Rostowski w swoim wigilijnym artykule ogranicza się do tego, aby przedstawić plany rządu i powtórzyć, że nie jest w stanie ich zrealizować dopóki z Pałacu nie zasiądzie osoba „odpowiedzialna”. Twierdzi, że adresatem krytyki jest Lech Kaczyński, nie jego rząd. To nadużycie. Fakt, iż Polska ma kiepskiego prezydenta nie jest i nie może być alibi dla nieróbstwa rządu.Apelują, to zbeształ Minister finansów i zwolennik kompleksowej inwigilacji Polaków przez państwowe służby, Jacek Rostowski, postanowił w samą Wigilię Świąt Bożego Narodzenia odpowiedzieć na apel szeregu ekonomistów, którzy dość przytomnie wezwali rząd do reform strukturalnych w finansach państwa i systemie emerytalnym celem uniknięcia stagnacji polskiej gospodarki w coraz bardziej niedalekiej przyszłości. Minister i zwolennik postanowił odpowiedzieć besztając świątecznie tych ekspertów, sugerując, że eksperci od ekonomii generalnie są dość marni, gdyż wielu wieszczyło (czytaj:przestrzegało) przed skutkami kryzysu globalnego w Polsce, który przecież kraj nasz ominął, czego minister i zwolennik Rostowski był od początku jako najlepszy ekonomista w kraju i jasnowidz absolutnie pewien. I tym razem, zdaniem Rostowskiego nie ma większych zagrożeń dla przyszłości finansów publicznych w kraju, gdyż rząd Tuska z problemu zdaje sobie sprawę, wie, co się święci i choć nie może i nie chce nic z tym na razie robić, bo idą wybory prezydenckie (czyli bój życia premiera), to przecież stoi na straży. Jak świetny to rząd, pokazał wynik meczu z kryzysem: Polska-kryzys 1:0. Problem w tym, że aby dać Polsce szansę, na dość łagodne przejście przez kryzys rząd potrzebował zasadniczo powstrzymać się od działania. Zacofanie naszych rynków finansowych i mało kreatywna oferta polskich banków okazały się zbawienne, więc wystarczyło tylko nie małpować nierozsądnych posunięć rządów na Zachodzie, które doprowadziły swoje finanse do katastrofalnych długów. Aby natomiast zabezpieczyć kraj przed zagrożeniem związanym z niewydolnością systemu emerytalnego bezczynność już nie wystarczy. Tutaj prognozy sformułować jest o tyle łatwiej, że procesy demograficzne są dużo bardziej długofalowe od dynamiki kryzysu finansowego. O ile nie zaczniemy w najbliższych dwóch dekadach umierać masowo przed 60-tym rokiem życia lub rodzić po 3-4 dzieci w każdej rodzinie, system emerytalny w obecnym kształcie nie wytrzyma ciężaru zobowiązań. Rostowski ogranicza się zaś do tego, aby przedstawić plany rządu i powtórzyć, że nie jest w stanie ich zrealizować dopóki z Pałacu nie zasiądzie osoba „odpowiedzialna”. Twierdzi, że adresatem krytyki jest Lech Kaczyński, nie jego rząd. To nadużycie. Fakt, iż Polska ma kiepskiego prezydenta nie jest i nie może być alibi dla nieróbstwa rządu. Także Lech Kaczyński nie jest politykiem głupim i wie, że liczba ustaw, które może zawetować jest ograniczona. W pewnym momencie nie do uniknięcia jest furia opinii publicznej przeciwko prezydentowi, który wetuje wszystko dla zasady zaszkodzenia przeciwnikowi politycznemu. Być może Kaczyński nie ma już złudzeń, że może uzyskać reelekcję i dziś nie ma nic do stracenia. Ale przed dwoma laty czy półtora roku temu tak nie było. Kaczyński wtedy na pewno wierzył i snuł plany na kolejna kadencję, miał wolę walki. Nie mógł wtenczas dopuścić do tego, aby zaszkodzić sobie samemu ślepym wetowaniem wszystkiego, co popadnie. Niektóre ustawy musiałby podpisywać. Problem w tym, że aby tak się stało, rządowa większość w parlamencie musiałby mu je była dostarczać, wręcz go nimi bombardować i postawić wobec niewypowiedzianego szantażu, politycznej presji podpisania niektórych reform. Kaczyński ugiąłby się nie raz. Niestety rząd, PO i PSL postanowiły zwolnić go z tej niewygodnej sytuacji i postawiły na bezczynność. Dla obu stron to sytuacja wygodna. Platforma może, jak próbuje to robić minister i zwolennik Rostowski, licząc na to, że adresat jego wigilijnego artykułu jest głupcem, sugerować, że zrobiłaby nam już dawno raj na ziemi, gdyby nie „groźba weta”, zaś Kaczyński może śmiało rzeczywiście wetować wszystkie inicjatywy PO, skoro są nieliczne, wobec czego nie musi tego robić często i narażać się zbytnio opinii publicznej. W końcu, skoro do czasu zmiany prezydenta, a więc grudnia 2010, nie ma szans na jakąkolwiek sensowną pracę w polskim rządzie, to może warto (gwoli przyzwoitości) znieść do tego czasu urząd ministra finansów (budżet wszak już gotów) i zaprzestać pobierania płac z podatków za siedzenie z założonymi rękoma i czekanie. Skoro nie może Pan realizować swojego programu, to niech się Pan poda do dymisji, Panie Ministrze. Oceniając Pański całokształt, trzeba rzec, że takowa dymisja przydałaby się.
polskaliberalna.net
merkuryusz.pl
REDAKTOR NACZELNY: Bogumił Kolmasiak
REDAKTOR NACZELNY WYDANIA ZAGRANICZNEGO: Agnieszka Gmiter
WYDAWCA: STOWARZYSZENIE DEMOKRATYCZNA FRAKCJA MŁODYCH
ZAST. REDAKTORA NACZELNEGO: ADAM FULARZ
OBECNI I BYLI WSPÓŁPRACOWNICY Paweł Krężołek, Janusz Wdzięczak, prof. Marek Rocki, dr Robert Gwiazdowski, dr Robert Suski, Wojciech Popiela, Piotr Beniuszys, Andrzej Potocki, Aviv Steinmetz, Marek Tomsia, Marcin Kotowski,Marcin Kwaśniewski,M. Kosek, B. Wasilewski,Flanky, Gigabyte, MAC, Marcin Celiński, Sławomir Potapowicz, Witek Mossakowski, Piotr Dwojacki, S.Sipowicz,Maciej Iwanicki,,Michał Musur, Jędrzej Kulig
WERSJA WORLD:
Komentarze
Pokaż komentarze (1)