Końcówka 2009 roku przyniosła jeszcze jedną dobrą wiadomość. Wieloletni lider Unii Wolności i Partii Demokratycznej, Władysław Frasyniuk, zapowiedział oficjalnie, iż włączy się w kampanię Olechowski 2010. Dla mnie jest to szczególnie dobra wiadomość, gdyż od wielu lat Frasyniuk jawił mi się jako ten polityk na polskiej scenie politycznej, którego poglądy w największym stopniu są zbieżne z moimi własnymi. (...) Władysław Frasyniuk sformalizował tym samym swoje odejście z Partii Demokratycznej, w której dokładnie tak jak ja upatruje ostrego skrętu w kierunku lewicy. (...) Przewodnicząca PD, Brygida Kuźniak, w komentarzu do decyzji Frasyniuka była łaskawa stwierdzić, że Frasyniuk w PD nie działa już od 2006 roku, więc to niewielka strata. Skoro to tak ocenia, to tylko potwierdza słabość własnej umiejętności ocen politycznych. Powodem obniżonej aktywności partyjnej Frasyniuka w ostatnich trzech latach jest bowiem to, że od czasu przejęcia jej sterów po nim przez Janusza Onyszkiewicza partia ta w całości przestała działać poza krótkimi mobilizacjami kampanijnymi u boku socjalistycznej lewicy.
Władysław Frasyniuk z nami!
Końcówka 2009 roku przyniosła jeszcze jedną dobrą wiadomość. Wieloletni lider Unii Wolności i Partii Demokratycznej, Władysław Frasyniuk, zapowiedział oficjalnie, iż włączy się w kampanię Olechowski 2010. Dla mnie jest to szczególnie dobra wiadomość, gdyż od wielu lat Frasyniuk jawił mi się jako ten polityk na polskiej scenie politycznej, którego poglądy w największym stopniu są zbieżne z moimi własnymi. To on w końcu podjął w latach 2002-2006 ciekawą, ale wskutek werdyktu wyborców w roku 2005, niestety nieudaną próbę budowy autentycznie liberalnej partii w Polsce, zarówno prorynkowej i antysocjalistycznej w kwestiach ekonomicznych, jak i wyraźnie progresywnej i niekonserwatywnej w problemach społeczno-obyczajowych. Poparcie polityka o tak jednoznacznie liberalnych i centrowych poglądach to poważne wzmocnienie grupy liberałów w politycznym obozie wspierającym kandydaturę Andrzeja Olechowskiego w najbliższych wyborach prezydenckich. Frasyniuk swoją obecnością bez wątpienia osłabi krytykę ze strony centrolewicowej, jakoby liberalizm Olechowskiego i jego zwolenników ograniczał się, jak w PO, do kwestii gospodarczych. Tak po prostu nie jest.
Władysław Frasyniuk sformalizował tym samym swoje odejście z Partii Demokratycznej, w której dokładnie tak jak ja upatruje ostrego skrętu w kierunku lewicy. Skręt ten zaczął się już wkrótce po rezygnacji Frasyniuka ze stanowiska szefa PD w 2006 roku (a parcie w tą stronę objawiło się jeszcze za jego czasów), ale dopiero w ostatnich miesiącach, po przejęciu kontroli na ta partią przez jej najbardziej lewe skrzydło, prolewicowa strategia wyborczo-koalicyjna tej partii poczęła jaskrawo odbijać się na jej postulatach i wystąpieniach merytorycznych, takich jak wezwanie do powiększanie deficytu budżetu i długu publicznego w obliczu kryzysu na rynku finansów. Nic więc dziwnego, że Władysław Frasyniuk skierował do kierownictwa topniejącej PD następujące uwagi:
„Od roku przyglądam się uważnie działalności nowego Zarządu PD, pamiętając o znaczeniu, jakie dla mnie osobiście ma Partia Demokratyczna. Wyjątkowo krytyczna ocena wewnętrznej aktywności władz partii, oraz głęboki sprzeciw ideowy, który budzi wybór Tomasza Nałęcza jako kandydata na Prezydenta RP, spowodowały, iż podjąłem decyzję o rezygnacji z członkostwa w Partii Demokratycznej.
Byłem i jestem zwolennikiem odwagi i otwartości w wyrażaniu poglądów. Uważam, iż zanikająca w polityce ideowość jest jednym z czynników głębokiego upadku polskiego życia publicznego. Unia Wolności, a potemPartia Demokratyczna były ugrupowaniami liberalnego centrum. Dotyczyło to nie tylko liberalizmu światopoglądowego, ale może przede wszystkim, gospodarczego.
Budowaliśmy swoją tożsamość na tożsamości wielkiego ruchu „Solidarności”, ponieważ olbrzymia większość naszych członków z tego ruchu czerpała swoje korzenie. Co to oznaczało? Oznaczało, iż mieliśmy odwagę walczyć o wolność kiedy tej wolności obywatele nie mieli i oddać ją całemu społeczeństwu w 1989 roku. Postawiliśmy na mądrość Tadeusza Mazowieckiego, który mówił, iż demokracja daje drugie życie. Nigdy nie oznaczało to jednak, iż zachorowaliśmy na grupową amnezję. Prawda, również historyczna, miała dla nas i dla mnie osobiście olbrzymie znaczenie.
Biorąc pod uwagę wszystkie te wartości nie znajduję żadnego logicznego argumentu popierającego wybór Tomasza Nałęcza jako kandydata Partii Demokratycznej na Prezydenta RP. Lewicowe, socjalne poglądy tego polityka, oraz obrona Stanu Wojennego, korespondująca z betonową postawą prezentowaną ostatnio przez polityków SLD, najlepiej pokazują jakdaleko jest mu do dotychczas postulowanych przez Partię Demokratyczną wartości. Pytanie zatem czy to nie koniunkturalizm i polityczna kalkulacja kierowały władzami PD przy wyborze tego kandydata. Niepokojące jest przy tym jawne łamanie statutu Partii Demokratycznej, który nie pozwala na podejmowanie takich decyzji bez zgody statutowych ciał (Rady Krajowej).
