Polskaliberalna.net - Merkuriusz Polski Polskaliberalna.net - Merkuriusz Polski
34
BLOG

Beniuszys: Kreatywne rządy

Polskaliberalna.net - Merkuriusz Polski Polskaliberalna.net - Merkuriusz Polski Polityka Obserwuj notkę 6

Michał Boni podkreśla, że PO posiada „wolę reformowania”. Sam fakt, że to podkreśla i przedstawia jako powód głosowania na Platformę w wyborach 2011 roku, już świadczy o tym, że ten wycinek rzeczywistości trzeba zaklinać. Członkowie rządu muszą zdawać sobie sprawę z tego, że ich ekipa do historii przejdzie raczej jako administrator niż kreator polskiej rzeczywistości, podobnie jak rządy SLD i PSL w zmarnowanych latach 1993-97.

Nie ma już miejsca na idee w polskiej polityce. Nie może być jeśli od kilku tygodni los pani Kempy w komisji śledczej jest tematem przewodnim, a czołowa dziennikarka TVN24 zaprasza polityków PO na wywiady tylko po to, aby wypytywać o ocenę werbalnych wynurzeń Janusza Palikota, schłodzenie w stosunkach Tusk-Schetyna i oczywiście o los owej pani Kempy, a w szczególności jej wykształcenie. Nie może być dla idei miejsca, jeśli przedstawiciele rządu chórem za największe osiągnięcie dwulecia władzy PO uznają budowę gminnych boisk i uznają to za „skok cywilizacyjny”. Politykę w Polsce robi się dziś dla ludzi polityki nieznoszących, bo tacy stanowią większość. Gdy już w debacie pojawiają się elementy poważne, takie jak projekt zmiany kształtu ustroju, to generalnie po to, aby od wydarzeń głównych typu los Kempy odwrócić uwagę opinii publicznej. Smutne to, ale jest to konsekwencja jakościowej zmiany, która w mijającej dekadzie zaszła w polskiej klasie politycznej. Po prostu, każdy ma tendencję do zajmowania się tym, z czym jest w stanie sobie intelektualnie poradzić.


Człowiekiem, który w takim otoczeniu musi czuć się nieco jak odszczepieniec, jest Michał Boni. Zaprawdę do niewielu polityków z pierwszej linii można, tak jak w jego przypadku, śmiało przypisać określenie „ekspert”. Boni na czymś się zna i już to czyni go dla rządu bezcennym, bo wyjątkowym. Jednak, oczywiście, jest Boni członkiem aktualnej ekipy i choć za kulisami próbuje walczyć z wiatrakami w postaci poronionych pomysłów w rodzaju odebrania większości naszej składki emerytalnej w II filarze OFE, to w publicznych wystąpieniach jest zobowiązany, aby bilans działań rządu przedstawiać różowo. Dlatego nie mogę nie mieć uwag do treści i stylu jego wypowiedzi dla „GW” sprzed dwóch dni.


Pod adresem ekonomistów, którzy pod koniec ubiegłego roku wystąpili do rządu z apelem o przyspieszenie działań związanych z reformowaniem finansów publicznych, a także chyba wobec Leszka Balcerowicza Boni kieruje cierpkie słowa. Odpowiada na ich sugestie nietrafnym kontrargumentem o tym jak dobrze Polska wyszła z kryzysu. Owszem, nikt rozsądny temu nie zaprzeczy. Jednak wspomniane apele odnoszą się do tego, co Polskę z przyczyn choćby demograficznych niechybnie czeka w przyszłości i tego jak można, przynajmniej do pewnego stopnia, najgorszym spośród realnych scenariuszy przeciwdziałać, dziś. Z tego punktu widzenia aktualna sytuacja nie jest zbyt istotna, a korzystne dla nas porównania z innymi krajami są już zupełnie bez znaczenia. Nie wiem też po co epitety w rodzaju „przemądrzali guru” czy „byli politycy”.


Michał Boni podkreśla, że PO posiada „wolę reformowania”. Sam fakt, że to podkreśla i przedstawia jako powód głosowania na Platformę w wyborach 2011 roku, już świadczy o tym, że ten wycinek rzeczywistości trzeba zaklinać. Członkowie rządu muszą zdawać sobie sprawę z tego, że ich ekipa do historii przejdzie raczej jako administrator niż kreator polskiej rzeczywistości, podobnie jak rządy SLD i PSL w zmarnowanych latach 1993-97. Z taką różnicą, że gabinet Tuska nie zmarnował lat tłustych jak ówczesne rządy czy gabinety PiS w latach 2005-7, a raczej zmagał się w sposób rozsądny z kryzysem finansów, co oczywiście zaliczam lojalnie na plus i za sprawą czego jest to rząd lepszy o wymienionych, średni zamiast fatalny.


Jednak wydaje się, że liczba szans zaprzepaszczonych też jest spora. Minister Boni przywołuje oczywiście przykład reformy pomostówek, o którym nie bez racji mówi jako o najważniejszej reformie ostatnich ok. 5 lat. Ale nie sposób wpisać tego w rubrykę „odważne reformy rządu Tuska”, jeśli pamiętamy (Boni nie pomaga o tym pamiętać, gdyż przemilcza ten fakt, tak samo jak jego koledzy z rządu), że ta legislacja ujrzała światło dzienne tylko dlatego, że wcześniejsza ustawa była obwarowana limitem czasowym i traciła ważność. Gdyby straciła bez uchwalenia nowej, to sytuacja socjalna wielu ludzi byłaby gorsza. Zatem rząd Tuska przeforsował dość mądrą ustawę, ale z musu, nie autonomicznej woli reformowania kraju.


