Dzisiejsze przesłuchanie posłanki Beaty Kempy (PIS) przed komisja śledczą było pokazem braku profesjonalizmu i ostatecznym pogrzebaniem szans na to, że komisja hazardowa jest w stanie cokolwiek wyjaśnić. Mirosław Sekuła jako przewodniczący komisji hazardowej utracił kompletnie autorytet byłego szefa NIK-u, a stał się zwykłym partyjnym urzędnikiem.
Nie chodzi tu o nic więcej, jak o zablokowanie dotarcia do prawdy.
Komisja niczym niegdyś Palikot próbuje dostarczać widzom kolejnych wrażeń, tylko dalekich od problemów Mira i Zbycha.Bo tak naprawdę co wspólnego z wyjaśnieniem sprawy pisania ustawy hazardowej w Polsce ma długotrwała dyskusja na temat wykształcenia posłanki Kempy.
W tej sprawie nie ma znaczenia kto popiera PIS a kto Platformę. Obserwujemy fakt totalnego niszczenia ważnych narzędzi ustrojowych kontroli władzy wykonawczej przez ustawodawczą.
Powoduje to, że eżeli dojdzie do prawdziwego kryzysu Państwa idącego dalej niż pisanie jednej - nikt już nie odważy powołać się żadnej komisji śledczej.
Sama Platforma wystawia sobie nienajlepsze świadectwo. W najbliższym czasie będziemy mogli obserwować zjawisko w którym nawet najbardziej przychylne media skończą z parasolem ochronny, w trosce o słupki oglądalności i pokażą prawdziwe oblicze PO.
Oblicze, które może kojarzyć się z SMS-em wysłanym przez jednego z członków KRRiT po przesłuchaniach po Aferze Rywina w 2001 roku. Przypomnę młodszym czytelnikom jego treść: "Chwała nam i naszym kolegom, ch... precz".
Rolę tytułowych męskich narządów odgrywali, zdaniem autora tych słów, ministra Halbera śledczy - również Jan Rokita z Platformy Obywatelskiej. Teraz młodsi stażem partyjnym koledzy Rokity przejęli taktykę Czarzastego, Kwiatkowskiego i Halbera.
Cóż, władza demoralizuje.
Bogumił Kolmasiak



Komentarze
Pokaż komentarze (3)