Polskaliberalna.net - Merkuriusz Polski Polskaliberalna.net - Merkuriusz Polski
57
BLOG

Beniuszys: Liberalna Brytania

Polskaliberalna.net - Merkuriusz Polski Polskaliberalna.net - Merkuriusz Polski Polityka Obserwuj notkę 2

 

 

PIOTR BENIUSZYS

PIOTR BENIUSZYS

Zarówno Partia Pracy, jak i torysi w ostatnich dniach wysyłają sygnały gotowości do podjęcia się zadania budowy rządu koalicyjnego w następnej Izbie Gmin. W każdym przypadku, w takiej sytuacji, brytyjscy liberałowie po raz pierwszy od lat 20-tych minionego stulecia przejęliby współodpowiedzialność za rządy w tym kraju.

Liberalna Brytania?

Coraz częściej pada to pytanie w brytyjskich mediach. Wraz z postępującym kurczeniem się sondażowej przewagi Partii Konserwatywnej nad Partią Pracy maleje prawdopodobieństwo, że David Cameron zdoła uzyskać stabilną większość w następnej Izbie Gmin. Obwołany już zwycięzcą wyborów w 2010 roku polityk, przez polskie media tytułowany wręcz „zapewne przyszłym premierem Wielkiej Brytanii”, sam staje się świadomy tego, że być może czeka go porażka. Nie będzie to klęska, torysi prawdopodobnie utworzą w następnej Izbie największą frakcję. Jednak jeśli ktoś przygotowuje się od lat do wyborów, nadaje partii świeży image i nowoczesny połysk poprzez wystosowanie przeprosin za uchwalone w czasach Thatcher prawo dyskryminujące homoseksualistów czy zmusza partię zatwardziałych krytyków koncepcji globalnego ocieplenia do przyjęcia proekologicznego programu i w końcu od wielu miesięcy jest niekwestionowanym liderem sondaży i zwycięzcą szeregu wyborów uzupełniających oraz wyborów do PE, to zawód oczekiwań uzyskania większości mandatów w Izbie Gmin musi być dlań wielkim rozczarowaniem. A w obowiązującym aktualnie w UK systemie głosowania większościowego w jednomandatowych okręgach wyborczych, których granice wytyczone w latach 90-tych w sposób dla laburzystów nadzwyczaj korzystny, torysi muszą osiągnąć zwycięstwo wyraźne, aby uzyskać większość w parlamencie. Takie zwycięstwo wymyka się im z rąk. Coraz większy jest sceptycyzm wobec konserwatywnych planów, bez wątpienia koniecznych, cięć wydatków budżetowych, które w bardzo małym stopniu dotknęłyby żywotnych interesów politycznej klienteli torysów, czyli ludzi najbogatszych, za to uderzyłyby w średnio zarabiających. W efekcie tego wszystkiego, aktualna tendencja opinii publicznej uprawdopodobnia scenariusz tak zwanego hung parliament, czyli Izby bez większości dla którejkolwiek z partii.

Brytyjski zwyczaj w takich sytuacjach skłania ku temu, aby najsilniejsza partia stworzyła wówczas rząd mniejszościowy. Bez wątpienia byłaby to dla Camerona sytuacja bardzo niewygodna, szczególnie gdyby w parlamencie powstała faktyczna większość złożona z partii opozycyjnych. W niejednej kwestii taką większość mogliby stworzyć labourzyści i Liberalni Demokraci. Cameron mógłby próbować lawirować, gdyż z obiema partiami ma w niektórych miejscach punkty styczne, ale i tak byłby raczej zmuszony wkrótce ogłosić kolejne wybory. W nich jednak to na jego partii ciążyłby balast ugrupowania rządzącego.

Wiele znaków jednak wskazuje na inną możliwość. Mianowicie zarówno Partia Pracy, jak i torysi w ostatnich dniach wysyłają sygnały gotowości do podjęcia się zadania budowy rządu koalicyjnego w następnej Izbie Gmin. W każdym przypadku, w takiej sytuacji, brytyjscy liberałowie po raz pierwszy od lat 20-tych minionego stulecia przejęliby współodpowiedzialność za rządy w tym kraju. Byłby to bodaj (nie licząc oczywiście„koalicji narodowych” obowiązujących w czasach trwania wojen światowych) pierwszy brytyjski rząd koalicyjny od czasów rządów Peela w latach 40-tych XIX wieku, gdy koalicję z Partią Liberalną założyła lewa frakcja torysów przeciwna protekcjonizmowi w obrocie zbożem z zagranicą (politycy ci jednak wkrótce przeszli do liberałów). Antycypując taki obrót spraw, warto zastanowić się jaką strategię powinni przyjąć liberałowie.