Podstawowy problem to zapobieżenie dalszemu pogłębianiu się zadłużeniu finansów publicznych. Tutaj można odróżnić dwie możliwe strategie. Pierwsza droga to ta, o której mówi konsekwentnie Balcerowicz i którą ja popieram. Realne, choć trudne reformy, które poprzez zmiany strukturalne będą przez dziesięciolecia zapobiegać produkowaniu nadmiernie deficytowych budżetów i wzrostowi długu. Wielokrotnie wymieniano konieczne w tym celu przedsięwzięcia, z likwidacją KRUS i podatkowo-składkowego uprzywilejowania rolników oraz likwidacją przywilejów emerytalnych na czele. Warto byłoby także wrócić do pomysłu Jerzego Hausnera, który proponował kontrolę zasadności przyznanych rent, jako że rencistów jest w Polsce dziwnie wielu. Boni uważa takie podejście, obce, bądźmy szczerzy, rządowi, za nierozważne. Wskazuje na przykłady ludzi, którym na początku lat 90-tych zmieniano warunki finansowe i brutalnie weryfikowano różne plany. Wtedy były jednak inne czasy, a i społeczeństwo dużo uboższe. Problem leży jednak gdzie indziej. Otóż Boni, jak Tusk, wydaje się nie wierzyć Balcerowiczowi, gdy ten mówi, że odważne reformy można przeprowadzić politycznie, jeśli włoży się wystarczająco dużo pracy i energii w odpowiednie wyjaśnienie przyczyn ich konieczności i konsekwencji zaniechań wyborcom. Szczególnie w roku 2010, gdy Polacy są świeżo po odrzuceniu najbardziej populistycznych ofert politycznych w dziedzinie ekonomii i polityki społecznej, w postaci LPR, a zwłaszcza Samoobrony, można ufać, iż polski wyborca wyrobił się nieco i nauczył się na samoobronowym błędzie tyle, że będzie bardziej otwarty na racjonalne i uczciwe argumenty. Polacy bogacą się i pogłębiają jednak swoją wiedzę o problemach ekonomicznych. Gdy w efekcie kryzysu widmo bankructwa poczęło zaglądać w oczy całym krajom takim jak Islandia, Grecja czy Łotwa, polski wyborca łatwiej zaakceptuje tezę, że państwo nie ma nieograniczonych możliwości w zakresie dawania ludziom pieniędzy, a pewne zmiany muszą nastąpić, jeśli nie chcemy obudzić się w świecie, w którym Polska nie ma po prostu środków na emerytury i pensje budżetówki, o zasiłkach socjalnych nie wspominając. Niektóre kraje już się w takim świecie obudziły i muszą ratować się kredytami z międzynarodowych instytucji. A trudne reformy i tak muszą przeprowadzać, tyle że zbyt późno.


Druga droga to droga kosmetycznych korekt, tak aby w trudniejszych latach 2010 i 2011 utrzymać dług minimalnie pod owym progiem 55% PKB, a potem się zobaczy co dalej. Niestety, obawiam się, że decyzja na rzecz tej opcji przez rząd Tuska została już podjęta. W swoim wywiadzie Boni mówi dwukrotnie o problemie „niewłaściwego” obliczania poziomu zadłużenia państwa polskiego. Gabinet planuje zmianę klasyfikacji długu publicznego. Pieniądze płynące z budżetu do OFE miałyby nie być księgowane jako wypływy i wirtualnie być liczone jako element finansów publicznych, choć budżet nie będzie nimi przecież mógł dysponować. W ten sposób nie robiąc nic, jak tylko zmieniając interpretację rzeczywistości, rząd „zredukuje” za jednym posunięciem dług o nawet 100 miliardów złotych. Ponadto przy budżecie, w jakiejś wspólnej puli, będą pozostawać pieniądze przeznaczone dla różnorakich agencji, gdyż agencje te często zamrażają część środków na kontach. Słusznie, pomimo tego, że oczywiście przytłaczającą większość tych agencji należy po prostu zlikwidować (kolejny niezrealizowany postulat PO, tak stary, że już nikt go nie pamięta). Ale powtarzam, od tego państwu nie przybędzie pieniędzy, a realny dług pozostanie bez zmian, tak samo jak jego tendencja, aby dalej rosnąć w sporym tempie. Zadziwiająco szybko sprawdza się prognoza szefa SD Pawła Piskorskiego, zgodnie z którą w roku bieżącym rząd skupi się na walce z długiem za pomocą „papierowych operacji”.


Jestem w opozycji do tego rządu, ale nie w opozycji do ministra Boniego. Trzymam kciuki za jego pracę, bo ma wiele bardzo pożytecznych pomysłów. Oby tylko nie udało się jego kolegom zaszczepić w nim politycznego strachu przed reformami.

polskaliberalna.net merkuryusz.pl REDAKTOR NACZELNY: Bogumił Kolmasiak REDAKTOR NACZELNY WYDANIA ZAGRANICZNEGO: Agnieszka Gmiter WYDAWCA: STOWARZYSZENIE DEMOKRATYCZNA FRAKCJA MŁODYCH ZAST. REDAKTORA NACZELNEGO: ADAM FULARZ OBECNI I BYLI WSPÓŁPRACOWNICY Paweł Krężołek, Janusz Wdzięczak, prof. Marek Rocki, dr Robert Gwiazdowski, dr Robert Suski, Wojciech Popiela, Piotr Beniuszys, Andrzej Potocki, Aviv Steinmetz, Marek Tomsia, Marcin Kotowski,Marcin Kwaśniewski,M. Kosek, B. Wasilewski,Flanky, Gigabyte, MAC, Marcin Celiński, Sławomir Potapowicz, Witek Mossakowski, Piotr Dwojacki, S.Sipowicz,Maciej Iwanicki,,Michał Musur, Jędrzej Kulig       WERSJA WORLD:

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka