w jakiejkolwiek kwestii zająć inne stanowisko od kościoła katolickiego. Pomiędzy zwolennikami faktycznego ograniczenia zasady rozdziału państwa od kościołów a bojownikami wrogiej postawy wobec kościoła, Olechowski zajmuje najrozsądniejsze miejsce pośrednie. Propozycja wprowadzenia możliwości cywilnej rejestracji związków pozamałżeńskich, poparcie idei parytetów (czego sam, przyznaję, nie popieram) i sprzeciw wobec prób ograniczenia in vitro, to jasne, pierwsze sygnały w kierunku progresywnym. Ważnym plusem kandydatury Olechowskiego jest brak związków z jakąkolwiek z partii obecnego kartelu czterech sił sejmowych. Jest to rękojmia realnej szansy na prezydenturę polityczną, ale nie partyjniacką, ideowo jasno określoną, ale nie zaangażowaną w żenujące spory codziennej polityki, w szczególności neutralną wobec personalnych utarczek liderów PO i PiS. Współpraca Olechowskiego z SD to przejściowy sojusz polityczny, mający obu stronom ułatwić prowadzenie swoich kampanii. Jest on konieczny, gdyż partie kartelu czterech zamknęły dość skutecznie scenę polityczną przed nowymi inicjatywami i bezpartyjnymi kandydatami. W tym zakresie są dla siebie wzajemnie wiernymi sojusznikami, którzy pozorują tylko polityczny konflikt. Sojusz PiS i SLD w TVP jest tylko pogłębieniem i zawężeniem tej samej strategii. Dlatego SD pomoże Olechowskiemu w kampanii wyborczej, a on przyczyni się do wypromowania nazwisk szeregu kandydatów SD na wybory do Sejmu. Na tym jednak skończy się ten sojusz. Jako prezydent, Andrzej Olechowski na pewno nie będzie uzależniony od wpływów SD, być może nowej sejmowej partii po roku 2011. Pojawienie sie Olechowskiego w wyścigu wymusi także na Tusku i Kaczyńskim więcej debaty merytorycznej. Pomoże wyrwać te wybory z niszczącej polską politykę, jałowej alternatywy pomiędzy asekurantami i trędowatymi. Tuskowi nie uda się przekonać do głosowania na siebie za pomocą argumentu, że ten drugi jest przecież jeszcze gorszy. PO odczuwa duże obawy przed Andrzejem Olechowskim. Stworzenie wrażenia, że jedyną alternatywą wobec kandydatów PO we wszelkich wyborach są pisowcy było dotąd receptą na sukces Platformy, gdyż dla większości Polaków po 2005 roku oznaczało to, że alternatywy po prostu nie ma. Obecność Olechowskiego wytrąca PO z rąk najważniejszą broń, czyli wymuszanie głosów przez negatywny wybór Tuska jako „nie-Kaczyńskiego” i jedynego „obrońcę białego człowieka” przed „watahą dyplomatołków”. Teraz „biały człowiek” ma obrońców dwóch i może pomiędzy nimi w pierwszej turze wybierać, przebierać. Aby w takim starciu zyskać głosy, trzeba mieć argumenty pozytywne na rzecz własnego kandydata. Problem w tym, że najpóźniej od czasu wywalenia posłów PiS z komisji hazardowej, sceptycyzm wobec rządów Tuska rośnie, a jego poparcie, także osobiste, maleje. Przed premierem jeszcze długie miesiące niekomfortowej sytuacji, w której będzie musiał walczyć o głosy jako coraz bardziej odczarowany premier, a wraz z każdym kolejnym punktem procentowym poparcia dla Olechowskiego będzie tracił wizerunek jedynej możliwej tarczy przed powrotem PiS. Do tego dochodzi czysto strategiczna konstatacja. Otóż ten, kto chce wyeliminować z rozgrywki prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego, właśnie nie powinien w I turze głosować na Tuska. Głos na Tuska w I turze nie pozwoli zatrzymać Kaczyńskiego. Premier na ponad 50% głosów nie ma szans. Aby Kaczyńskiego się pozbyć trzeba, aby w I turze zajął dopiero trzecie miejsce. Wyprzedzić musi go dwóch konkurentów. Tusk wyprzedzi go na pewno, zatem każdy kolejny głos na Tuska, to głos pomagający Kaczyńskiemu dostać się do II tury. A tam, jakaś afera medialna w stylu Jacka Kurskiego, może wywołać dramat w postaci reelekcji. Za to poparcie Olechowskiego w I turze, nawet jeśli woli się Tuska, pomaga usunąć niebezpieczeństwo reelekcji już w turze pierwszej. Do tego zyskujemy coś jeszcze. Kampania przed II turą z udziałem Olechowskiego zamiast Kaczyńskiego będzie merytoryczną debatą o Polsce na wysokim poziomie. Także Tusk, uwolniony od wojennej logiki ze środowiskiem PiS, zyska na tle takiego konkurenta. Wyborcy zaś będą mieli realny wybór pomiędzy dwoma kandydatami o nieco odmiennych poglądach, ale nie będą czuć strachu przed rewolucyjnymi efektami takiego czy innego wyboru. W takich emocjonalnie i intelektualnie komfortowych warunkach wybór jest przemyślany i mądrzejszy. Dlatego warto namawiać wyborców PO o niepanegirycznym podejściu do jej lidera, aby poparli Andrzeja Olechowskiego w I turze, zaś w turze II dali sobie szansę na sensowny wybór. O strachu PO przed kandydaturą Olechowskiego świadczą także wczorajsze wypowiedzi Stefana Niesiołowskiego. Pełne emocji i przymiotnikowych inwektyw. Szkoda, ale właśnie ten polityk najmocniej mentalnie tkwi w logice „PO kontra PiS”, w systemie, w którym nie może być trzeciej alternatywy. Dla niego ewentualny sukces Olechowskiego to zawalanie się świata, który znał, pojął i w którym, po latach politycznej tułaczki, odnalazł swój sens i misję. Dlatego, że nie rozumie, jak ktoś może popierać inną opcję niż PO albo PiS (chyba, że sentymentalnie tkwi w PRL i popiera SLD lub ma takie interesy materialne, które skłaniają go ku PSL). Sugeruje, że kandydatura Olechowskiego to kandydatura „propisowska” i wręcz dywersja. Jakby patriotycznym obowiązkiem każdego Polaka spoza „żulii” było posłuszne oddanie głosu na Donalda Tuska. Niniejszym informuję posła Niesiołowskiego, że patriotyczne obowiązki nadal wielu z nas rozumie, jako użycie własnego rozumu i oceny, aby wybrać jak najlepiej dla kraju, nie jak najlepiej dla aktualnego premiera i jego politycznych ambicji. Tylko dzięki Olechowskiemu jest realna szansa na wyeliminowanie kandydata PiS z wyborów już w pierwszej turze i uniknięcie kampanii przed turą II w formule histerycznej próby wywołania skandalu i manipulowania wynikiem. Start Olechowskiego nie przysporzy głosów Kaczyńskiemu. Nawet jeśli by spowodował, że Tusk nie wygra w I turze, to nic wielkiego sie nie stanie. W 2005 roku Tusk wygrał już I turę. Był jak ten mistrz jesieni w lidze piłkarskiej, który potem dostaje lanie za laniem i wszystko przegrywa. Tylko dalsze błędy rządu i partii premiera, gafy jakich ostatnio nie brakowało, mogą pozbawić Tuska poparcia. Ponieważ taki scenariusz zużycia tego kandydata przed wyborami jesienią 2010 jest możliwy, a nawet prawdopodobny, start Olechowskiego jest konieczny, aby właśnie zablokować ewentualność reelekcji. Sam fakt pojawiania się zapotrzebowania na tego kandydata to oczywiste świadectwo zawodu oczekiwań Polaków po dwóch latach władzy PO. Nie sposób utrzymywać, ze po trzech latach ten zawód będzie mniejszy.
33
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (4)