W proteście przeciwko widniejącemu wieczorem 10 kwietnia na marginesie SG tekstu zatytułowanego „Lech Kaczyński znów bez sukcesu” 17 kwietnia samaslodycz odeszła z salonu, a trzy dni później przywędrował tu potwór.
Strzegłam mojej tożsamości jak źrenicy oka, znało ją tylko paru najbardziej zaufanych kolegów, dla wszystkich, także dla Admina, byłam „Panem Potworem”. I wszystko układało się wspaniale, dopóki niejaki Lubicz, skądinąd mój Syn ukochany, nie stwierdził w komentarzu, że znamy się ponad pół wieku, *andy nie zacytował Lubicza (w zupełnie innej sprawie), a pewna dociekliwa Pani z Krakowa, nie dopadła lubiczowego komentarza, zanim ja zdołałam go usunąć.
Wprawdzie owa Pani twierdzi, że nie ma zamiaru zdradzać „salonowo-rodzinnych” tajemnic, jednak o „samych słodyczach” pisze bez oporów. Postanowiłam ułatwić Jej życie. Jako samaslodycz mam naprawdę słodkie usposobienie, jako potwór nie do końca. Udowadniałam to przez spory kawałek czasu i - obiecuję – nic się w tej materii nie zmieni.
Pozdrowienia
Krystyna Pisarska


Komentarze
Pokaż komentarze (31)