Zdecydowałem się poprzeć w wyborach prezydenckich Andrzeja Olechowskiego, który jest kandydatem zdecydowanie bliższym mi ideowo. Miałem wrażenie, iż podczas Nadzwyczajnego Kongresu partii we wrześniu tego roku członkowie Partii Demokratycznej w sondażu wyrazili tą samą opinię, popierając kandydaturę Olechowskiego. Zarząd partii postanowił jednak ten głos zlekceważyć, dając tym samym świadectwo , jak poważnie traktuje standardy demokratyczne.
Moja decyzja o wystąpieniu z Partii Demokratycznej jest konsekwencją dłuższego już funkcjonowania partii w kształcie, w którym jako jej były przewodniczący i współzałożyciel, nie znajduję własnej tożsamości”.
Mówiąc najkrócej, słowa te brzmią jak wyjęte mi z ust. Całkowicie zgadzam się z oceną Wladysława Frasyniuka i cieszę, że bardzo krótki okazał się okres gdy formalnie byliśmy w dwóch różnych obozach politycznych.
Przewodnicząca PD, Brygida Kuźniak, w formalnie poprawnym, ale kipiącym podskórnie ze złości (zaczęła od słów „Władku, wzajemnie. Szczerze, serdecznie dziękuję” :-) komentarzu do decyzji Frasyniuka była łaskawa stwierdzić, że Frasyniuk w PD nie działa już od 2006 roku, więc to niewielka strata. Skoro to tak ocenia, to tylko potwierdza słabość własnej umiejętności ocen politycznych. Powodem obniżonej aktywności partyjnej Frasyniuka w ostatnich trzech latach jest bowiem to, że od czasu przejęcia jej sterów po nim przez Janusza Onyszkiewicza partia ta w całości przestała działać poza krótkimi mobilizacjami kampanijnymi, gdy garstka jej liderów pojawiała się na lewicowych rautach jako solidarnościowy kwiatek do kożucha. Gdy PD nie istnieje jako taka, trudno stawiać jej działaczom zarzut, że występują w mediach w roli raczej np. dawnych opozycjonistów niż szeregowych członków prawie nieistniejącej i ignorowanej partii. Powodem zaś, dla którego Frasyniuk nie zaangażował się w tworzenie LiD czy aktywność po wyborze Kuźniak na szefową partii może być (i w świetle jego zacytowanego powyżej listu jest to chyba prawdopodobne) to, że z ideowych przyczyn nie poparł tego kursu PD. Członkowie partii politycznych mają prawo do indywidualnych ocen i udania się na „wewnętrzną emigrację”, choć pani Kuźniak wydaje się należeć do tych, którym to prawo uwiera.
Pani Kuźniak bardziej w roli kandydata na prezydenta liberalnego centrum widzi Tomasza Nałęcza niż Olechowskiego. Uważa, co jest absolutną bzdurą, że jest on bardziej „związany z politycznymi losami Demokratów.pl”! Człowiek, który był jednym z liderów list SLD-UP, gdy w roku 2001 partia ta prowadziła ostrą i gwałtownie negatywną kampanię przeciwko Unii Wolności jest bliższy historycznie UW/PD aniżeli człowiek, który poparł kampanię UW Balcerowicza w 1997 roku i był jej ważnym atutem. Trzeba zapytać z jakiej racji i jakie związki z naszym środowiskiem przed rokiem 2009 miał pan prof. Nałęcz. W tekście Kuźniak jest też element komediowy, gdy za „wielki walor” Nałęcza uznaje jego „uparte dążenie do wyłonienia jednego kandydata „na lewo od PO””. Ów walor to nie mniej, nie więcej jak otwarcie deklarowana wola jak najszybszego wycofania się z wyścigu prezydenckiego, zapewne w zamian za biorące miejsce na listach SLD w 2011 roku dla siebie i kilku liderów SdPl. Choć może i pani Kuźniak planuje start z list Napieralskiego. Tego nie wiem.
Wiem, że bardzo duża część działaczy PD nie popiera kandydatury Nałęcza, tak samo jak Władysław Frasyniuk. Są to ludzie, którzy pół roku temu nie przyłączyli się do naszej grupy w staraniach o usunięcie pani Kuźniak ze stanowiska i zatrzymanie dryfu PD na lewo, który doprowadził Demokratów już nawet w okolice czegoś takiego jak Unia Lewicy. Być może dziś tego żałują, gdy widzą, jak podejmowana jest próba narzucenia im kandydata, który wydaje się nie mieć poparcia większości w Radzie Krajowej PD. Szkoda, bo wspólnie mieliśmy w czerwcu w tej partii większość. A tak, Brygida Kuźniak ma wszelkie szanse na to, aby przeforsować swoją mniejszościową, prolewicową strategię, dzięki temu, że jedna z grup opozycyjnych wobec niej zgłasza swój sprzeciw dopiero po odejściu z partii grupy pierwszej.
Tomasz Nałęcz zapewne wkrótce wycofa się z wyścigu i przekaże swoje głosy Szmajdzińskiemu. Zachęcam tych w PD, którzy nie są zainteresowani wchłonięciem ich przez SLD, do poparcia Andrzeja Olechowskiego i, jeśli jego kampania odniesie sukces, zasilenia list SD w wyborach parlamentarnych 2011. Pójdźcie drogą Władysława Frasyniuka!



Komentarze
Pokaż komentarze (1)