PIOTR BENIUSZYS (polskaliberalna.net):
Misiaki i koziołki harcują, czyli miłe końca początki
Jak w przypadku każdej ekipy rządzącej, także od liderów PO, wielokrotnie w pierwszych dniach sprawowania władzy słyszeliśmy o „wysokich standardach”, „nowej jakości moralnej” i „surowych wymaganiach wobec własnych członków”. Jest to rytuał w polskiej polityce, po którym standardowo rzeczywistość boleśnie sprowadza na ziemię autorów tych uroczystych zapewnień. W ostatnich dniach na ziemię sprowadzony został Donald Tusk, który swoich politycznych przyjaciół upilnować ani nie mógł, ani pewnie nawet nie chciał. Inaczej priorytetem jego kalendarza nie byłaby gra w piłkę. Inaczej już dawno zareagowałby na opisywany parokrotnie proceder pisania konkursów pod konkretne osoby z PO w warszawskim ratuszu od czasów przejęcia władzy przez Hannę Gronkiewicz-Waltz.
Mit o uczciwości PO jest tylko mitem. Kto nie wierzy, niech dokładnie prześledzi drogę „rozwoju zawodowego” pana senatora Tomasza Misiaka z Wrocławia. Nie jest to postać szeregowa w Platformie. To człowiek, który miał prowadzić kampanię PO do Parlamentu Europejskiego, doskonale znający się ze Schetyną, Zdrojewskim i Protasiewiczem. To także człowiek, który polityczną karierę zaczął od oszukiwania w wewnątrzpartyjnych wyborach wrocławskiej Unii Wolności, celem wycięcia nie kogo innego jak Władysława Frasyniuka. Rozumiem, że nabyte wówczas umiejętności bardzo przydałyby się PO w nadchodzącej kampanii. Jaka szkoda, że wypłynął problem konfliktu interesów.
Tylko naiwni mogli sądzić, że PiS u władzy nie będzie prowadzić polityki radykalnej, szkodzić konstrukcji państwa prawa i psuć stosunków z Niemcami, Rosją, a w zasadzie całą Europą (do tych naiwniaków zaliczał się zresztą Donald Tusk, aż do czasu, gdy Kaczyńscy olali ideę PO-PiSu). Tylko ci sami naiwni mogli myśleć, że PO to partia ludzi uczciwych, a zakałą koalicji jest PSL ze swoimi tradycyjnymi roszczeniami stołkowymi. Wystarczy uświadomić sobie, kim są liderzy PO i poznać trochę faktów zza kulis, aby dowiedzieć się, że ich ulubione metody działania politycznego nie budzą entuzjazmu.
W całym środku platformianego kręgu wrocławskich przyjaciół dojrzewał zaś młody, ambitny polityk Tomasz Misiak. Chłopak jak z plakatu, skazany na sukces w polityce i biznesie. Na sukces w tej drugiej dziedzinie skazał go ówczesny prezydent Wrocławia Bogdan Zdrojewski, zlecając jego spółce realizację kilku miejskich imprez, mimo że na profesjonalizm pana Misiaka i jego partnerów powszechnie wszyscy narzekali. Niestety, co do polityki, to okazało się że tutaj sukces łatwo zaprzepaścić. Brzydkie media napisały o konflikcie interesów i próbie zarobienia sporych pieniędzy na fakcie utraty pracy przez tysiące robotników w polskich stoczniach. Kolejne rządy, w tym rząd PO, nie potrafiły im pomóc, co wynikało w braku profesjonalizmu w kontaktach z unijnymi instytucjami. Pomóc za to potrafiły senatorowi Misiakowi i jego kolegom, pracującym w firmie Work Service, której znaczącym udziałowcem jest młody senator. Bez przetargu, firma senatora Misiaka, który pracował nad specustawą stoczniową i zgłaszał do niej własne poprawki, dostała zlecenie prowadzenia doradztwa wywalanym z roboty stoczniowcom w zakresie pośrednictwa pracy. Oferta Work Service nie dość, że jest do luftu (tak twierdzą przynajmniej sami zainteresowani i ich związki zawodowe), to jeszcze kosztuje budżet „kilkadziesiąt milionów złotych”. Ile dokładnie? Któryś z kolegów senatora PO nie chciał roztropnie prasie powiedzieć. Jedno szczęście. Dba o stan naszych nerwów. Work Service kontrakt dostało bez konkursu, przetargu, czy czegoś w tym stylu. W każdym razie, nie powinniśmy się jako obywatele martwić, bo „wszystko odbyło się zgodnie z procedurami”.
Całość: http://polskaliberalna.net/component/option,com_content/Itemid,60/catid,43/id,185/view,article/



Komentarze
Pokaż komentarze