Są trzy opcje. Pierwszym jest odmowa udziału w rządach. Wówczas mamy dwa warianty. Pierwszy to zawarcie umowy o wspieraniu określonego rządu w Izbie na zasadzie jego tolerowania. Bardzo nikłe prawdopodobieństwo. Liberałowie nie przedłużą w taki sposób agonii rządu Gordona Browna, na którym wieszają od lat psy (zwykle z bardzo dobrych powodów). Byłoby to polityczne sepuku dla partii, której poparcie sięga 20% i składa się głównie z krytyków obecnego premiera. Jednak dopuszczenie w taki sposób do władzy konserwatystów, których wyborcy liberałów uważają za wroga numer 1, także jest nie do wyobrażenia. W grę wchodzi zatem drugi wariant. Odwołując się do tradycji brytyjskiej, liberałowie mogą uznać prawo zwycięzcy wyborów (najprawdopodobniej Camerona) do powołania rządu mniejszościowego, zagwarantować, że nie obalą go np. przez pierwszych 100 dni, ale nie składać obietnicy tolerowania w ramach swoistej koalicji parlamentarnej. To scenariusz bardzo możliwy, ale dla samego Camerona, jak pisałem, szalenie ryzykowny. Poza tym, powstanie de facto ubezwłasnowolnionego rządu nie jest dobre dla kraju, który boryka się z tak poważnym kryzysem finansów publicznych, jak dziś Anglia, który potrzebuje rządu na tyle silnego, aby poczynić konieczne oszczędności.

Pozostają dwie pozostałe opcje, czyli utworzenie rządu koalicyjnego. Albo z torysami, raz. Albo z Labour, dwa. Dlaczego dla liberałów utworzenie koalicji z konserwatystami byłoby trudne politycznie już pisałem. Jednak wejście do rządu, które wymagałoby umowy i kompromisów programowych, byłoby dla szefa LibDemsów Nicka Clegga łatwiejszym przedsięwzięciem aniżeli tolerowanie samodzielnego i realizującego program torysów w czystej postaci rządu mniejszościowego. Clegg mógłby pokazać, że skutecznie zmodyfikował plany Camerona i zabezpieczył istotne interesy ludzi o średnich dochodach ze średniej wielkości ośrodków, najważniejszej klienteli liberałów w Wielkiej Brytanii. W kwestii podejścia do problemu cieć w wydatkach socjalnych Cleggowi łatwiej byłoby się porozumieć z prawicą niż z Brownem. Ale ilość raf przy wyborze tej opcji jest spora. To po pierwsze kwestie polityki wobec Unii Europejskiej, stosunku do zmian wprowadzonych przez traktat lizboński, do idei pogłębiania integracji w Europie w ogóle. Tutaj obie partie leżą na przeciwległych biegunach brytyjskiej polityki. Niewiele lepiej jest z problematyką metod walki z terroryzmem i, szerzej, z obchodzeniem się z kwestią wyboru: prawa obywatelskie versus zabezpieczenia antyterrorystyczne. Trudno wyobrazić sobie konsensus w sprawie imigracji z gwałtownie ksenofobiczną torysowską prawicą. W końcu, we współpracy z torysami nie ma szans na reformę systemu politycznego w Wielkiej Brytanii. Nie chodzi tu tylko o wybieralność lub likwidację Izby Lordów, ale przede wszystkim o ordynację większościową do Izby Gmin. Pomimo tego, że ewentualny wybór hung parliament musi ostatecznie pogrzebać mit o tym, że w UK jest system dwupartyjny, a w systemie wielopartyjnym zasadność używania ordynacji JOW jest żadna, torysi nie zdecydują się na reformę prawa wyborczego. Podczas gdy liberałowie są od trzech dekad boleśnie krzywdzeni przez JOW, tak torysi muszą być świadomi, że tylko za ich sprawą mogą mieć nadzieję na uzyskanie w przyszłości ponownie większości absolutnej w Izbie Gmin. Nie zrezygnują z tego. To wydaje się przekreślać koalicję centroprawicową w Anglii.

 

Opcja trzecia, koalicja Lib-Lab jest najbardziej prawdopodobna. Obie partie znajdą kompromis w sprawie ordynacji wyborczej w postaci mieszanej metody przeliczania głosów na mandaty. Choć dla Labour, tak samo jak dla torysów, w JOW jedyna nadzieja na samodzielne rządy kiedyś tam, to w ich przypadku jasne jest, że przez najbliższe 10-20 lat takiego poparcia jak w czasach Blaira nie uzyskają. Ewentualnie więcej sensu ma postawienie na długą współpracę koalicyjną z liberałami. W kwestiach europejskich i imigracyjnych liberałowie łatwiej znajdą tu wspólny tok rozumowania niż z torysami. W kwestii ochrony praw obywatelskich przed inwigilacją państwa bojącego się terroryzmu będzie równie trudno, ale używając argumentu kosztów uda się zapewne powstrzymać wybujałe projekty tworzenia coraz to nowych baz danych o obywatelach. Najtrudniej o porozumienie byłoby w normalnych warunkach w kwestiach ekonomicznych i polityki socjalnej. Ale aktualna sytuacja brytyjskich finansów nie pozostawia złudzeń nawet żadnemu socjaliście, iż cięcia i oszczędności są konieczne. To dobrze, jeśli rząd Lib-Lab nadałby im kształt taki, aby osoby średnio i mało zarabiające straciły na tym mniej niż najbogatsi. Zresztą, w porównaniu z krajami kontynentu, brytyjscy socjaldemokraci są stosunkowo najmniej prosocjalni i liberałom powinno tam być łatwiej się z nimi porozumieć.

Kolosalną rafą dla tego planu jest w zasadzie tylko Gordon Brown. Od dawna był tym politykiem w Partii Pracy, który najgorzej wypowiadał się o liberałach i torpedował próby współpracy z nimi podejmowane w pierwszych latach rządów przez Blaira (komisja Jenkinsa). Poza tym jest niepopularnym, słabym premierem, którego liberałowie nie bez powodu krytykują. Dlatego warunkiem brzegowym dla takiej koalicji byłoby obsadzenie na czele rządu innego polityka labourzystów (jeśli oczywiście w ogóle uzyskają w wyborach przed liberałami drugie miejsce). Uzasadnieniem tego byłoby także przede wszystkim to, że w końcu Brown byłby jako premier przegranym wyborów 2010.

Jest pewne prawdopodobieństwo, że podobnie jak przed kilkoma miesiącami w Niemczech, także w Wielkiej Brytanii liberałowie przejmą współodpowiedzialność za rządy w wielkim europejskim kraju. Na czele takiego rządu osobiście widziałbym aktualnego szefa MSZ Davida Millibanda, którego następcą w Foreign Office winien zostać Nick Clegg. Szefem finansów zaś, w końcu, zostałby powszechnie na Wyspach szanowany i popularny Vince Cable.

polskaliberalna.net merkuryusz.pl REDAKTOR NACZELNY: Bogumił Kolmasiak REDAKTOR NACZELNY WYDANIA ZAGRANICZNEGO: Agnieszka Gmiter WYDAWCA: STOWARZYSZENIE DEMOKRATYCZNA FRAKCJA MŁODYCH ZAST. REDAKTORA NACZELNEGO: ADAM FULARZ OBECNI I BYLI WSPÓŁPRACOWNICY Paweł Krężołek, Janusz Wdzięczak, prof. Marek Rocki, dr Robert Gwiazdowski, dr Robert Suski, Wojciech Popiela, Piotr Beniuszys, Andrzej Potocki, Aviv Steinmetz, Marek Tomsia, Marcin Kotowski,Marcin Kwaśniewski,M. Kosek, B. Wasilewski,Flanky, Gigabyte, MAC, Marcin Celiński, Sławomir Potapowicz, Witek Mossakowski, Piotr Dwojacki, S.Sipowicz,Maciej Iwanicki,,Michał Musur, Jędrzej Kulig       WERSJA WORLD:

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka