Tygodnik "Wprost" informuje o kuszeniu stanowiskiem ambasadora Unii Europejskiej na Ukrainie posła Pawła Kowala. Była to jedna z propozycji złożonych mu przez Platformę Obywatelską: alternatywą było pierwsze miejsce na liście wyborczej do Parlamentu Europejskiego.
Choć próba budowania frontu jedności narodowej przez Platformę Obywatelaską i podkupowanie polityków innych partii może razić i przypomina korupcję polityczną, to sama koncepcja z funkcją dla Kowala jest dobra. Jest to polityk umiarkowany, niezwykle kompetentny w sprawach zagranicznych, jednocześnie skłonny do merytorycznej debaty z konkurentami politycznymi. Jako wicemistrer spraw zagranicznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego równoważył nieudolność Anny Fotygi i Karola Karskiego. Pozytywnie również zapisała się jego rola w budowaniu wraz z Janem Ołkdakowskim i Elżbietą Jakubiak - Muzeum Powstania Warszawskiego - nowoczesnej placówki muzealnej, która podaje twarde fakty historyczne w przystępny sposób i gromadzi relacje poprzednich pokoleń z okresu walki narodowowyzwoleńczeń.
Jest to zarazem polityk młody (rocznik 1975) i nieobciążony sporami z przeszłości. Dla Ukrainy, której system polityczny nie jest do końca stabilny, taki ambasador Unii Europejskiej byłby nieocenioną pomocą - człowiekiem, który pomaga przeprowadzić ten kraj do pełnej integracji euroatlantyckiej.
Dlatego, jeżeli rzeczywiście Radosław Sikorski miał koncepcję skorzystania z usług Pawła Kowala, należało to zrobić - chociażby w porozumieniu z Jarosławem Kaczyńskim. Są sprawy dla których warto budować zgodę narodową. Umieszczenie odpowiedniego człowieka w tak ważnym z punktu widzenia interesów Polski miejscu jak Kijów taką sprawą niewątpliwie jest.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)